Nieważne gdzie, ważne z kim!!!

Autor: Sylwia Sosińska Strona 1 z 2

Motomajówka 2024 – Wielka Pętla Bieszczadzka

30.04.2024

Dzień 1: Płock – Warszawa – Dęblin – Puławy

O 15:30 przebieramy się szybko z Sylwią w nasze nowe wypasione stroje i ruszamy w drogę na naszych motorkach na długo wyczekiwaną i zaplanowaną moto-majówkę. Wyjeżdżamy o 16:15. Kierujemy się na Warszawę jadąc drugą stroną Wisły na Iłów. Pierwszy postój mamy po półtorej godzinie jazdy i 70km w Wilkowie Polskim, gdzie zatrzymujemy się w lokalnym sklepiku i kupujemy różne przekąski, słodkości ale i oranżadę. Po chwilowym wytchnieniu ruszamy dalej. Nasza radość rośnie wraz z każdym przejechanym kilometrem pomimo temperatury tego dnia powyżej 30 st.C. Kolejny przystanek już na stacji paliw przy wjeździe do Warszawy. Następny w Otwocku podjeżdżamy do apteki aby zakupić na wszelki wypadek sudokrem, temperatury sprzyjają wszelkiego rodzaju odparzeniom. Zbliżamy się już do naszego pierwszego zaplanowanego przystanku czyli Pałacu Bielińskich w Otwocku Wielkim. Niestety obiekt jest już zamknięty. Na szczęście zabraliśmy naszą pszczółkę – drona DJI, który zrobił robotę. Mogliśmy podziwiać pałac i tereny towarzyszące góry. Z uwagi, że zaczynał się już robić zmrok, zwinęliśmy się szybko i ruszyliśmy w dalszą drogę. Kolejny przystanek to tankowanie w Dęblinie na stacji ORLENu. I to właśnie tutaj, czy to ze zmęczenia czy z nieuwagi czy z obu tych powodów mieliśmy pewien incydent. Po zatankowaniu wsiadłem pierwszy i odpychając się nogami odjechałem kilka metrów spod dystrybutora pod budynek stacji. Natomiast Sylwia wsiadając na objuczony swój motocykl, tak niefortunnie wsiadła, że motocykl zaczął się jej kłaść na boku. Udało się jej oprzeć cały ciężar na nodze i zaczęła mnie wołać aby jej pomóc go postawić. Ja widząc co się dzieje i wiedząc, że może jej przygnieść nogę, zeskoczyłem bez zwłoki z mojego motocykla i szybko rozstawiając nóżkę zrobiłem to na tyle niedokładnie, że po pozostawieniu motocykla i podbiegnięciu do Sylwii, mój motocykl się przewrócił. Sytuacja Sylwii, która w mojej ocenie była bardziej niebezpieczna, gdyż mogła grozić uszczerbkiem zdrowia, została opanowana. Natomiast po oględzinach mojego motocykla, oprócz wykrzywienia lusterka, które jest łatwe do naprawy, stwierdziłem ułamanie końcówki lewej klamki sprzęgła. Na szczęście na tyle małe, że nie będzie przeszkadzało w dalszej jeździe. Po ruszeniu jednak okazało się, że jest problem z wrzucaniem biegów. Po dokładnej obserwacji mechanizmu okazało się, że wystarczy lekko odgiąć dźwignię i wszystko wróciło do porządku. Na stacji oprócz tankowania poszukaliśmy również noclegu na dzisiejszą noc. Sylwia znalazła w Puławach nocleg w dobrej cenie w lokalnym Domu Weselnym. Ruszyliśmy w ciemną, zimną noc mając w świadomości, że to ostatnie kilometry. Po dojechaniu rozpakowaliśmy nasze bagi, zostawiliśmy motorki pod wiatą i po szybkiej kolacji poszliśmy spać.
Czas w podróży: 6,5h,
Dystans: 255km

https://connect.garmin.com/modern/activity/15158864984

01.05.2024

Dzień 2: Puławy – Kazimierz Dolny – Szczebrzeszyn – Zamość – Jarosław – Przemyśl -Sanok

Wstajemy o godzinie 7:00 i tradycyjnie śniadanko z kawką na dobry początek dnia. Sprawność i dobra organizacja pozwala nam już o godzinie 8:00 po zrobieniu pamiątkowego zdjęcia ruszyć w drogę zapakowanymi motorkami. O godzinie 8:40 jesteśmy już w na przepięknym architektonicznie starym rynku malowniczo położonego Kazimierza Dolnego. Kręcimy się robiąc pamiątkowe zdjęcia oraz puszczając naszą Pszczółkę, która jest naszymi oczami z góry. Mijając bokiem Lublin jedziemy do następnego zaplanowanego naszego postoju a mianowicie na ruiny Pałacu w Bychawie, który z opisów i zdjęć wydawał się godny poświecenia czasu. Do przejechania na miejsce mamy około 60 kilometrów i dojeżdżamy o godzinie 10:00. Jednak nie zabawiamy długo, gdyż ruiny są mocno obrośnięte i kompletnie nieatrakcyjne. Opis w internecie jednak jest na tyle interesujący, że nie tylko my się łapiemy na atrakcyjność tego miejsca i podczas naszego krótkiego pobytu przewija się jeszcze kilka osób, które są również rozczarowane jak my. Korzystając z okazji przyjazdu pary na motocyklu pożyczam dodatkowy klucz, aby dokręcić kontrę na nakrętce od lusterka po wczorajszej wywrotce, które się luzuje. Po drodze do naszego kolejnego punktu zatrzymujemy się na stacji ORLEN na drugie śniadanko i kawę. U Pana Chrząszcza w Szczebrzeszynie meldujemy się o 11:30.  Nigdy wcześniej tu nie byliśmy, a nieduży ryneczek z chrząszczami z odlewu czy z drewna bardzo nam się podoba i robimy dużo zdjęć. Żabi skok 20km i o 12:30 jesteśmy w naszym ukochanym Zamościu. Parkujemy nasze rumaki na obrzeżach, ale jeszcze w murach starego miasta. Puszczamy Pszczółkę, a następnie spacerujemy napałając się cudownym klimatem i pięknymi kamienicami. Obowiązkowo zachodzimy na agorę z pięknym ratuszem. Główny plac w Zamościu to właśnie agora – na wzór starożytnej Grecji, miejsce zgromadzeń ludności a nie rynek, który służył głownie do handlu. Zamość w okolicy agory posiada dwa miejsca handlu czyli rynki: Rynek Wodny i Rynek Solny. Temperatura waha się cały czas w okolicach 30 stopni co ciężkie jest do wytrzymania w naszych strojach motocyklowych. Dlatego, długo schładzamy się lodami w jednej z lodziarni położonej w grubych murach kamienicy położonej bezpośrednio przy agorze. Jednak siedząc drogi nie ubywa, więc ruszamy w dalsza podróż. Po 6,5 godzinie  i 200 km od wyjazdu w dniu dzisiejszym oraz utrzymującej się wysokiej temperaturze przyszło zmęczenie i senność. Kolejne miejsce na naszej trasie to Szumy na Tanwi czyli perełka Roztocza. Rzeka Tanew uroczo meandrując pośród zielonych lasów przepływa przez progi skalne powodując małe spiętrzenia. Jednak zainteresowanie tym miejscem w długi majowy weekend jest na tak duże, że parking przy drodze pęka w szwach. My podejrzewam, nie mielibyśmy problemu z wciśnięciem gdzieś naszych motorków. Jednak przeraziła nas ta chmara ludzi na trasie do i na miejscu. Chyba nie o to chodzi w obcowaniu w takich miejscach aby nie móc zebrać myśli w hałasie tylko aby odpocząć i napałać się tym pięknem natury. Decyzja zapadła natychmiast, ruszamy dalej.  Na chwilę wytchnienia nie trzeba było długo czekać gdyż 6 km dalej, przy drodze znajduje się ogromny staw hodowlany na środku którego znajduje się wyspa połączona z lądem z jednej strony groblą a z drugiej drewnianym mostkiem a na środku znajduje się ogromna „Karczma Pod Szczęśliwym Karpiem”. To tam udajemy się w celu skosztowania rybnych pyszności, jednak okazuje się, że czas oczekiwania jest nieprzyzwoicie długi i postanawiamy finalnie spożyć nasze zapasy i ruszyć w dalszą drogę do kolejnego naszego przystanku w Jarosławiu. Aby nie kusić losu, 6 km przed Tomaszowem Lubelskim zjeżdżamy w boczną polną drogę w lesie i robimy mały biwaczek podczas którego ucinamy drzemkę. Znużeni i wykończeni temperaturą jaka panował na zwenętrz, zasnęliśmy na ściółce leśnej. Potem jedziemy na Stary Rynek, gdzie po środku placu majestatycznie pnie się ku niebu piękny ratusz w otoczeniu historycznej studni i fantastycznej fontanny, w której Sylwia prawie bierze kąpiel. Następnie jedziemy jeszcze pod dwie budowle sakralne: Klasztor oo. Dominikanów i Cerkiew konkatedralna pw. Przemienienia Pańskiego. Następnie na jednym z mniejszych zielonych placów w mieście również przy chłodzie fontanny zasiadamy i szukamy noclegu na dzisiejszą noc. Po kilku telefonach mamy zarezerwowany nocleg w Sanoku. Jest już co prawda godzina 18:00 ale postanawiamy trochę nadłożyć drogi i zajechać do naszego ukochanego Przemyśla. Z uwagi na późną porę nie informujemy już nikogo ze znajomych tylko udajemy się do jednego – Kapitana Henryka Jaskuły. A dokładnie do jego pomnika znajdującego się na starym mieście nieopodal rynku. Szukając miejsca do zaparkowania robimy kilka rundek wąskimi uliczkami starego miasta wracając wspomnieniami do naszej wcześniejszej wizyty w tym pięknym mieście-twierdzy. O 19:30 robimy sobie pamiątkowe zdjęcie z Kapitanem, tankowanie na stacji oczywiście ORLEN i ruszamy przepięknie malowniczą trasą do Sanoka. Jak się okazuje to właśnie na tej trasie znajduje się grupa najpiękniejszych i najbardziej malowniczych dla motocyklistów zakrętów. My niestety już nie doświadczamy ich uroku gdyż jest ciemno i zimno i jesteśmy maksymalnie skupieni na drodze. Spada również bardzo temperatura do tego stopnia, że musimy dorzucić kilka warstw, w tym dużo dają wkładki przeciwdeszczowe. Po dojechaniu do Sanoka, postanawiamy wjechać w pierwszej kolejności na stację paliw, w celu szybkiego wypicia ciepłej herbatki na rozgrzanie. I tutaj mamy ciekawą przygodę, otóż zawracając na stacji BP w celu pojechania na stację ORLEN nie zatrzymaliśmy się na wyjeździe na znaku STOP, było kompletnie pusto, dobra widoczność no ale stała na parkingu Policja, która to zauważyła i pojechała za nami. Na szczęście nasze wyjaśnienia wystarczyły i skończyło się bez mandatu a tylko na upomnieniu. Po wypiciu herbatki na stacji pojechaliśmy już prosto na zarezerwowaną kwaterę w Zagórzu, gdzie szybko i sprawnie się rozpakowaliśmy. Pamiętamy, że z zewnątrz wchodziliśmy bezpośrednio do małego pokoiku.
Czas w podróży: 14h,
Dystans: 410km

https://connect.garmin.com/modern/activity/15177980481

02.05.2024

Dzień 3: Sanok – Zagórze – Ursa Maior – Ustrzyki Dolne – Lutowiska – Zatwarnica – Tarnawa – Ustrzyki Górne – Cisna – Wola Sękowa u Czapli

Sanok, to miasto, które jeszcze odwiedzimy i dokładnie zwiedzimy 🙂 przepiękny Zamek Królewski/ Muzeum Historyczne, kolekcja ikon/ sztuka cerkiewna XV-XIX wieku, Galeria Zdzisława Beksińskiego, Cerkiew Św. Trójcy, Starówka i Rynek w Sanoku z nutą kuchni podkarpackiej, kościół i klasztor oo. Franciszkanów, ławeczka dobrego wojaka Szwejka (niesamowita postać w dwóch miejscach jednocześnie – Sanok i Przemyśl :-)), Skansen/ Muzeum Budownictwa Ludowego. Zatem czy warto przyjechać i zwiedzić Sanok? – Zdecydowanie TAK.

O poranku, po śniadanku ruszyliśmy na wskazane przez właścicieli lokalu miejsce znajdujące się na wzgórzu. Mianowicie były to Ruiny Klasztoru Karmelitów Bosych w Zagórzu, do których wiodła nas kręta droga otoczona krzyżami tzw. krzyżowa droga. Miejscem było conajmniej urokliwe, stąd zdecydowaliśmy się na upamiętnienie go z lotu ptaka (lot dronem). Z uwagi na sztywne ramy czasowe zmuszeni byliśmy opuścić to miejsce i ruszyć w dalszą drogę. Mieliśmy do pokonania 255 km. Przejeżdżaliśmy przez miejscowości tj. Lesko, Olszanica, Stefkowa, Ustjanowa Dolna, Ustjanowa Górna zatrzymując się w sklepie Ursa Maior (sklep.ursamaior.pl). Ursa Maior znany jest jako niezależny bieszczadzki browar (mikrobrowar), regionalne centrum sztuki, kreatywności i designu. Bieszczadzka Wytwórnia Piwa to przedsięwzięcie, zlokalizowane w Uhercach Mineralnych, między Leskiem a Ustrzykami Dolnymi. Fantastycznie spędziliśmy czas w tym wyjątkowym miejscu napałając sie widokami prac rzemieślniczych, nie omieszkaliśmy zakupić tam książkę o Bieszczadach. Niesamowita pamiątką jest działo sztuki w postaci bluzy Bieszczadzkiego Anioła, którą otrzymałam od Patryka (kosztowała fortunę). Z sentymentu zawsze kiedy jesteśmy w pobliżu, zajeżdżamy do Ursa Maior. I tak dojechaliśmy do miejscowości Ustrzyki Dolne, gdzie w pierwszej kolejności posililiśmy się hamburgerem i wypiliśmy kawę na stacji paliw Orlen. Po drodze do Lutowisk zwiedziliśmy Cerkiew św. Mikołaja w Rabem. Następnie udaliśmy się do Przystani Motocyklowej Czarna Górna ’68, do której marzyliśmy wstąpić i na własne oczy zobaczyć jak wyglądają miejsca noclegowe w drewnianych wiatach tylko dla motocyklistów. Nagraliśmy filmik, kilka fotek pamiątkowych, zakup bluzy asygnowanej napisem Przystań Motocyklowa Bieszczady Czarna Górna ’68 dla Patryka i kierunek Lutowiska. W Lutowiskach naszły nas wspominki z miejsca, gdzie spaliśmy na parkingu w aucie w dobie pandemii (okres zdobywania szczytów z DGP). Następnym przystankiem podczas Wielkiej Pętli Bieszczadzkiej była Zatwarnica i Kino Końkret, do którego również mamy sentyment. Nie obyło się bez owocowej herbatki na miejscu i kilku pamiątkowych zdjęć. Przejeżdżając przez Tarnawę Niżną zainteresował nas  budynek, który był ośrodkiem uchodźców na potrzeby serialu „Wataha”. Niemniej jednak Tarnawa znana jest również jako Torfowisko Tarnawa. To niezwykłe miejsce w Dolinie Sanu na terenie nieistniejącej już wsi Tarnawa Wyżna. To jedno z kilku bieszczadzkich torfowisk udostępnionych do zwiedzania zwane bieszczadzkimi cudami, które zamierzamy następnym razem zwiedzić. Torfowisko Tarnawa znajduje się na terenie Bieszczadzkiego Parku Narodowego, a wejście na teren torfowiska jest płatny. Z pozyskanych informacji parking kosztuje dodatkowo 10 pln, a turyści zazwyczaj spędzają tutaj około 1,5 h. Długość trasy przez Torfowisko w Tarnawie wynosi 2,4 km. Pomimo, że Torfowisko Tarnawa jest położone raptem 13 km w linii prostej od Ustrzyk Górnych, to podróż na miejsce zajmie tylko ponad 30 minut. Wszystko dlatego, że droga widzie tutaj nieco naokoło. Najpierw przez wieś Stuposiany, która zwana jest bieszczadzkim biegunem zimna. Skierowaliśmy się na Muczne wprost do Zagrody Pokazowej Żubrów. W samym Mucznem wiedzie szlak na Bukowe Berdo, którego szczytu jeszcze nie zdobyliśmy oraz wieża widokowa na Jeleniowatym. W Tarnawie Niżnej mieliśmy również okazję podjechać do stanicy konnej polskich koników. Dzięki uprzejmości zarządzających zaproszono nas na obejrzenie stanicy od środka. Sama stanica była opatrzona przepięknym muralem. Fantastyczne inne zupełnie miejsce do zwiedzania, można było nawet kupić tam małe rękodzieła na pamiątkę. W końcu dojechaliśmy do Ustrzyk Górnych, miejsca, z którego ruszaliśmy na Połoninę Caryńską i Połoninę Wetlińską w ramach GSB w 2023. W Cisnej wstąpiliśmy na obiadokolację do naszego stałego miejsca nieopodal noclegu, który zarezerwowaliśmy na ten odcinek drogi w ramach GSB 2023 – Karczma Łemkowska. Właśnie tam znaleźliśmy nocleg w Woli Sękowej i właśnie tam zauważyliśmy, że już na ekranach można obejrzeć film „Śniła mi się Połonina”. Dlaczego tam? Odpowiedź jest ta sama jak co roku – Majówka. Zatem udaliśmy się w podróż ok. 50 km więcej niż zakładaliśmy pierwotnie, ale nie żałujemy. Wieś Wola Sękowa znajduje się pomiędzy Sanokiem a Duklą pod miejscowością Rymanów. Nocleg na Kamieńcach Agroturystyka Marian Czapla okazał się w pełni trafiony (tel. 13 466 42 49). Pełen spokój i komfort wypoczynku zapewnił nam organista będący zarówno bardzo praktykującym chrześcijaninem jak również okazało się, że lokalnym politykiem z ramienia PiS. Spędziliśmy wspaniały czas przy dobrej przygotowanej we własnym zakresie kolacji i lampce wina (Wilka w czerwonym kapturze).

https://connect.garmin.com/modern/activity/15192300644

03.05.2024

Wola Sękowa – Dukla – Grybów – Kryspisów/Cholerzyn

Fantastyczny pobyt „u Czapli” spowodował, że poranek przebiegał leniwie choć intensywnie tj. śniadanie, pakowanie, dodatkowo mycie pinlocków w dwóch kaskach, co stanowiło wyzwanie, z którym Patryk doskonale sobie poradził J Klimat dość ciekawy, gdyż pobyt spędziliśmy w sąsiedztwie kościoła, a to przyczyniło się, do zdalnego uczestniczenia w mszy św. Ponadto, po zakończonej mszy dom Czapli wypełniali jego goście rodzinni, dzięki czemu zapanowała fajna atmosfera. Zmierzyliśmy się z rzeczywistością i ruszyliśmy w drogę do Kryspinowa. Niby skrótem, niby TET, niby lasem, a tu niebywałe trudności przejazdowe po drodze i…. zawracamy. Decydujemy się podążać drogą asfaltową w kierunku Dukli. Pogoda była słoneczna. Dotarliśmy do Sanktuarium św. Jana z Dukli. Zaparkowaliśmy nasze moto-rumaki na parkingu i zrobiliśmy krótki spacerek podziwiając architekturę budynku. Klasztor oo. Bernardynów w Dukli powstał w 1741 r. Fundatorem był właściciel miasta Józef Wandalin Mniszech. Klasztor i kościół są głównym miejscem kultu św. Jana z Dukli, świątobliwego zakonnika bernardyńskiej prowincji z XV w. Po II wojnie światowej zostały tu przewiezione ze Lwowa główne relikwie Świętego. Od 2009 r. kościół cieszy się statusem sanktuarium na prawach diecezjalnych. Dukielski klasztor stał się centralnym miejscem kultu św. Jana po tym, jak trumna z relikwiami świętego została sprowadzona w 1946 r. ze Lwowa do Rzeszowa, a następnie, w 1974 r. do Dukli. Została ona umieszczona w specjalnie przygotowanej kaplicy. W dniach 9-10 czerwca 1997 r. ziemię dukielską nawiedził Jan Paweł II. 9 czerwcaodwiedził sanktuarium, a następnego dnia podczas mszy św. w Krośnie dokonał aktu kanonizacji św. Jana z Dukli. Zawsze chętnie wracamy do Dukli, bardzo miło nam się kojarzy to miejsce. Na nas już czas i ruszamy w dalsza drogę. Tym razem kierujemy się na Limanową przez miejscowość Lipinki, w której zatrzymaliśmy się, aby zobaczyć w jaki sposób eksploatuje się ropę naftową otworami wiertniczymi, w tej okolicy bardzo licznymi. Niesamowite przeżycie mając je w zasięgu ręki J Wieś Lipinki istnieje od 1860 i jest jedną z najstarszych w Polsce kopalni ropy naftowej, wieś założył w 1363 król Kazimierz III Wielki. Poszukiwania ropy rozpoczęto w 1860 w zachodniej części wsi i wtedy staraniem Jadwigi Straszewskiej i Ksawerego Stawiarskiego zorganizowano pierwszą kopalnię. Niedługim później Stawiarski wybudował rafinerię, która pod kierownictwem dr. chemii Stefana Bartoszewicza jako pierwsza w Polsce rozpoczęła produkcję parafiny. Pod koniec XIX wieku w Lipinkach były dwie kopalnie ropy posiadające blisko 200 szybów i rafinerię o zdolności produkcyjnej około 6 tys. ton. Rafineria i część kopalni została zniszczona w czasie I wojny światowej przez wojska austriackie. Rafineria nie została później odbudowana, natomiast działa kopalnia. Na początku XXI wieku powrócono do poszukiwań węglowodorów w rejonie Lipinek. W latach 2006–2010 niemiecka firma RWE Dea wykonała dwa odwierty położone we wschodniej części Lipinek o nazwie „Pola-1” i „Pola-2” o planowanych głębokościach odpowiednio 3500, 2400 m. Prace poszukiwawcze kontynuowano w następnych latach. W 2016 spółka Orlen Upstream w ramach przedsięwzięcia projektowego poszukiwawczo-wydobywczego węglowodorów o nazwie „Karpaty” zrealizowała odwiert o nazwie „Lipinki-OU1”. Zmęczenie nas dopadło i niemiłosierny głód. Zatrzymaliśmy się z miejscowości Grybów na Starym Rynku. W miłej atmosferze i w słonecznej pogodzie pod parasolem J zajadaliśmy pyszną pizzę, mniam…. Tuż obok była możliwość zakupu lodów, co uczyniliśmy bez wahania. Potem podjechaliśmy pod Zamek Stara Baśń zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie, następnie ruszyliśmy w kierunku Limanowej. Trasę, którą wybrał Patryk nie da się opisać, trzeba to przeżyć. Tak malowniczego krajobraz nie widziałam. Widoki, które się wokół nas roztaczały zapierały dech w piersiach. Z uwagi na zmęczenie i silną potrzebą odpoczynku łącznie z drzemką, zatrzymaliśmy się w przydrożnej zatoczce (ok. 20 km za Nowym Sączem przed Limanową). Tam znajdowała się fantastyczna wiata z przepięknym widokiem na Tatry. Patryk nie odmówił drzemki na ławce, ja usilnie próbowałam zasnąć, ale myśl o krajobrazie, który za chwilę zniknie z mego pola widzenia doprowadziła do tego, że oddaliłam się od miejsca odpoczynku i rozmarzyłam się na zawsze… W Wieliczce zatrzymaliśmy się w McDonalds na pyszna kawkę stwarzająca możliwość postoju i odpoczynku. Z uwagi na bardzo słoneczne dni podróż nas co chwilę nuży. Niemniej jednak szczęśliwi i pełni optymizmu dojeżdżamy na miejsce, czyli Kryspinów Ośrodek Navigare. Witamy się z zaprzyjaźnionym Mateuszem i jego ekipą, parkujemy motocykle na trawie, nierównym i pochyłym terenie ośrodka. Idziemy na ognisko, które ku naszej uciesze przebiega w niezwykle miłej atmosferze przy kiełbasce, kaszaneczce i piwku 🙂 Bawimy się do północy i lądujemy w łóżeczku w przyczepie kempingowej, którą Mateusz nam udostępnił na czas pobytu. To były fantastyczne chwile.

Czarna Góra – krótka, letnia wyprawa w Sudety z widokami na Masyw Śnieżnika

Czarna Góra (1205 m n.p.m.) to jeden z najbardziej znanych szczytów Masywu Śnieżnika, chętnie odwiedzany zarówno zimą przez narciarzy, jak latem przez miłośników pieszych wycieczek.​
Nasza wyprawa rozpoczęła się na Przełęczy Puchaczówka, niedaleko miejscowości Sienna – kluczowego punktu turystycznego regionu. Na miejscu czekał na nas darmowy parking, z którego do wejścia na czerwony szlak prowadzi krótki asfaltowy odcinek.​
Czerwony szlak, przez pierwsze kilkaset metrów połączony z zielonym, prowadzi przez przyjemny, cienisty las, idealny na letnie spacery. Trasa stopniowo zaczyna piąć się w górę, a typowe dla Sudetów świerki dają wytchnienie zwłaszcza w słoneczne dni.​
Po około 500 metrach rozpoczyna się strome podejście w kierunku szczytu i dawniej stojącej tam 14-metrowej wieży widokowej. Chociaż obecnie nie ma po niej śladu (wieża została rozebrana latem 2021 roku ze względu na zły stan techniczny), Czarna Góra nadal zachwyca skalnym punktem widokowym, skąd podziwiać można Masyw Śnieżnika.​

Na samym wierzchołku Czarna Góra, oprócz pozostałości po wieży, znajduje się także charakterystyczny przekaźnik telewizyjny, którego światła są widoczne z wielu kilometrów i po zmroku służą jako orientacyjny punkt dla turystów. Przy dobrej pogodzie można podziwiać panoramę okolicznych gór oraz malownicze doliny.​

Informacje praktyczne:
Parking – darmowy, otwarty na Przełęczy Puchaczówka, blisko do czerwonego szlaku,
Długość trasy – ok. 3,3 km w obie strony, ok. 200 m przewyższenia,
Szlak – dobrze oznaczony, początkowo łagodny, potem stromy przed szczytem,
Wieża widokowa – zamknięta od 2021 roku, ale skalny punkt widokowy dostępny,
Polecane dla rodzin – szlak krótki, atrakcyjny, biegnie wśród lasów i kwiecistych polan, idealny na aktywne popołudnie.

Podsumowanie:
Czarna Góra w Sudetach to doskonały wybór dla osób, które szukają krótkiej, aktywnej wycieczki z pięknymi panoramami i górską atmosferą – zarówno przy letnim słońcu, jak i zimowym narciarskim szaleństwie. Latem zachwyca widokami, spokojem lasu i zielonymi polanami, zimą zamienia się w ulubiony kurort narciarski regionu. To miejsce, gdzie historia wieży widokowej splata się z nowoczesną infrastrukturą oraz rodzinną rekreacją.​

Bory Tucholskie 1-3/03/2024

1-3.3.2024 WŁOCŁAWEK-TORUŃ-BORY TUCHOLSKIE-LIPNO

W dniu 1 marca w piątek tuż po pracy ruszyliśmy na wyprawę, o której marzyliśmy od zeszłego roku… to Bory Tucholskie nieodkryte jeszcze przez nas – Moto Podróżników. Lekko nie było…godzina 17.30 start z Płocka bez resetu po pracy w ściemniającym się i dość chłodnym jak na tę porę roku klimacie  ….ale my się łatwo nie poddajemy! W drogę…! W sumie dociepleni, ale pierwsze kilka kilometrów zweryfikowało nasze moto doznania. Położona nad Wisłą miejscowość Dobrzyń Nad Wisłą, miasto królewskie Korony Królestwa Polskiego, stolica ziemi dobrzyńskiej. Miasto powstało przed 1230 rokiem za czasów Konrada Mazowieckiego. W 1228 roku istniało grodzisko zwane Górą Zamkową z nadania Konrada Mazowieckiego i mieli tu swoją siedzibę bracia dobrzyńscy, którzy jak się okazało w 1233 roku połączyli się z Krzyżakami. Taka oto historia małego miasteczka. Pamiętając moto wyprawy do Dobrzynia skierowaliśmy się do Włocławka mijając nasze kochane Zarzeczewo (Patryk bardzo często przeprowadza egzaminy na patenty żeglarskie, ale również jest Sędzią regat). Tamą w poprzek Wisły dotarliśmy na stację paliw, nie zgadniecie – ORLEN, a następnie do Wzorcowni na pyszne pierogi. Niestety, tuż przed noskiem Pani zamknęła lokal…zabrakło nam 15 minut na rewelacyjny posiłek? Nic straconego – tuż obok Pizza Hut no i oczywiście pizzunia i zupka batatowa, którą przygotował Patryk po powrocie z wyprawy według przepisu batatka a’la Patrick mon cheri lepsza niż w Pizza Hut mniammm… rozgrzani, najedzeni opuściliśmy miasto Włocławek i dalej w drogę do Torunia, bo tam na nas czeka „bunia”. Wieczorową porą dotarliśmy na spacer po Starówce w Toruniu. A tam….lokal z pięknymi maskami w stylu meksykańskim przed wejściem, Muzeum Piernika Toruńskiego, smok, którzy nie żyje w nędzy, bo ma dużo pieniędzy.

Zrobiliśmy zakupy w Stonce i pojechaliśmy na nocleg do Hotelu Ibis Budget. A tam kolacja w postaci sushi i mile spędzone chwile wieczorową porą 😉 reszta sami się domyślcie hihi…

W dniu następnym, sobota 2 marca, późna pobudka (i to był błąd…) rozleniwiła nas, że zanim dojechaliśmy do RR Moto po chwytak do telefonu, to minęła godzina (po drodze apteka, i inne atrakcje. Kolejne chwile spędzone w okolicach księstwa opatrzności Rydzka, dlatego że nikt go nie tyka. Udało nam się właśnie w tym miejscu puścić drona i w lotu ptaka zidentyfikować jak rozległe jest księstwo moherowych beretów. Niesamowite…. Jedziemy dalej…a po drodze już w Bydgoszczy Orlen stacja i pompowanie oponek oraz jedzonko i kawka, było pyszne…plan na miejscu zweryfikowany, nie zwiedzimy Borów Tucholskich a jedynie je objedziemy, przystanek Mikomania Bory Tucholskie. Zwyczajnie w świecie nie mamy takiego zapasu czasu, aby zrealizować nasz plan w 100%. Jadąc dalej przejeżdżamy przez Bydgoszczu, mijamy Browar Koronowo i pomnik bitwy, Chwały Oręża Polskiego, który miał stanąć w Łąsku Wielkim, bo uważano, że właśnie tam w 1410 roku rozegrała się zwycięska bitwa z Krzyżakami. A tymczasem pomnik od 1986 roku stał już w Koronowie. W 1995 roku archeolodzy uznali, że bitwa z Krzyżakami zakończyła się pod Wilczem (kilka km dalej), ale pomnika już nie przenoszono. Na pomniku wyryto daty 1410 – 1985 oraz umieszczono tekst z kroniki Jana Długosza: „I chociaż wspomniane zwycięstwo pod Koronowem było w istocie mniejsze niż pod Grunwaldem, to jednak, jeśli się weźmie pod uwagę niebezpieczeństwo, zapał i wytrwałość w walce, zwycięstwo walczących tutaj należy stawiać wyżej od grunwaldzkiego”. Imponujący wpis. Niesamowite. Pogoda piękna, bezdeszczowa a to było w tych warunkach najważniejsze. Następny przystanek, dronem nad jeziorem w drodze do Chojnic. Przepięknie, ale dlaczego żurawie odlatują na nasz widok :-)? To już trzeci raz, nieufne ptaki, nie wiedzą co tracą… Dojeżdżamy do Chojnic na dworzec kolejowy. Tak pięknego miejsca kolejowego nie widzieliśmy, naszym oczom ukazał się budynek niczym z lat 40-tych i nic nie wskazywało na to, że to dworzec kolejowy…niedaleko, na ławeczce zjedliśmy drugie opakowanie sushi i zaraz po tym przemieściliśmy się na zwiedzanie Starego Miasta w Chojnicach. Miasto leży na historycznym Pomorzu Gdańskim, zaliczane pod względem etnograficznym do Kaszub. W 1309 roku Chojnice znajdowały się pod władzą Krzyżaków. Właśnie tu w 1454 roku odbyła się bitwa z Krzyżakami pod Chojnicami. W ciągu 20 lat (1340-1360) wzniesiono tu kościół farny oraz zakończono budowę fortyfikacji. Klimat nietuzinkowy, piękne i okazałe budowle m.in. Bazylika pw. Ścięcia św. Jana Chrzciciela, średniowieczne XIV-wieczne mury miejsce okalające Stare Miasto oraz liczne baszty (Wronia, Szewska, Kurza Stopa), neogotycki ratusz zbudowany w 1902 roku, Brama Człuchowska, spichlerze, wieża ciśnień oraz wspomniany dworzec kolejowy, a także Muzeum Etnograficzne. Zafascynowani miastem Chojnice, skierowaliśmy się do Stonki, po krótkim shoppingu do miejsca noclegu Mikomania Funka Jezioro Charzykowy w Borach Tucholskich. Zamówiliśmy kolację i w oczekiwaniu na posiłek, polataliśmy dronikiem uwieczniając wspaniały pobyt. Było już mrocznie, paliło się ognisko, ludzie miło spędzali czas, spokój, cisza o tej porze roku…. czego więcej chcieć…nasze motocykle zadbane czekały na jutrzejszą drogę powrotną do domku. A my po kolacji w pokoju na rozmowie, czytaniu książek, kąpieli, alko relaxie zasnęliśmy opatuleni aurą tego fantastycznego miejsca.

Ostatni dzień moto wyprawy to niedziela. Opuściliśmy ośrodek Mikomania i skierowaliśmy się do Tucholi, siedziby Tucholskiego Parku Krajobrazowego. Zanim jednak dotarliśmy do stolicy Borów Tucholskich, zjedliśmy pyszne śniadanko i wypiliśmy równie pyszną kawkę (nie uwierzycie gdzie…) w McDonald’s 🙂 Wreszcie syci znaleźliśmy się na rynku w Tucholi, która położona jest nad Brdą, Hozjanną i Kiczą. Pod względem historycznym miasto znajduje się na Pomorzu Gdańskim. Ciekawostką jest to, że legendarne dwa „nagie miecze”, które Wielki Mistrz Krzyżacki Ulrich von Jungingen podarował pod Grunwaldem Królowi Polskiemu Władysławowi Jagielle pochodziły z Tucholi. Pogoda była wyśmienita zatem nie obyło się bez uwiecznienia takich widoków za pomocą naszego drona. Ehhh… jakże żal było odjeżdżać i zostawiać za sobą te miłe widoczki. Dojechaliśmy do Chełmna, czyli miasta zakochanych…..a tam od XVII wieku przechowywane są relikwie św. Walentego. Dokładnie nie wiadomo kiedy zostały tam umieszczone. Niemniej jednak, za każdym razem, kiedy przejeżdżamy przez Chełmno wchodzimy do Kościoła Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i podchodzimy do miejsca, gdzie usytuowane są relikwie patrona zakochanych. W Chełmnie również pamiątka były widoki z drona. I tym samym nasza podróż dobiega powoli końca, jeszcze tyko posiłek w Indian Restaurant w Toruniu i kierunek Płock przez Lipno. W domku odpoczynek po weekendowej moto wyprawie. Było cudownie !

W weekend przejechaliśmy ok. 550 km.

Podsumowanie:

01.03.2024 – 124 km

02.03.2024 – 166 m

03.03.2024 – 257 km

Wielka Sowa 1015 m n.p.m. #2

Wielka Sowa odlotowa 😄 wyprawę rozpoczęliśmy we wtorek tuż po uprzednim wyczynie narciarskim na stoku Gór Orlickich w Zieleńcu. Czerwonym szlakiem przeszliśmy ok. 6,5 km mijając po drodze prywatne schronisko “Orzeł”, a następnie zamknięte schronisko “Sowa”. Okazuje się, że jest to fragment Głównego Szlaku Sudeckiego, który niebawem rozpoczniemy. Na szczyt wchodziliśmy z przyjemnością, trasą w niesamowicie zimowym klimacie. Drzewa pokryte były białą szatą delikatnego puchu i wyglądały jakby tańczyły w kółeczku 😋 Janek i Miłosz dotrzymywali nam kroku, niemniej jednak postój pod górę był dla nich niejednokrotnie priorytetem. W połowie drogi na szczyt znajduje się Pomnik Carla Wiesena, który był propagatorem turystyki w Górach Sowich i zaangażował się w budowę pierwszej wieży na szczycie Wielkiej Sowy, a także zainicjował budowę schroniska pod Wielką Sową w postaci przekazania pod niego gruntu.  W końcu po 1,5 h marszu i podejściu 350 m – zdobyliśmy szczyt Wielką Sowa na wysokości 1015 m n.p.m., który jest najwyższym szczytem Gór Sowich. Pod wiatą pożywny popasik (kiełbaska wędzona, pączki i ciepła herbatka), na tle wieży wykonaliśmy zdjęcia pamiątkowe i uzyskaliśmy pieczątki do naszych KGP. Wieża widokowa ma 25 m wysokości i pochodzi z 1906 roku. Ponad 30 lat wcześniej powstała tu konstrukcja drewniana. Uroczyste otwarcie murowanej wieży odbyło się w 1906 roku i nadano jej imię Żelaznego Kanclerza Otto van Bismarcka. Panorama z wieży sięga Śnieżki, Śnieżnika, Broumowskich Sten oraz tajemniczej Ślęży. Obecnie wieża nosi imię Mieczysława Orłowicza 😁 W końcu równym krokiem ruszyliśmy w dół szlakiem czerwonym. W przeciwnym wypadku byłaby bura, gdyż czeka na nas jeszcze Waligóra 👍 krocząc do auta mijaliśmy po lewej stronie stok narciarski usytuowany na górze Sokół. Informacja istotna dla nas, przyszłych płockich narciarzy 😋

Ostra Góra 360 m n.p.m.

Ostra Góra o wysokości 360 m n.p.m. nie była taka ostra 😁

W Nowy Rok 2024 wyzwaniem 😄 obok szczytu Gromnik i Dobroslav była Ostra Góra będąca częścią Przedgórza Sudeckiego i najwyższym szczytem Wzgórz Dębowych będących częścią Wzgórz Niemczańsko-Strzelińskich. Przewyższenia rzędu 108 m pozwalały na delektowanie się trekkingiem w cudownych okolicznościach przyrody. Z powodu warunków po deszczu, w obawie przed postojem ‘na stałe’ ~ zaparkowaliśmy samochód w miejscowości Wojsławice poniżej zaplanowanego nadkładając ok. 1 km do Arboretum Wojsławice. To właśnie tu znajduje się Ogród Botaniczny Uniwersytetu Wrocławskiego, którego powierzchnia wynosi 62 ha, na której znajdują się ogromne zbiory rzadkich odmian roślin i krzewów (w tym 8 tys. odmian rododendronów), a także wystawy skał i minerałów Dolnego Śląska. Warto było zobaczyć z daleka rozpościerające się w różnych kierunkach zadbane ścieżki pośród licznej roślinności 👍 Cudowny klimat, fantastyczna pogoda , cisza, spokój i rewelacyjne towarzystwo, bo “nieważne gdzie, ważne z kim”.  Po drodze minęliśmy przepiękny, zadbany ogród botaniczny. Dotarliśmy w końcu do Skrzyżowania pod Ostrą następnie do Przełęczy pod Ostrą. Teraz już tylko pod górę, Ostrą Górę na poziom 360 m n.p.m. Ku naszemu zaskoczeniu tuż obok szczytu była wieża widokowa. Szybko ruszyliśmy w jej kierunku, aby wspiąć się i podziwiać okoliczny krajobraz. Ale cóż to ma znaczyć…? 😏 Ja nie wierzę, że nie można wspiąć się na tę wieżę 😭 Wieża widokowa na Ostrej Górze powstała w 1930 roku z inicjatywy Towarzystwa Górskiego w Niemczy. Otwarcie wykonanej ze stali wieży miało miejsce w sierpniu 1930 roku. Wcześniej tj. od 1893 roku wieża była drewnianą. Widok z 18 m wieży na Góry Bardzkie, Góry Złote, Góry Sowie czy Masyw Śnieżnika, Masyw Ślęży uniemożliwia obecnie tragiczny stan techniczny wieży. Mianowicie, ruiny wieży pokryte są korozją i nie posiadają licznych stopni już na podejściu, ale również na kolejnych etapach konstrukcji stalowej. Widać brak dofinansowania do atrakcji turystycznej, która stanowi okruchy pamiątek z przeszłości. Całą wyprawę czerwonym szlakiem odbyliśmy w ciągu 50 min. na odcinku 3,4 km ukontentowani klimatem Przedgórza Sudeckiego. Czy zachęcamy do wyprawy w ten kierunek gór? Zdecydowanie TAK 👍 Tutaj odpoczniesz, zaznasz spokoju i sam zdecydujesz, którym spośród licznych szlaków turystycznych będziesz chciał przemierzać i delektować się urokami przyrody Niemczańsko-Strzelińskiej 👌

Błędne Skały 852 m n.p.m.

Błędne Skały … są obłędne !!! 😋 zwłaszcza w Sylwestra 2023 😂

Lubisz mroczne tajemnice skryte w skałach piaskowca? … i labirynty nieziemskiej przygody pomiędzy Skalnym Siodłem a Furtką przemierzając Przesmyk Liczyrzepy? Musisz tu być 👍.

Naszą trekkingową wyprawę rozpoczęliśmy ok. godz. 11:00 właśnie 31 grudnia ~ takie górskie fanaberie Sysi i Patusia😄 Z parkingu dolnego ruszyliśmy niebieskim szlakiem na błotną 4 km wyprawę ku skalnym labiryntom Gór Stołowych, zrodzonych z morza. Trasa na Błędne Skały wiedzie przy Szosie Stu Zakrętów. Przed wejściem na obszar Błędnych Skał zatrzymaliśmy  się w miejscu parkingu górnego, z którego widzieliśmy m.in. Śnieżkę, Jested, Skalnik, Skalny Stół. W końcu weszliśmy na teren ok. 21 ha na wysokości 853 m n.p.m. obejmujący swoim zasięgiem formy skalne o wysokości od 6 m do nawet 11 m. Zwiedzanie poza sezonem jest bezpłatne stąd uniknęliśmy opłaty 12 zł za osobę. Szczeliny, wąskie zaułki kierowały nas ku niezwykłym doznaniom zmysłu wzroku w postaci skał wytworzonych w wyniku wietrzenia piaskowca ciosowego. Było ślisko, ale fantastycznie bawiliśmy się odkrywając uformowane przez naturę skały różnorakich kształtów. Okazało się, że każda skała posiada swoją nazwę np.: „Skalne Siodło”, „Stołowy Głaz”, “Okręt”, “Dwunożny Grzyb”, “Kasa”, Kurza Stopka”, „Długi Pasaż”, “Przesmyk Liczyrzepy”, “Furtka”. Nie omieszkam w tym miejscu wspomnieć, że przed wyjazdem oboje przeczytaliśmy książkę pt. “Schronisko, które przestało istnieć” Sławka Gortycha. Główną osią powieści jest schronisko na Śnieżnych Kotłach, które pierwotnie były celem naszej Sylwestrowej podróży w góry. Z uwagi na chęć zdobycia srebrnej odznaki Sudeckiego Włóczykija, zdecydowaliśmy się na ten kierunek wyprawy. Wracając do skały, której nazwa nawiązuje do Liczyrzepy, po przeczytaniu książki, wiemy, że mowa o Duchu Gór. Nazywano go również Karkonoszem z powodu, iż był Duchem Karkonoszy. Liczyrzepą został wówczas, kiedy musiał liczyć rzepy nazbierane z pól w celu przeobrażenia ich w dworzan dla zadowolenia ukochanej Dobrogniewy, którą porwał. Dziewczyna, wykorzystując zaangażowanie podczas liczenia, wymknęła się z zamku Liczyrzepy ze swoim ukochanym Mieszkiem z Raciborza. Postać Liczyrzepy kojarzy się ze starcem o długich siwych włosach i brodzie, którego siedzibą jest szczyt Śnieżki.

Zatem, jak mawia mama Patryka: “Podróże kształcą, ludzi wykształconych”.

W pobliżu Błędnych Skał znajduje się „Głaz Trzech Krzyży”, wówczas pilnie strzeżony punkt celny między hrabstwem kłodzkim a Królestwem Czech. Na terenie Błędnych Skał znajduje się również punkt widokowy, na platformie o nazwie „Skalne Czasze” skąd widoczny jest m.in. Szczeliniec Wielki i Mały, Broumovska Vrchovina, miejscowość Machov, ale także Karkonosze! O ile warunki pogodowe na to pozwolą 😉. Skalny labirynt Błędnych Skał wynosi ok. 750 m, a “zabawa w chowanego” trwała ok. 40 min i uwieńczona została licznymi zdjęciami jak i filmem z całego przejścia labiryntu. Po przejściu labiryntu zeszliśmy w dół szlakiem zielonym. Przy zejściu z drogi pożarowej krajobrazy uwieczniliśmy z drona. Po przebyciu 11,3 km ścieżką edukacyjną w ciągu nieco ponad 3h dotarliśmy do parkingu dolnego. Warunki błotne nie umilały nam czasu, niemniej jednak bezpiecznie zakończyliśmy cudowną wyprawę.

Przepiękne Skalne Miasto pozostanie w naszej pamięci na zawsze. Wkrótce wracamy tutaj ponownie z dziećmi 😍.

Ostaš 701 m n.p.m.

Zmęczeni i zrezygnowani, po przejściu 12,5 km odcinka zdobycia Koruny, zdobyliśmy się na odwagę 😁 aby stawić czoła wyzwaniu i wejść na szczyt Ostaš w warunkach deszczowych. Do końca jednak nie byliśmy zdecydowani…🤷‍♀️Podjechaliśmy więc na parking w miejscowości Ostaš od strony Bukovic w celu rozważenia za i przeciw naszej wyprawie 😳. Godzina 15:30, a tu zaczęło się ściemniać, było mokro, a ludzie już schodzili 😩 Popatrzyliśmy na siebie i szybka akcja ~ plecaki zostają, kurtki przeciwdeszczowe na siebie i w drogę… wyprawę rozpoczęliśmy i zakończyliśmy szlakiem niebieskim, który okalał szczyt i wiódł na sam parking z powrotem. Podejście na Ostaš było dość łagodne na samym początku szlaku, ale za to jakie błotniste 😂 dalsza część drogi na szczyt okazała się skalną drogą do pewnego momentu 😂 czyli znów przeprawa przez błotko. Cała droga na szczyt to piękne, monumentalnie ułożone ręką natury, skały. Widoki niczym na Szczelińcu Wielkim, a to dlatego że Ostaš   701 m n.p.m. to góra znajdująca się w Górach Stołowych tylko, że po stronie czeskiej. Labirynty wprowadzają magiczną atmosferę tajemnic, które krok za krokiem chciałoby się je odkrywać. To małe skalne miasto zrobiło na nas tak ogromne wrażenie, że bawiliśmy się jak dzieci co chwilę fotografując cudne widoki. Nawet ciemności nam nie przeszkadzały, a to wszystko dzięki temu, że Patuś posiada iPhone 14 Pro i zdjęcia nocą wychodzą jakby były wykonywane w dzień. Ku naszemu zaskoczeniu wyprawa, która miała wynosić 40 min., trwała ponad godzinę. Takie są najlepsze 😉 droga powrotna do auta była bardzo niebezpieczna: duuużo błota, śliskie skały i brak puntu podparcia. Niemniej jednak osiągnęliśmy sukces dnia ~ zdobyliśmy Korunę i Ostaš. Sukces uwieńczyliśmy  kolacją w czeskiej restauracji degustując tamtejsze potrawy. Mniam… 👌

Radogost 395 m n.p.m.

Radogost wzniesiony na 398 m npm na starym wulkanie należy do Krainy Wygasłych Wulkanów. Nazwa szczytu wzięła się od słowiańskiego bóstwa Radogost i istnieje od 1945r. Kluczowym i charakterystycznym dla tej góry jest ceglana wieża widokowa o wysokości 22 m. Trasa na szczyt nie była wymagająca i zajęła Płockim Harpaganom zaledwie 10 min w jedną stronę. Z wieży rozpościerał się widok tak piękny, że gdyby nie bardzo silny wiatr, uruchomilibyśmy drona by to uwiecznić. Skończyło się na kilku fotkach i szybciutko do autka, bo była przed nami jeszcze 4h droga do domku. Ale dla nacieszenia się ostatnim szczytem w dniu dzisiejszym wybraliśmy trochę inną drogę, nieco dookoła ale również czerwonym szlakiem. Zmiana podyktowana była głównie tym, iż po tej krótszej jednak mijaliśmy trochę ludzi a chcieliśmy nacieszyć się ciszą i sobą.

Skiba 433 m n.p.m.

Ahhh…ehhh..Skiba – ten szczyt będzie nam się kojarzył z przepięknym i malowniczym widokiem wprost na Zamek Książ i wizytą na Zamku Stary Książ, który stanowiły po prostu jego ruiny. Niebywałe, że ruiny zamku w kształcie trójkąta mogą być zachwycające…a jednak, marzyliśmy, aby je zwiedzić i chłonąć historię, która toczyła się w romantycznym zamku z XVIII w. Wzniesienie na wysokości 433 m npm znajduje się w Książańskim Parku Krajobrazowym, a z Placu Ferdynanda koniecznie trzeba zrobić zdjęcie pamiątkowe z Zamkiem Książ w tle. Z ruin Zamku Stary Książ widoczny jest w swej okazałości zamek Książ, aż zapierało nam dech w piersiach 🙃

Klasztorzysko 631 m n.p.m.

Szczyt o nazwie Klasztorzysko (631 m npm) zdobyliśmy w mgnieniu oka. Trasa była przyjemna i nietrudna. Urokliwe widoki koniecznie musieliśmy uwiecznić za pomocą drona, który zmagał się z dość silnym wiatrem. Krajobraz Podlesia bardzo malowniczy i zachęcający do ponownej wizyty na Klasztorzysku (nie mylić z cmentarzyskiem 😉).

Strona 1 z 2

Oparte na WordPress & Theme by Anders Norén