Nieważne gdzie, ważne z kim!!!

Kategoria: Diadem Polskich Gór Strona 8 z 12

Szeroka 842 m n.p.m.

Po kolejnej nocy w samochodzie i wcześniejszymi problemami znalezienia dogodnego miejsca na nocleg zostaliśmy miło zaskoczeni. Otóż płatny parking na granicy PL-CZ dla osób chodzących po górach był za symboliczną opłatą. Taki miły ukłon właścicieli terenu. Podejście w wysokim śniegu na początku odcinki strome. Szlak na szczyt praktycznie ciągnie się wzdłuż słupków granicznych.

Jański Wierch 697 m n.p.m.

Szczyt położony na styku granicy Polsko-Czeskiej z uroczymi skałami pod drodze na szczyt i zachwycającymi widokami.

Róg 715 m n.p.m.

Bajeczne pełne uroku podejście w zimowej scenerii z pięknymi widokami. Z mojej wiedzy, w lasach raczej kotki nie biegają dziko więc znaleziony przez nas ślady raczej należały do rysia.

Lesista Wielka 851 m n.p.m.

Po kolejnym noclegu w samochodzie pod szczytem wstaliśmy wypoczęci i ruszyliśmy dziarsko w zimowej, śniegowej scenerii na szczyt. Parkowanie i nocowanie pod szczytem daje nam oszczędności czasowe, które możemy spożytkować na regenerujący sen.

Borowa 853 m n.p.m.

Wybraliśmy najkrótszą i wydawałoby się najszybszą trasę zdobycia szczytu. Ale szlak nie był prosty, ciężkie bardzo strome podejście w warunkach lodowo-śniegowych dało nam wycisk. Natomiast zejście już lżejszym szlakiem ale za to po ciemku.

Włodarz 811 m n.p.m.

Tą górę bardzo słabo pamiętam, gdzieś pomiędzy Trójgarbem a Borową.

Trójgarb 778 m n.p.m.

Dojechaliśmy pod szczyt późno w nocy a że początek pandemii więc spanko w samochodzie. Zaparkowaliśmy na pustym parkingu i zmęczeni położyliśmy się szybko spać, natomiast rano, kiedy wstaliśmy pomimo wczesnej pory cały parking był już prawie zastawiony. Podejście w śniegu i kawałkami mocno oblodzone ale jak zwykle warto było bo nacieszyliśmy oczy i dusze pięknymi widokami z wieży widokowej.

Łopiennik 1069 m n.p.m.

Ruszyliśmy na tyle późno, że wiedzieliśmy iż na szczycie będziemy już po ciemku. Szczyt na tyle dla mnie szczególny, że na podejściu zadzwonił mój tata i chwilę z nim rozmawiałem opowiadając mu o naszych osiągnięciach. Samo podejście standardowo na początku jesienne aby płynnie przejść w zimowe ale bez utrudnień i bez raczków.

Wołosań 1071 m n.p.m.

Kolejną noc podczas naszego bieszczadzkiego wyjazdu spędzamy, zgodnie z wypracowanym już rytmem, w samochodzie. Tym razem wybieramy urokliwe miejsce tuż przy wieży widokowej „Szcznerbanówka”, nieopodal Przełęczy Przysłup za miejscowością Żubracze. Noc mija względnie spokojnie – w ciszy przerywanej jedynie przez kilka samochodów, które zatrzymują się na krótki postój.

Rano budzi nas niesamowity widok – lekko przymglony krajobraz, a wokół pokryte szronem szczyty Stryb i Hyrlata, wyglądające jak z pocztówki. Ale największe wrażenie robi Wołosań, który jawi się w oddali jako nasz dzisiejszy cel.

Zostawiamy samochód przy drodze w Żubraczem i ruszamy zielonym szlakiem, prowadzącym wzdłuż szemrzącego potoku Wołosań. Początek trasy to wciąż jesienny klimat – wilgotne liście, błotnisty grunt i chłodne, ale jeszcze nie zimowe powietrze.

Po około 1,5 km szlak zaczyna się piąć ostro w górę, las staje się gęstszy, a my wkraczamy w coraz bardziej zimową krainę. Z każdym metrem robi się bielej, drzewa przybierają bajkowy wygląd, a śnieg zaczyna delikatnie skrzypieć pod butami.

Wędrujemy w stronę szczytu Przysłup (1006 m n.p.m.) – pierwszego szczytu na naszej trasie. Choć warunki stają się trudniejsze, jesteśmy dobrze przygotowani. Świeża warstwa śniegu i lodu sprawiają, że raczki znów okazują się niezastąpione.

Grzbiet między Przysłupem a Wołosaniem prowadzi przez niezwykły las – jakby zawieszony między porami roku. Światło leniwie przebija się przez zamarznięte konary, a cisza przerywana jest tylko naszymi krokami.
Po około 5 km docieramy do skrzyżowania szlaków – zielonego i czerwonego, będącego częścią legendarnego Głównego Szlaku Beskidzkiego. Skręcamy w lewo i już po kilkuset metrach zdobywamy nasz cel – Wołosań (1071 m n.p.m.).

Szczyt wita nas scenerią rodem z bieszczadzkiej bajki – drzewa skute lodem, szlak pokryty świeżym puchem, a nad głowami przejrzyste niebo z zawieszonymi chmurami. Zimowa cisza ma swój własny głos – ten, który słyszy się tylko na takich wysokościach.
Po krótkim odpoczynku ruszamy tą samą trasą z powrotem, planując jeszcze jedno podejście – na sąsiedni Łopiennik, który kusi nas swoją dzikością. Ale to już opowieść na kolejną kartę z Diademu Gór Polski…

Informacje praktyczne – Wołosań (1071 m n.p.m.):
Pasmo: Bieszczady Zachodnie
Szlak: zielony z Żubraczego do skrzyżowania pod Wołosaniem, dalej czerwonym GSB
Dystans w obie strony: ok. 11 km
Czas przejścia: ok. 4 godziny (bez dłuższych postojów)
Trudność: umiarkowana (w zimowych warunkach wskazane raczki)

Warto zabrać:
Raczki (szlak miejscami bywa bardzo śliski)
Latarkę czołową (w zimie wcześnie robi się ciemno)
Termos z ciepłą herbatą

Podsumowanie:
Wołosań to nie tylko najwyższy szczyt pasma granicznego w Bieszczadach Zachodnich, ale też miejsce wyjątkowo urokliwe zimą. Choć nie oferuje rozległych panoram, rekompensuje to atmosferą odludnych szlaków, ciszy i dzikiej przyrody. Wędrówka przez śnieżny las, kontakt z nieskażoną naturą i świadomość podążania fragmentem Głównego Szlaku Beskidzkiego czynią tę wyprawę niezapomnianą.

Wielka Rawka 1307 m n.p.m.

Po zdobyciu porannego Trohańca nie zwalniamy tempa i tego samego dnia ruszamy na kolejny szczyt – jedną z ikon Bieszczadów – Wielką Rawkę (1304 m n.p.m.). To nazwa, która często pojawia się w rozmowach o Bieszczadach – my sami usłyszeliśmy o niej podczas zdobywania Sokolicy w Pieninach, kiedy dwaj napotkani turyści zachwycali się widokami z jej grzbietu.
Samochód zostawiamy na parkingu przy Przełęczy Wyżniańskiej, skąd zielonym szlakiem kierujemy się w stronę Bacówki PTTK Pod Małą Rawką. Już na starcie zakładamy raczki – temperatura utrzymuje się poniżej zera, a szlak jest śliski. Jak się później okazuje, to bardzo dobra decyzja – im wyżej, tym więcej zamarzniętej powierzchni.
Pierwsze 1,5 km trasy to spokojne, płaskie podejście przez las. W okolicy bacówki robi się tłoczniej – pomimo pandemii, miejsce tętni życiem, a wokół schroniska kręci się sporo młodzieży. My jednak nie zatrzymujemy się – dzień jest krótki, a przed nami jeszcze sporo drogi.
Za bacówką szlak robi się coraz bardziej stromy. Niedawne roztopy i późniejsze przymrozki sprawiły, że ścieżka zamieniła się w długą, zlodzoną taflę. Po drodze mijamy wielu turystów schodzących z trudem – część z nich niemal zjeżdża z góry, łapiąc się drzew. Nasze raczki pozwalają nam jednak iść pewnie i bezpiecznie.
Mała Rawka, na którą docieramy jako pierwszą, prezentuje się bajkowo – pokryta świeżym śniegiem, z oblodzonymi znakami turystycznymi i roślinnością przypomina krajobraz rodem z „Królowej Śniegu”.

Widoczność niestety ograniczona – mgła zasłania wszystko poza najbliższym otoczeniem. Niskie chmury osiadły na grzbiecie, tworząc iście arktyczny klimat. Pomimo braku panoram, wędrówka nabiera magicznego, surowego uroku.

Po krótkim odpoczynku ruszamy dalej – żółtym szlakiem grzbietowym w kierunku Wielkiej Rawki. Wiatr z boku jest przenikliwie zimny i mocno nas wychładza. Mijamy tabliczki ostrzegające przed możliwymi lawinami – zachowujemy ostrożność i nie zatrzymujemy się zbyt długo.

Na szczycie Wielkiej Rawki robimy pamiątkowe zdjęcie przy żółtej tabliczce, choć wokół nadal mleczna mgła i brak widoków. Nie zrażeni tym, cieszymy się z kolejnego zdobytego szczytu – to już drugi dziś w ramach Diademu Gór Polski.

Zejście odbywa się tą samą trasą – raczki ponownie okazują się nieocenione. Końcówka marszu przypada już na zmrok – w świetle latarek schodzimy przez las, a gdzieś w oddali słyszymy wycie… wolimy myśleć, że to psy z odległych zabudowań, a nie wilki z okolicznych lasów.

Informacje praktyczne:
Wysokość: 1304 m n.p.m.
Pasmo: Bieszczady Zachodnie
Przynależność do DGP: tak
Punkt startowy: Przełęcz Wyżniańska
Szlaki: zielony → żółty
Dystans: ok. 9,5 km w obie strony
Czas przejścia: ok. 3–3,5 godziny
Trudność: średnia-trudna (śliskie podejście, zmienne warunki zwłaszcza zimą)

Warto zabrać:
Raczki (obowiązkowe zimą)
Czołówka (na wypadek powrotu po zmroku)
Termos z ciepłym napojem
Kurtka przeciwwiatrowa

To była jedna z bardziej emocjonujących zimowych wypraw – choć mgła odebrała nam widoki, warunki atmosferyczne i atmosfera szlaku dostarczyły nam wrażeń, które długo pozostaną w pamięci.

Strona 8 z 12

Oparte na WordPress & Theme by Anders Norén