Nieważne gdzie, ważne z kim!!!

Kategoria: Korona Sudetów Polskich Strona 1 z 5

Śnieżnik w zimowej odsłonie – królestwo śniegu i nowa wieża widokowa

Wstaliśmy o 8:30. Nie powiem, ciężko było wygrzebać się z pościeli, ale szybka kawa i świąteczne śniadanie postawiły nas na nogi. O 9:40 ruszyliśmy naszą trójką w stronę Kletna. Pogoda zapowiadała się całkiem przyjemnie: lekkie słońce i temperatura w okolicach -2 stopni. Punktualnie o 11:00 zostawiliśmy auto na dalszym parkingu (koszt 13 zł za dzień) i ruszyliśmy na nasz dzisiejszy cel – Śnieżnik.
Pierwsze dwa kilometry trasy to łagodne podejście żółtym szlakiem, który prowadzi szeroką, utwardzoną drogą w stronę schroniska i przebiega obok Jaskini Niedźwiedzia. To idealny moment na rozgrzewkę i nacieszenie się zimowym lasem (zwłaszcza, że ku naszemu zdziwieniu spotkaliśmy znajomego z Koronowa).

Wkrótce jednak droga skręciła, a my weszliśmy w gęstszy las. Tutaj zaczęło się prawdziwe podejście – bardziej strome i wymagające, głównie przez zalegający śnieg i wystające kamienie. Ten leśny odcinek składa się z dwóch etapów, przy czym ten drugi potrafi już solidnie wycisnąć pot na czole. Dopiero około czwartego kilometra szlak ponownie wyprowadził nas na otwartą przestrzeń drogi dojazdowej do samego schroniska.

W Schronisku PTTK „Na Śnieżniku” zrobiliśmy chwilę przerwy. To miejsce ma niesamowity klimat, zwłaszcza zimą, gdy z komina unosi się dym, a turyści otrzepują buty ze śniegu. Podbiliśmy pieczątki w naszych książeczkach, złapaliśmy oddech i bez zbędnej zwłoki ruszyliśmy dalej.

Przed nami był ostatni odcinek – zielony szlak prowadzący bezpośrednio na szczyt. Czekało nas tu wielkie zaskoczenie. Pamiętaliśmy ten fragment jako wymagające podejście po wielkich głazach, tymczasem obecnie to łatwa, szeroka i bardzo wygodna ścieżka. Zanim jednak weszliśmy na otwartą halę podszczytową, musieliśmy się dodatkowo docieplić – wiatr w tym miejscu zaczął dąć z ogromną siłą. Na szczęście piękna panorama dodawała nam energii i żaru, rekompensując trud podejścia i zimny wiatr.

Po pokonaniu całego podejścia naszym oczom ukazała się ona – wspaniała, lśniąca w słońcu wieża widokowa. Oddano ją do użytku dwa lata wcześniej, więc widzieliśmy ją na żywo po raz pierwszy. Jej nowoczesna konstrukcja niesamowicie kontrastuje z dzikością Śnieżnika. Oczywiście wejście na górę było obowiązkowe.

Widoki z góry dosłownie zapierają dech. Dziś przejrzystość powietrza była bajeczna – panorama Sudetów rozciągała się aż po horyzont. Na samym szczycie, który jest całkowicie odsłonięty, było jednak niebotycznie zimno. Silny wiatr i niska temperatura sprawiły, że szybko zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcia przy tablicach szczytowych.
Zeszliśmy z powrotem do schroniska, żeby się ogrzać. Gorąca zupa na rozgrzewkę przed dalszą drogą była najlepszą decyzją tego dnia. Czas jednak nieubłaganie uciekał, a my nie mieliśmy dużego zapasu przed zachodem słońca. Szybko się zebraliśmy, założyliśmy raczki (nieocenione na wyślizganym szlaku!) i ruszyliśmy tą samą drogą w dół.
Dzięki raczkom i kijkom udało nam się sprawnie i, co najważniejsze, bezpiecznie zejść do samochodu. Śnieżnik po raz kolejny pokazał nam, jak piękne (i mroźne!) potrafią być polskie góry zimą.

Informacje o trasie:

  • Dystans: ok. 13,5 km (w obie strony z Kletna).
  • Czas przejścia: ok. 5,5 h (w zależności od warunków i czasu spędzonego w schronisku).
  • Suma podejść: ok. 750 m.
  • Szlak: Żółty (z Kletna do Schroniska), Zielony (ze Schroniska na Szczyt).
  • Punkt startu: Parking w Kletnie (dalszy 13 zł, bliższy 18 zł).

Porady i wskazówki:

  • Raczki i kijki: Zimą to absolutny must-have. Nawet jeśli na parkingu nie ma śniegu, leśne podejścia pod Śnieżnikiem bywają wyślizgane przez setki turystów i bez raczków zejście może być niebezpieczne.
  • Pogoda na szczycie: Śnieżnik jest znany z bardzo silnych wiatrów. Nawet przy słonecznej pogodzie na dole, na szczycie zawsze miej pod ręką kominiarkę, gogle lub okulary i dodatkową warstwę pod kurtkę.
  • Wieża widokowa: Wstęp na wieżę jest bezpłatny. Warto wejść, nawet jeśli wieje, bo oszklona platforma daje pewną osłonę przed wiatrem podczas podziwiania widoków.

Ciekawostki:

  • Wilhelmturm: Dzisiejsza wieża stoi niedaleko miejsca, gdzie dawniej znajdowała się kamienna wieża widokowa im. cesarza Wilhelma I. Została ona wysadzona w powietrze w 1973 roku ze względu na zły stan techniczny.
  • Słoń ze Śnieżnika: Symbolem szczytu i schroniska jest rzeźba słonia, która znajduje się nieopodal fundamentów dawnego schroniska (po stronie czeskiej). Została postawiona w 1932 roku przez grupę artystów.
  • Specyficzny mikroklimat: Śnieżnik to jedyne miejsce w Sudetach Wschodnich, gdzie występuje piętro alpejskie. Śnieg potrafi tu zalegać nawet przez 200 dni w roku, stąd też wzięła się nazwa góry.

Góry Bialskie w zimowej szacie: Rudawiec (1106 m n.p.m.) z Bielic

Góry Bialskie, przez wielu nazywane „polskimi Bieszczadami” lub „najdzikszymi górami w Polsce”, przywitały nas w ten mroźny dzień iście bajkowym krajobrazem. 
Naszą przygodę zaczęliśmy w Kudowie, skąd o 9:30 wyruszyliśmy w półtoragodzinną trasę do Bielic. Ta urokliwa wieś, położona w dolinie Białej Lądeckiej, to idealny punkt startowy dla każdego, kto szuka spokoju i ucieczki od komercji. Bielice – dla jednych koniec świata, dla nas to początek naszej dzisiejszej przygody.
Termometr pokazał -7°C, co przy lekkim wietrze od razu zmotywowało nas do działania. Szybki serwis: plecaki na plecy, raczki na buty (niezbędne przy tym oblodzeniu!) i ruszamy całą naszą trójką na szlak (Sylwia, Elżbieta i Patryk).

Początkowe 1,5 km to przyjemny spacer „po płaskim” doliną rzeki szlakiem zielono-niebieskim. Tutaj jednak trzeba zachować czujność! Uważajcie na rozejście szlaków. Nasz zielony szlak w pewnym momencie ostro odbija w prawo, pnąc się pod górę, podczas gdy niebieski biegnie dalej dnem doliny.
Kolejny kilometr to konkretne podejście. Dzięki niemu szybko zyskaliśmy wysokość (całkowite przewyższenie na trasie to ok. 435 m). Dalej było już lżej – szlak prowadzi przez malownicze leśne tereny, które tego dnia wyglądały jak z „Krainy Lodu”.

Po przekroczeniu 4. kilometra szlak skręca w prawo i prowadzi nas wzdłuż granicy polsko-czeskiej. Po drodze mijamy szczyt Iwinka (1079 m n.p.m.): Choć to „tylko” przystanek w drodze na cel, widoki oszronionych drzew robiły na nas niesamowite wrażenie.

Równo na 5. kilometrze zameldowaliśmy się na Rudawcu (1106 m n.p.m.). To najwyższy punkt Gór Bialskich (według niektórych źródeł), a dla nas kolejny krok do zdobycia drugiej Korony Gór Polski. Formalności musiało stać się zadość – pieczątki wbite do książeczek, pamiątkowe fotki zrobione i… szybka ewakuacja, bo mroźny wiatr nie pozwalał na długie biesiadowanie.

Schodziliśmy sprawnie, utrzymując równe tempo. Po drodze zboczyliśmy nieco ze szlaku, by sprawdzić lokalny Schron Noclegowy oraz już na dole zwiedzamy pomnik Andrzeja Kranicica: Niezwykłe miejsce upamiętniające lokalnego przewodnika i miłośnika gór. Charakterystyczny rower i narty wkomponowane w pomnik zatrzymują na chwilę refleksji.

Cała pętla zamknęła się w 10 km i zajęła nam około 3,5 godziny. To była jednak dopiero pierwszy z dwóch naszych dzisiejszych szczytów. Mama została przy aucie na zasłużony odpoczynek, a my… od razu ruszyliśmy w stronę Kowadła!

Informacje Praktyczne:
Parking: W Bielicach znajduje się bezpłatny parking na końcu wsi, tuż przy wejściu na szlaki.
Wyposażenie: Zimą raczki to absolutna podstawa – podejścia bywają oblodzone.
Ciekawostka: Rudawiec znajduje się w pobliżu rezerwatu „Puszcza Śnieżnej Białki”, gdzie można podziwiać fragmenty pierwotnego lasu dolnośląskiego.
Dla zdobywców: Pieczątka KGP znajduje się na szczycie w metalowej skrzynce.

Biskupia Kopa #2: Zachód słońca nad chmurami i smaki pogranicza

Nie tracąc ani minuty po zejściu ze Złotego Chlumu, przejechaliśmy na parking Petrovy Boudy znajdujący się również po czeskiej stronie. Wesoła atmosfera i dobre humory nie opuszczały naszej czwórki (Elżbieta, Ania, Sylwia i Patryk), choć słońce zaczynało już powoli chylić się ku zachodowi.

Ruszyliśmy zielonym szlakiem, który początkowo prowadził nas szeroką, kamienistą drogą przez otwarty teren, by z czasem zagłębić się w gęsty las.

To, co zobaczyliśmy po drodze, dosłownie odebrało nam mowę. Zamglone pasma górskie, skąpane w pomarańczowym blasku zachodzącego słońca przedzierającego się przez chmury, stworzyły bajkową scenerię.

Mimo zmęczenia poprzednią trasą, te dwa kilometry podejścia pokonaliśmy w 45 minut, napędzani widokami, które zmieniały się z każdą minutą.

Na szczycie (890 m n.p.m.) tradycyjnie przybiliśmy pieczątki i zrobili wspólne zdjęcie pod wieżą. Wtedy zapadła spontaniczna decyzja: schodzimy na polską stronę do Górskiego Domu Turysty „Pod Biskupią Kopą”.

Zapach regionalnych specjałów przyciągnął nas jak magnes. Zupa czosnkowa i placki po zbójnicku smakowały tam wybitnie, dając nam siły na powrót.

Wiedzieliśmy jednak, że czas ucieka. Aby nie wracać ponownie pod górę na szczyt, wybraliśmy żółty szlak, który tworzył idealną pętlę prowadzącą prosto na parking Petrovy Boudy. Ostatnie kilometry pokonaliśmy już po ciemku. Na szczęście każdy z nas miał w pogotowiu latarkę, więc bezpiecznie, choć w nieco tajemniczej aurze, dotarliśmy do samochodu.

Informacje o trasie

  • Szczyt: Biskupia Kopa (890 m n.p.m.) – najwyższy szczyt Gór Opawskich.
  • Start: Parking Petrovy Boudy (Czechy).
  • Dystans: ok. 5,7 km (pętla).
  • Czas przejścia: ok. 2 godziny (z biesiadą w schronisku).
  • Suma podejść: ok. 291 m.
  • Kolory szlaków: Zielony (podejście z Czech) -> Żółty (powrót pętlą do parkingu).

Porady i Informacje praktyczne

Parking i dojazd:

  • Wybór parkingu Petrovy Boudy po czeskiej stronie to świetny sposób na skrócenie podejścia i uniknięcie największych tłumów, które zazwyczaj ciągną od strony Jarnołtówka. Parking jest darmowy.

Wieża widokowa:

  • Na szczycie znajduje się charakterystyczna biała wieża (Josefs-Warte). To najstarsza wieża widokowa w Jesionikach (z 1898 r.). Jeśli dotrzecie tam przed zachodem słońca, panorama na Pradziada i polskie niziny jest bezkonkurencyjna.

Górski Dom Turysty:

  • Pamiętajcie, że schronisko leży nieco poniżej szczytu po polskiej stronie. To jedyne schronisko w Górach Opawskich. Ich zupa czosnkowa to już legenda – idealnie rozgrzewa po zimowej wędrówce.

Bezpieczeństwo po zmroku:

  • Nasza przygoda pokazuje, że w grudniu czołówka to wyposażenie obowiązkowe, nawet na krótkich trasach. Słońce chowa się za horyzont błyskawicznie, a kamienisty żółty szlak w drodze powrotnej wymaga dobrego oświetlenia pod stopami.

Ciekawostka historyczna:

  • Biskupia Kopa od wieków była górą graniczną. Kiedyś dzieliła biskupstwo wrocławskie od ołomunieckiego (stąd nazwa), a dziś stanowi granicę państwową między Polską a Czechami.

Śnieżka w pełnym słońcu: Wielkanocna wyprawa na dach Karkonoszy

Wielkanocna niedziela, 20 kwietnia 2025 roku. Po emocjach na Wysokiej Kopie, nadszedł czas na główne danie wyjazdu. Meldujemy się w Karpaczu, gdzie zostawiamy auto na parkingu nieopodal stacji paliw Orlen. Początkowo ruszamy czerwonym szlakiem, by przy Orlinku odbić na czarny, prowadzący nas w stronę dolnej stacji kolejki na Kopę. Po drodze obowiązkowy przystanek przy kasie Karkonoskiego Parku Narodowego – bilety kupione, możemy ruszać w górę!

Podejście czarnym szlakiem (tzw. Śląską Drogą) to mozolna wędrówka po kamieniach. Choć nachylenie nie jest ekstremalne, temperatura i palące słońce dały nam się we znaki. Robimy częste postoje – nie tylko dla złapania oddechu, ale przede wszystkim dla widoków. Przejrzystość powietrza tego dnia była fenomenalna, co widać na każdym kroku. Sytuacja zmienia się na wysokości Białego Jaru – teren się wypłaszcza, a od górnej stacji wyciągu aż do Domu Śląskiego idzie się już niemal zupełnie po płaskim.

W Domu Śląskim planowaliśmy dłuższą przerwę na pieczątki i zimne piwo, ale kolejki skutecznie nas zniechęciły. Postanowiliśmy zdobyć szczyt „na raz”. Zamiast pchać się ostro w górę czerwonymi zakosami, wybraliśmy niebieski szlak (Drogę Jubileuszową). Jest nieco dłuższa, ale łagodniejsza i oferuje zupełnie inną perspektywę na karkonoskie kotły. Na szczycie – tłumy! Czesi mają tu swoją kolejkę linową, co sprawia, że Śnieżka tętni życiem jak deptak. W czeskiej knajpce znów przegraliśmy walkę z kolejką po złocisty napój, więc po pamiątkowych zdjęciach pod Obserwatorium (słynnymi „Talerzami”), ruszyliśmy w dół.

Zmęczenie słońcem było już spore, ale chęć poznania nowych ścieżek zwyciężyła. Zamiast wracać tą samą drogą, od Domu Śląskiego ruszyliśmy niebieskim szlakiem w stronę Strzechy Akademickiej. To był strzał w dziesiątkę! Szeroka, wyłożona kamieniami droga (służąca również ratownikom GOPR) pozwoliła nam szybko wytracić wysokość. W Strzesze Akademickiej w końcu dopięliśmy swego – chłopcy dostali solidne porcje frytek, a dorośli mogli odpocząć przy piwie z sokiem imbirowym.

Zejście żółtym szlakiem do dolnej stacji kolejki minęło błyskawicznie. To urokliwy i łatwy odcinek, idealny na zakończenie dnia. Zanim wsiedliśmy do auta, zahaczyliśmy jeszcze o Żabkę na „obowiązkowe” lody – zasłużona nagroda za 1603 metry przewyższenia (w nogach!).

Informacje o trasie

  • Szczyt: Śnieżka (1603 m n.p.m.) – najwyższy szczyt Karkonoszy i Sudetów.
  • Przebieg trasy: Karpacz (Orlen) -> szlak czerwony -> szlak czarny (Orlinek) -> Dom Śląski -> szlak niebieski (Droga Jubileuszowa) -> Śnieżka -> powrót do Domu Śląskiego -> szlak niebieski do Strzechy Akademickiej -> szlak żółty -> Karpacz.
  • Podejście: Mozolne, kamieniste odcinki na szlaku czarnym.
  • Charakterystyka: Trasa widokowa, bardzo eksponowana na słońce, technicznie łatwa, ale wymagająca kondycyjnie ze względu na długość.

Porady i Informacje praktyczne

Parking i koszty:

  • Zaparkowaliśmy przy ul. Konstytucji 3 Maja (obok Orlenu). Cena to 40 zł za cały dzień. To dobra baza wypadowa, jeśli planujecie pętlę kończącą się w okolicach Białego Jaru.
  • Bilety do KPN: Pamiętajcie, że wejście do Karkonoskiego Parku Narodowego jest płatne. Budka kasowa znajduje się przy dolnej stacji kolejki. Można też kupić bilety online (eparki.pl), co pozwala uniknąć kolejki przy wejściu.

Wybór wariantu na szczyt:

  • Jeśli idziecie z dziećmi lub po prostu chcecie oszczędzać kolana, wybierzcie szlak niebieski (Drogę Jubileuszową) zamiast czerwonych zakosów. Jest znacznie łagodniejszy, choć droga się wydłuża. Widoki na Kocioł Łomniczki są tego warte!

Schroniska i pieczątki:

  • Dom Śląski to najbardziej oblężone miejsce. Jeśli chcecie tylko pieczątkę, szukajcie jej przy wejściu lub w okolicach bufetu. Na jedzenie i napoje w weekendy warto mieć zapas cierpliwości lub … własny prowiant.
  • Strzecha Akademicka: Zdecydowanie polecamy to schronisko na odpoczynek. Ma niesamowity klimat (to jedno z najstarszych schronisk w Karkonoszach) i zazwyczaj jest tam nieco luźniej niż w Domu Śląskim.

Ciekawostka historyczna i przyrodnicza:

  • Budowle na szczycie: Polska strona Śnieżki to słynne „spodki” z lat 70., natomiast czeska to najstarsza w Czechach rotunda św. Wawrzyńca (z XVII wieku) oraz nowoczesny budynek poczty (Anežka).
  • Pogoda: Śnieżka to jedno z najbardziej wietrznych miejsc w Polsce. Nawet jeśli w Karpaczu jest upalnie (jak podczas naszej wyprawy), na szczycie warto mieć w plecaku coś od wiatru – warunki potrafią zmienić się w 15 minut.

Nawigacja powrotna:

  • Zejście żółtym szlakiem od Strzechy Akademickiej do Białego Jaru to bardzo wygodna opcja. Droga jest szeroka, utwardzona granitowymi blokami – to właśnie tędy często przemykają samochody terenowe GOPR-u.

Wysoka Kopa # 2: Świąteczna przygoda w krainie cietrzewia i kwarcu

Tuż po zejściu ze Skalnika, nie tracąc ani chwili, ruszyliśmy w stronę najwyższego pasma Gór Izerskich. Wielkanocna sobota 2025 roku rozpieszczała nas pogodą, ale i uczyła pokory – czasochłonne pierwsze podejście tego dnia zmusiło nas do modyfikacji planów. Postawiliśmy na wariant z Rozdroża Izerskiego, licząc na sprawne zdobycie kolejnego szczytu do Korony Gór Polski przed zmrokiem.

Ruszyliśmy zielonym szlakiem, który przywitał nas typowym dla Izerów terenem – miejscami bagnistym, z wystającymi korzeniami i sporą ilością błota po wiosennych roztopach.

Po drodze mijaliśmy imponującą Kopalnię Kwarcu Stanisław. To miejsce o księżycowym krajobrazie zrobiło na chłopcach ogromne wrażenie. Trudno się dziwić – to najwyżej położony kamieniołom w Polsce (1050 m n.p.m.). Choć dziś panuje tu cisza, kiedyś tętniło tu życie przemysłowe, a wydobywany kwarc trafiał do hut szkła w całym kraju. Chłopcy musieli oczywiście „zaliczyć” każdą większą skałę w okolicy Izerskich Garbów.

Podejście pod samą Wysoką Kopę to marsz przez teren objęty ochroną. Od naszej ostatniej wizyty rejon szczytu został całkowicie zamknięty dla turystów – to teraz rezerwat Cietrzewia. Te niezwykle rzadkie ptaki potrzebują spokoju do tokowania, dlatego szanując przyrodę, nie wchodziliśmy na sam wierzchołek. Oficjalna tablica „Wysoka Kopa” czekała na nas przy szlaku. To tam, w pełnym składzie, świętowaliśmy zdobycie szczytu.

W drodze powrotnej, walcząc z uciekającym czasem, zdecydowaliśmy się na skrót łączący szlak czerwony z żółtym. I tu zaczęła się nasza mała rodzinna komedia. Podczas gdy my parliśmy do przodu, mama z ciocią Anią tak mocno zaangażowały się w rozmowę, że kompletnie przegapiły moment skrętu. Na szczęście, dzięki instrukcjom („cały czas w dół!”), spotkaliśmy się wszyscy cali i zdrowi na szlaku żółtym, tuż przed finałowym dojściem do parkingu.

Informacje o trasie

  • Szczyt: Wysoka Kopa (1126 m n.p.m.) – najwyższy punkt Gór Izerskich.
  • Dystans: 9,4 km (pętla).
  • Czas przejścia: 3 godziny 38 minut.
  • Suma podejść: 391 m.
  • Najwyższy punkt: 1106 m n.p.m. (zgodnie z pomiarem przy tablicy).

Porady i Informacje praktyczne

Parking i dojazd:

  • Startowaliśmy z Rozdroża Izerskiego (parking przy drodze 358). Miejsce jest popularne, ale dość pojemne. W święta i weekendy warto być tu przed południem.

Pieczątka do książeczki KGP:

  • Drewniana skrzynka z pieczątką znajduje się na słupku pod tablicą „Wysoka Kopa”. Warto mieć ze sobą własny tusz – ten na miejscu bywa wyschnięty.

Trudności na szlaku:

  • Szlak jest technicznie łatwy, ale Izery słyną z błota. Solidne, nieprzemakalne buty to podstawa, co widać na naszych zdjęciach z podejścia.

Ciekawostki historyczne i turystyczne:

  • Kopalnia Stanisław: Legenda głosi, że kwarc wydobywano tu już w XIII wieku. Surowe warunki sprawiają, że zima trwa tu rekordowo długo.
  • Ochrona Cietrzewia: Pamiętajcie, że wchodzenie na sam szczyt (poza wyznaczony szlak) jest zabronione. Cietrzewie to jedne z najbardziej płochliwych ptaków w Polsce – każda płosząca je osoba może przyczynić się do ich zniknięcia z tych gór.
  • Widoki: Przy dobrej widoczności z okolic Kopalni Stanisław widać nie tylko Karkonosze ze Śnieżką, ale nawet odległe o wiele kilometrów elektrownie w Turowie.

Zasada „cały czas w dół”:

  • Nasza przygoda z mamą i ciocią pokazuje, że w Izerach łatwo o dekoncentrację. Jeśli zgubicie orientację na skrótach, trzymanie się kierunku spadku terenu zazwyczaj doprowadzi Was do Drogi Sudeckiej, ale zawsze warto mieć mapę w telefonie (polecamy mapa-turystyczna.pl lub mapy.cz).

Skalnik # 2 – Wielkanocne zdobywanie najwyższego szczytu Rudaw Janowickich

Pierwszy ze szczytów wytypowanych podczas naszego rodzinnego, wielkanocnego wyjazdu w góry, padł łupem 19 kwietnia 2025 roku (w wyprawie brali udział: Elżbieta, Ania, Sylwia, Patryk, Miłosz oraz Janek). Postanowiliśmy nie zmieniać nic w planie z naszego pierwszego podejścia – planowaliśmy zostawić samochód na parkingu przy niebieskim szlaku podejściowym w Czarnowie. Rzeczywistość szybko jednak zweryfikowała nasze zamiary. Parking był całkowicie oblężony, co zmusiło nas do szukania miejsca nieco dalej. Na szczęście udało nam się uniknąć płatnego parkingu – stanęliśmy przy drodze w pobliżu szlaku żółtego.
Wędrówkę zaczęliśmy od odcinka asfaltowego, który doprowadził nas do skrętu w las. To właśnie tam zaczęła się właściwa zabawa i podejście, na którym trzeba było w końcu zacząć „łapać wysokość”.

Po drodze mijaliśmy punkt „Pod Ostrą Małą”, gdzie łączą i rozgałęziają się szlaki. Szlak na szczyt od tej pory wiedzie po niemal płaskim terenie, co po wcześniejszym podejściu było miłą odmianą.

Sam szczyt Skalnika (944 m n.p.m.) jest całkowicie zalesiony i pozbawiony szerokiej panoramy, ale dla zdobywców Korony Gór Polski jest punktem obowiązkowym. Znaleźliśmy tablicę z nazwą szczytu, zrobiliśmy pamiątkowe fotki i przystąpiliśmy do rytuału przybijania pieczątek w naszych książeczkach. Miłosz i Janek bardzo poważnie podeszli do tego zadania!

W drodze powrotnej nie mogliśmy odmówić sobie wejścia na wyeksponowaną Ostrą Małą. To platforma widokowa wykuta w skale, z której rozpościera się bajeczna panorama na Karkonosze, Kotlinę Jeleniogórską i pozostałe szczyty Rudaw Janowickich. To właśnie tutaj góry pokazały nam swoje najpiękniejsze oblicze. Chłopcy byli zachwyceni – na skałkach pod szczytem domagali się kolejnych zdjęć, które miały uwiecznić ich odwagę i sprawność we wspinaczce po głazach.

Po zejściu do samochodu nie traciliśmy czasu. Szybkie pakowanie, chwila na uzupełnienie płynów i ruszyliśmy w stronę kolejnego wyzwania zaplanowanego na ten dzień – Wysokiej Kopy w Górach Izerskich. Wielkanocny maraton trwał w najlepsze!

Informacje o trasie:

  • Dystans: ok. 6 km (w obie strony).
  • Czas przejścia: ok. 2 h (spokojnym, rodzinnym tempem).
  • Suma podejść: ok. 240 m.
  • Szlak: Żółty (dojście), Niebieski i Zielony (rejon szczytu).
  • Punkt startu: Czarnów (okolice dawnego schroniska Czartak / szlak żółty).

Porady i wskazówki:

  • Parking: Jeśli planujecie wycieczkę w weekend lub święta, parking w Czarnowie przy szlaku niebieskim zapełnia się błyskawicznie. Warto przyjechać bardzo wcześnie lub szukać miejsca przy drodze niżej, tak jak zrobiliśmy to my.
  • Punkt widokowy: Nie pomijajcie Ostrej Małej! Sam szczyt Skalnika jest w lesie i nie oferuje widoków, natomiast platforma na Ostrej Małej to jeden z najlepszych punktów widokowych w całych Sudetach. Na skały prowadzą wygodne kamienne schodki.
  • Pieczątka: Pieczątka zazwyczaj znajduje się w skrzynce na szczycie Skalnika. Warto mieć własny tusz, bo ten w skrzynkach często wysycha.

Ciekawostki:

  • Dwa wierzchołki: Skalnik ma dwa wierzchołki. Wyższy (944 m) jest zalesiony, natomiast niższy (935 m) to właśnie Ostra Mała z jej słynnymi formacjami skalnymi – Koniem Apokalipsy i Skalnym Mostem w pobliżu.
  • Friesensteine: Przed wojną skały na Ostrej Małej nazywano Friesensteine. Już wtedy były popularnym celem wycieczek, a schody na platformę widokową wykuto w 1886 roku.
  • Rudawy Janowickie: Choć Skalnik jest najwyższym szczytem tego pasma, Rudawy często są pomijane na rzecz Karkonoszy. To błąd – są tu jedne z najbardziej fantazyjnych formacji skalnych z piaskowca i granitu w Polsce.

Szczeliniec Wielki 919 m n.p.m. #2

wejście I – 5 listopada 2020 Sylwia i Patryk
wejście II – 20 stycznia 2024 Sylwia, Patryk, Miłosz, Jasiek

Szczeliniec to był ostatni szczyt w ramach naszego wyjazdu w ferie. Zaplanowaliśmy go jako ostani ze względu na to, iż nie był mocno wymagający, ale za to urokliwym spacerem w skalnym labiryncie. Uroku dodatkowo dodawała zimowa sceneria, która powodowała również utrudnienia na podejściach. Dodatkową atrakcją było kibicowanie zawodnikom 10. Zimowego Półmaratonu Gór Stołowych, gdyż ich trasa kończyła się przy Schronisku PTTK na Szczelińcu Wielkim, a to znaczy, że podejście do schroniska pokonywali razem z nami. Trasa podejściowa była niewymagająca pomimo zimowych warunków i pokonaliśmy ją dość sprawnie. Przejście labiryntu po płaskowyżu również nie było wymagające, ale bardzo zachwyciło chłopców przeciskanie się pomiędzy wąskimi szczelinami w skałach, a nas ponownie urzekły tym razem pokryte ścieżki i skały białym puchem. Przysłowiowe „schody” zarówno w przenośni jak i w rzeczywistości zaczęły się na zejściu, które w okresie zimowym są zamknięte, a pokonanie trasy jest wyłącznie na odpowiedzialność turystów. Na szczęście cała trudna część trasy jest wyposażona w barierki, co mocno ułatwia oraz poprawia bezpieczeństwo zejścia po zasypanych śniegiem schodach. Nasza wyprawa zakończyła się szczęśliwie bez żadnego uszczerbku na zdrowiu co uczciliśmy zakupami na straganach przy wejściu do Parku Narodowego Gór Stołowych. Sylwia i Miłosz wybrali sobie czapki, a Jasiu poduszkę Fortnite.

Waligóra 934 m n.p.m. #3

wejście I – 6 listopada 2020 Sylwia i Patryk
wejście II – 7 stycznia 2023 Sylwia i Patryk
wejście III – 16 stycznia 2024 Sylwia, Patryk, Miłosz, Jasiek

Trochę za późno dojechaliśmy z dwóch powodów, po pierwsze za późno wstaliśmy, a drugi to za dużo nam czasu zeszło na Wielkiej Sowie. Ale nie żałujemy ani pierwszego ani drugiego powodu 🙂 Nasze ograniczenia wynikały z końcówki dnia i zachodu słońca, do którego pozostało nam ok. pół godziny.

Pogoda troszkę nas wystraszyła, bo dużo śniegu i lekki mrozek, a podejście od Schroniska PTTK Andrzejówka bardzo strome. Auto zostawiliśmy na parkingu pod Schroniskiem i zabraliśmy plecaki z odpowiednim wyposażeniem, czyli na pierwszym miejscu raczki i rakiety śnieżne. Od schroniska na szczyt prowadzi żółty szlak, początkowo po drodze bez wzniesień, aby po chwili skręcić w lewo i do góry. Szlak był już przetarty, więc i my ruszyliśmy bez ociągania się. Daleko nie zaszliśmy i musieliśmy założyć raczki i rakiety śnieżne, gdyż za często zaliczaliśmy poślizgnięcia. Od tego momentu poszło już może nie szybciej, ale dużo bezpieczniej. Na szczęście na szczycie znaleźliśmy się cało i jeszcze za dnia. Kilka fotek pamiątkowych i bez zbędnej zwłoki ruszyliśmy w drogę powrotną do dołu. Sprawdziło się powiedzenie, że lepiej jest podchodzić niż schodzić. Powoli, asekurując się nawzajem udało nam się zejść na dół w ostatnich promieniach dnia. Wskoczyliśmy jeszcze po pieczątki do Schroniska PTTK i ruszyliśmy do Kudowy Zdrój.

Wielka Sowa 1015 m n.p.m. #2

Wielka Sowa odlotowa 😄 wyprawę rozpoczęliśmy we wtorek tuż po uprzednim wyczynie narciarskim na stoku Gór Orlickich w Zieleńcu. Czerwonym szlakiem przeszliśmy ok. 6,5 km mijając po drodze prywatne schronisko “Orzeł”, a następnie zamknięte schronisko “Sowa”. Okazuje się, że jest to fragment Głównego Szlaku Sudeckiego, który niebawem rozpoczniemy. Na szczyt wchodziliśmy z przyjemnością, trasą w niesamowicie zimowym klimacie. Drzewa pokryte były białą szatą delikatnego puchu i wyglądały jakby tańczyły w kółeczku 😋 Janek i Miłosz dotrzymywali nam kroku, niemniej jednak postój pod górę był dla nich niejednokrotnie priorytetem. W połowie drogi na szczyt znajduje się Pomnik Carla Wiesena, który był propagatorem turystyki w Górach Sowich i zaangażował się w budowę pierwszej wieży na szczycie Wielkiej Sowy, a także zainicjował budowę schroniska pod Wielką Sową w postaci przekazania pod niego gruntu.  W końcu po 1,5 h marszu i podejściu 350 m – zdobyliśmy szczyt Wielką Sowa na wysokości 1015 m n.p.m., który jest najwyższym szczytem Gór Sowich. Pod wiatą pożywny popasik (kiełbaska wędzona, pączki i ciepła herbatka), na tle wieży wykonaliśmy zdjęcia pamiątkowe i uzyskaliśmy pieczątki do naszych KGP. Wieża widokowa ma 25 m wysokości i pochodzi z 1906 roku. Ponad 30 lat wcześniej powstała tu konstrukcja drewniana. Uroczyste otwarcie murowanej wieży odbyło się w 1906 roku i nadano jej imię Żelaznego Kanclerza Otto van Bismarcka. Panorama z wieży sięga Śnieżki, Śnieżnika, Broumowskich Sten oraz tajemniczej Ślęży. Obecnie wieża nosi imię Mieczysława Orłowicza 😁 W końcu równym krokiem ruszyliśmy w dół szlakiem czerwonym. W przeciwnym wypadku byłaby bura, gdyż czeka na nas jeszcze Waligóra 👍 krocząc do auta mijaliśmy po lewej stronie stok narciarski usytuowany na górze Sokół. Informacja istotna dla nas, przyszłych płockich narciarzy 😋

Jagodna Płd. 977 m n.p.m. #3

Jagodna Południowa wejście I – 5 listopada 2020 Sylwia i Patryk
Jagodna Północna wejście II – 14 stycznia 2021 Sylwia, Patryk, Miłosz, Jasiek
Jagodna Południowa wejście III – 14 stycznia 2024 Sylwia, Patryk, Miłosz, Jasiek

To już nasza trzecia przygoda z ta górą. Pierwszy raz byliśmy na jej południowym szczycie zdobywając ją do KGP. Drugi raz byliśmy na jej północnym szczycie zdobywając ją do DGP, byliśmy wówczas z chłopcami i jak zauważyliśmy było to równo co do dnia 3 lata temu. Nawet wówczas proponowałem chłopcom aby ze szczytu północnego przejść od razu na szczyt południowy czyli odcinek ok. 1 km ale spotkało się to ze stanowczym sprzeciwem. Nie omieszkałem im tego dzisiaj przypomnieć i teraz tego bardzo żałowali. Jagodna w dniu dzisiejszym zaplanowana była jako druga i to pewnie dlatego motywacja i chęć walki u chłopców była już dużo mniejsza. My natomiast nie daliśmy za wygraną i po zaparkowaniu na poboczu, tak jak za pierwszym razem ruszyliśmy niebieskim szlakiem na szczyt. Droga początkowo prowadziła wąską ścieżką przez las aby po chwili dotrzeć do drogi przeciwpożarowej czyli szerokiej i łagodnej prowadzącej już do samego szczytu. Obok drogi cały czas wiła się ścieżka rowerowa, która o tej porze roku nie miała amatorów. Droga na szczyt minęła nam bardzo szybko. Na wieżę postanowiliśmy nie wchodzić ponieważ chmury były bardzo nisko i wiał silny zimny wiatr. Zatrzymaliśmy się za to pod wiatką obok wieży gdzie obecnie znajduje się skrzyneczka ze stempelkiem i zjedliśmy kanapki popijając ciepłą herbatką. Tak pokrzepieni zrobiliśmy jeszcze kilka zdjęć i ruszyliśmy w drogę powrotną, która minęła nam jeszcze szybciej gdyż chłopcy doznali powrót mocy i biegali, rzucali się śnieżkami i tarzali się w śniegu. Sam szlak niebieski nie był bardzo zaśnieżony, dlatego szło się łatwo w przeciwieństwie do drogi dojazdowej.

Strona 1 z 5

Oparte na WordPress & Theme by Anders Norén