Góry Stołowe nigdy nie przestają nas zaskakiwać. Choć sezon letni dawno za nami, te rejony o tej porze roku mają w sobie coś magicznego – mieszankę słońca, szronu i gęstej mgły, która dodaje skałom dramatyzmu. Tym razem naszym celem była legendarna Skalna Czaszka oraz czwarty co do wysokości szczyt tego pasma – Narożnik (851 m n.p.m.). Po spokojnym poranku i obowiązkowej „drugiej kawie”, o godzinie 11:00 ruszyliśmy w drogę. Po 15 minutach od wyjścia zameldowaliśmy się na bezpłatnym parkingu na Lisiej Przełęczy (790 m n.p.m.).
Dzień zaczęliśmy z przytupem, bo od geocachingu. Pierwszy kesz ukryty w wiatce parkingowej padł łupem Sylwii! To jej absolutny debiut w roli poszukiwacza skarbów, więc ekscytacja była ogromna. Szybki wpis do LogBooka i ruszamy za niebieskimi znakami szlaku, który początkowo prowadzi stromo pod górę kamiennymi stopniami.


Podejście na Narożnik z Lisiej Przełęczy nie jest długie, ale potrafi wycisnąć pot, zwłaszcza gdy pod nogami pojawia się pierwszy szron. W połowie drogi udało mi się odnalezyć drugiego kesza, więc humory dopisywały. Szlak prowadzi tutaj wzdłuż krawędzi piaskowcowych urwisk, skąd rozpościerają się pierwsze panoramy.

Jednak góry to nie tylko radość, ale i pamięć. Zatrzymaliśmy się przy miejscu tragicznej śmierci dwójki studentów z 1997 roku. Mała kapliczka i tablica pamiątkowa na skale przypominają o niewyjaśnionej do dziś zbrodni.

Na szczycie Narożnika próbowaliśmy namierzyć trzeciego kesza, ale bezskutecznie, więc dokonaliśmy jego reaktywacji. Kontynuowaliśmy wędrówkę szlakiem niebieskim w stronę Kopy Śmierci. Po drodze minęliśmy charakterystyczne formy skalne.

Aby dotrzeć do samej Skalnej Czaszki, musieliśmy odbić ze szlaku niebieskiego w oznakowaną ścieżkę prowadzącą po schodach w dół urwiska (około 15-20 minut za Narożnikiem). Dojście zajęło nam ok. 1,5 godziny od startu. Ta formacja robi niesamowite wrażenie – natura potrafi być genialnym rzeźbiarzem, a „oczodoły” czaszki są wystarczająco duże, by w nich usiąść.

Dalsza część naszej pętli prowadziła przez tzw. Ścieżkę nad Urwiskiem. Po drodze krajobraz stawał się coraz bardziej surowy, a drzewa pokrywał biały nalot szronu.

Schodząc niżej, weszliśmy w gęstszy las, gdzie skały przybierały coraz bardziej fantazyjne, pionowe formy.

Szlak w tym miejscu łagodnieje i przechodzi w szeroką drogę leśną, idealną na chwilę oddechu przed ostatnim podejściem.

Na koniec, w drodze powrotnej odwiedzamy Geoatrakcje Gór Stołowych. Pierwsze są Podmorskie Tarasy, które jednak na nas nie robią dużego wrażenia a dotarcie do nich wymaga pokonania kilkudziesięciu schodków.



Natomiast druga Geoatrakcją Gór Stołowych była Wisząca Skała do której dotarcie również wymagało ostrej wspinaczki po schodach.


Dalej ruszamy w kierunku Skał Puchacza, gdzie domykamy pętlę i przechodzimy na drugą stronę szosy (droga „Stu Zakrętów”). Wybieramy żółty szlak prowadzący do Fortu Karola. Wybudowany w 1790 roku jako pruska strażnica, dziś jest ruiną z jednym z najlepszych punktów widokowych w regionie. Niestety, pogoda zmieniła się całkowicie – słońce zniknęło, a gęsta mgła ograniczyła widoczność do kilku metrów. Co ciekawe, mimo wiosny w dolinach, tutaj wciąż zalegało mnóstwo śniegu.



Wracaliśmy do auta spełnieni, choć przemoczeni przez mgłę. Góry Stołowe zimą to zupełnie inna bajka niż w lecie – mniej ludzi, więcej ciszy i ta niepewność, co wyłoni się zza kolejnego obłoku pary.

Informacje techniczne:
Trasa: Lisia Przełęcz ➔ Narożnik ➔ Skalna Czaszka ➔ Podmorskie Kanały ➔ Wisząca Skała ➔ Fort Karola ➔ Lisia Przełęcz
Szlaki: Niebieski, zielony, niebieski, żółty oraz nieoznakowane dojścia do formacji skalnych
Dystans: ok. 9,1 km
Przewyższenia: ok. 262 m
Czas przejścia: ok. 4 godziny (uwzględniając eksplorację i geocaching)