Biskupia Kopa stała się dla nas symbolem nowego etapu. To nasz trzeci szczyt do Korony Gór Polski, ale pierwszy, który zdobyliśmy wspólnie z Miłoszem. Wyścig z czasem, poszukiwanie pieczątek i majestatyczny zachód słońca – tak zaczęliśmy nasz intensywny weekend w Górach Opawskich i Sudetach Wschodnich.
Plan był ambitny: prosto z pracy i szkoły ruszamy w stronę Jarnołtówka, by jeszcze w piątek zdobyć najwyższy szczyt Gór Opawskich. Przed nami weekendowy maraton – w planach mamy aż cztery szczyty (Biskupia Kopa, Śnieżnik, Rudawiec i Kowadło), ale to dzisiejsze wejście było kluczowe. Chcieliśmy pokazać Miłoszowi, że góry to nie tylko wysiłek, ale przede wszystkim niesamowita przygoda.

Zaczęło się od małego stresu organizacyjnego. Czytaliśmy, że na szczycie może być problem z pieczątką, więc postanowiliśmy „zabezpieczyć się” już w dolinie. Krążenie po miejscowościach i walka o każdą minutę światła dziennego dały nam w kość, ale udało się – pieczątka z lokalnej knajpki wylądowała w książeczkach! Aby maksymalnie skrócić podejście i zdążyć przed mrokiem, wybraliśmy wariant od strony czeskiej.


Szybki marsz opłacił się podwójnie. Po pierwsze: czeski punkt z pamiątkami był jeszcze otwarty, dzięki czemu zdobyliśmy drugą, piękną pieczątkę do kolekcji. Po drugie: stanęliśmy na szczycie dokładnie wtedy, gdy niebo zapłonęło barwami zachodzącego słońca. Widok charakterystycznej wieży widokowej na tle pomarańczowego nieba był po prostu magiczny. Choć sama wieża była już zamknięta, panorama z wierzchołka w zupełności nam to wynagrodziła.


Powrót był już testem charakteru. Gdy słońce zniknęło, a las spowił mrok, Sylwia zaczęła odczuwać lekki niepokój. Miłosz, jak to młody „Harpagan”, szybko wyczuł sytuację i postanowił nieco urozmaicić drogę, strasząc ją wilkami. Dzięki niemu, który na trasie przejął rolę głównego fotografa (mamy kilka naprawdę świetnych ujęć!), i przy dźwiękach „Gimbao33” Maty, dotarliśmy do auta cali i szczęśliwi. Naszą bazą na ten weekend stało się „Ranczo Kruszynki” w Kamienicy – idealne miejsce na regenerację przed kolejnymi wyzwaniami.

Informacje o trasie
Nasze wejście na Biskupią Kopę (891 m n.p.m.) zrealizowaliśmy wariantem od strony czeskiej (z parkingu przy trasie w pobliżu granicy). Było to krótkie i intensywne podejście, idealne na szybki atak szczytowy przy kończącym się dniu. Całość trasy w obie strony zajęła nam około 1 godziny, a do pokonania mieliśmy niewielkie przewyższenie. Szczyt znajduje się na samej granicy polsko-czeskiej i jest najwyższym punktem województwa opolskiego.

Porady i Ciekawostki
- Dlaczego „Biskupia”? Nazwa szczytu nie jest przypadkowa. Przez wieki góra stanowiła własność biskupów wrocławskich (księstwa nyskiego). Granica, która przebiega przez szczyt, od wieków dzieliła różne państwa i diecezje – kiedyś Austrię i Prusy, dziś Polskę i Czechy.
- Wieża Cesarza i Cesarzowej: Charakterystyczna, biała wieża na szczycie (wysoka na 18 metrów) to wieża widokowa im. cesarza Franciszka Józefa I. Została wzniesiona przez niemieckie towarzystwo turystyczne MSSGV w 1898 roku, by uczcić 50-lecie panowania cesarza. To najstarsza wieża widokowa w całych Sudetach Wschodnich!
- Góry Opawskie – wyspa w dolinie: Choć Biskupia Kopa nie ma nawet 900 metrów, jej wysokość względna jest imponująca. Góry Opawskie wyrastają nagle z niemal płaskiej Niziny Śląskiej, co sprawia, że przy dobrej widoczności ze szczytu można zobaczyć nie tylko Śnieżnik czy Pradziada, ale nawet kominy elektrowni w Opolu.
- Problem z pieczątką? Tak jak wspominaliśmy, warto mieć plan B. Schronisko pod Biskupią Kopą (po polskiej stronie) jest położone nieco niżej niż sam szczyt. Jeśli zależy Wam na pieczątce z samego wierzchołka, sprawdzajcie godziny otwarcia wieży lub czeskiego bufetu – w przeciwnym razie pozostają punkty w Jarnołtówku lub Pokrzywnej.
- Złoty Potok i legendarne złoto: Okolice Biskupiej Kopy słynęły niegdyś z wydobycia złota. Do dziś w okolicznych potokach (jak Złoty Potok) można znaleźć ślady dawnych płuczek, a region ten jest częścią europejskiego szlaku miast górnictwa złota.