10 listopada 2024 roku, tuż przed Narodowym Świętem Niepodległości, postawiliśmy na Hyrlatę (1103 m n.p.m.). Parking przy szlaku powitał nas kilkoma autami, co zwiastowało, że nie będziemy sami, ale prawdziwa przygoda zaczęła się już po kilku metrach. Ruszyliśmy z Roztok Górnych zielonym szlakiem prosto w błotnisty teren, by po chwili zmierzyć się z przeszkodą wodną. Przeprawa po poziomo położonych słupach energetycznych nad bystrym potokiem była jak balansowanie na linie – niby most, a jednak adrenalina skoczyła! Druga przeprawa po kamieniach i w końcu „poważny” szlak: utwardzona droga gruntowa i początek morderczego podejścia.

Miłosz tego dnia był po prostu nie do zdarcia. Zasuwał przodem, rzucając nam wyzwanie, i tylko co jakiś czas łaskawie na nas czekał. Sylwia, ambitnie depcząc mu po piętach, również rwała do przodu, choć co jakiś czas litowała się nad resztą ekipy. Ja i Janek? Cóż, my uprawialiśmy styl „kroczek za kroczkiem”, walcząc o każdy haust bieszczadzkiego powietrza. W pewnym momencie nawet piękne widoki przestały nas cieszyć – liczyło się tylko to, by iść dalej.

Przy ostatnim podejściu zmęczenie osiągnęło zenit. Wtedy zapadła strategiczna decyzja: „partyzantka”! Schowaliśmy nasze plecaki w krzakach pod grubą warstwą liści, by ostatnie metry pod szczyt pokonać na lekko. To był strzał w dziesiątkę! Bez balastu na plecach daliśmy radę zameldować się na wierzchołku. Szybkie, pamiątkowe foto i odwrót – góra dała nam tak popalić, że chłopcy stracili zapał do jakichkolwiek planów na jutro.

Powrót, choć teoretycznie lżejszy, wymagał ogromnej koncentracji. Strome zejścia pokryte grubą warstwą jesiennych liści były zdradliwe i śliskie. Do auta dotarliśmy po 3,5 godziny, mając w nogach 9 kilometrów i 550 metrów przewyższenia. Finał dnia był trudny – Cisna oblężona, brak szans na szybkie jedzenie, a na kwaterze dopadły mnie dreszcze. Na szczęście Sylwia, nasza nadworna aptekarka, szybko zareagowała i lekarstwa przeciwgrypowe postawiły mnie na nogi.
Informacje o trasie
- Szczyt: Hyrlata (1103 m n.p.m.) – masyw w Bieszczadach Zachodnich.
- Dystans: ok. 9 km (powrót tą samą drogą).
- Czas przejścia: ok. 3 godziny 30 minut.
- Suma podejść: ok. 550 m.
- Szlak: Zielony (z Roztok Górnych).

Porady i Informacje praktyczne
Parking i start:
- Auto najlepiej zostawić na parkingu w Majdanie (niedaleko stacji kolejki leśnej) lub w okolicach Lisznej. Zielony szlak jest stosunkowo nowy (otwarty kilka lat temu) i prowadzi przez teren, który dawniej był dostępny tylko dla nielicznych.
Uważaj na „śliskie dywany”:
- Listopad w Bieszczadach to nie tylko błoto, ale przede wszystkim gruba warstwa liści na stromych zejściach. Pod liśćmi często kryją się mokre korzenie i luźne kamienie. Kijki trekkingowe na tej trasie to absolutna konieczność, zwłaszcza przy schodzeniu z Hyrlatej.
Strategia z plecakami:
- Nasz patent z ukryciem plecaków przed finałowym podejściem uratował nam wyprawę. Jeśli czujecie, że „odcina Wam prąd”, nie wstydźcie się odciążyć kręgosłupa – byle tylko zapamiętać charakterystyczne drzewo lub krzak!
Ciekawostka turystyczna:
- Hyrlata długo pozostawała „dziką górą”, ponieważ nie prowadził na nią żaden znakowany szlak PTTK. Dopiero niedawno udostępniono ją turystom. Dzięki temu lasy na zboczach zachowały swój pierwotny, karpacki charakter. Sam szczyt jest częściowo zalesiony, ale oferuje ciekawe wglądy w stronę pasma granicznego i na słowacką stronę.
Jedzenie w Cisnej:
- W długie weekendy i święta Cisna bywa „zakorkowana” turystycznie. Jeśli planujecie posiłek po trasie, warto mieć w aucie „żelazną porcję” jedzenia (np. kabanosy, czekoladę) lub rezerwować stolik wcześniej, jeśli to możliwe.
Zdrowie na szlaku:
- Jesienne Bieszczady potrafią zdradzić – podczas wysiłku jest ciepło, ale na postojach organizm błyskawicznie się wychładza. Dreszcze po powrocie to sygnał ostrzegawczy. Zawsze miejcie w aucie suchą koszulkę na zmianę, by przebrać się natychmiast po zejściu ze szlaku.













