wejście I – 9 sierpnia 2019
wejście II – 18 października 2020
wejście III – 3 sierpnia 2021

Bieszczady to kraina, gdzie historia miesza się z legendą, a jesień w ciągu godziny potrafi ustąpić miejsca surowej zimie. Ruszyliśmy na najwyższy szczyt regionu, by sprawdzić, czy legendarne Biesy i Czady będą nam dzisiaj przychylne. To była wyprawa przez dwa światy – od złotych liści w Wołosatem po lodowy pancerz na szczycie Tarnicy.

Bieszczady, zielone Bieszczady… miejsce, o którym mówią, że zamieszkują je Biesy i ich pomocnicy Czady. Legenda głosi, że te drugie są bardziej przychylne ludziom i chyba faktycznie tak było – nie tylko nie przeszkadzały nam w marszu, ale napełniały nasze dusze tym specyficznym, magicznym klimatem. Choć Tarnica to najwyższa góra w regionie, to jednak przede wszystkim dzięki „bieszczadzkim zielonym aniołom” udało nam się ją zdobyć sprawnie a przede wszystkim bezpiecznie.

Naszą wędrówkę zaczęliśmy w Wołosatem. To miejsce symboliczne – dla jednych tutaj kończy się, a dla innych zaczyna legendarny Główny Szlak Beskidzki (GSB). Zostawiliśmy auto na parkingu i ruszyliśmy kawałek asfaltem za niebieskimi znakami. Po około pół kilometra szlak niebieski odbija od czerwonego GSB. Kupiliśmy bilety wstępu do Bieszczadzkiego Parku Narodowego i weszliśmy w głąb dziczy.

Trasa prowadziła nas przez malownicze łąki i bieszczadzkie lasy. Ludzi było zaskakująco mało, co pewnie wynikało z pochmurnej, mglistej aury. Im wyżej się wspinaliśmy, tym bardziej jesień ustępowała pola zimie. Temperatura spadła poniżej zera, a wiatr zaczął smagać nas lodowatym tchem. Na szczęście dodatkowe warstwy ubrań uratowały sytuację. Po około 2,5 godziny stanęliśmy na wierzchołku Królowej Bieszczadów.

Niestety, Tarnica tym razem schowała swoją panoramę za niskim pułapem chmur. Zamiast widoków na ukraińską stronę, dostaliśmy surowy, niemal polarny klimat. Metalowy krzyż na szczycie majaczył we mgle, tworząc niesamowite tło do pamiątkowych zdjęć. Szybkie pieczątki do książeczek i ucieczka w dół przed mrozem.

Co ciekawe, droga powrotna dostarczyła nam sporo śmiechu. Schodziliśmy cali oblepieni śniegiem (częściowo dzięki naszym wygłupom na górze), co budziło niemałe przerażenie u turystów, których mijaliśmy niżej. Ich pytające spojrzenia mówiły wszystko – obawiali się, że na górze trwa właśnie regularna śnieżyca. Nie wyprowadzaliśmy ich z błędu! Na koniec, tuż przy wejściu do parku, odwiedziliśmy jeszcze stare cerkwisko i cmentarz – miejsce pełne ciszy i bieszczadzkiej zadumy.

Informacje o trasie

Nasza trasa na Tarnicę prowadziła z miejscowości Wołosate niebieskim szlakiem. Całość wędrówki (w górę i w dół) zamknęła się w około 11,5 kilometrach, a suma podejść wyniosła 654 metry. Czas wejścia na szczyt przy trudnych, zimowych warunkach na górze wyniósł około 2,5 godziny cała trasa w obu kierunkach trochę powyżej 4 godzin. Parking w Wołosatem jest płatny, podobnie jak wstęp na teren Bieszczadzkiego Parku Narodowego (bilety można kupić w kasie przy szlaku).

Porady i Ciekawostki

  • Skąd się wzięły Bieszczady? Według ludowych podań (autorstwa Mariana Hessa), nazwa pochodzi od dwóch demonów: Biesa i Czada. Bies był zły i potężny, Czad mały i psotny, ale pomocny ludziom. Ich wieczna walka miała ukształtować ten górzysty krajobraz. Inna, bardziej naukowa wersja mówi, że nazwa wywodzi się od słowa „Beskid”, które dawniej oznaczało pasmo górskie.
  • Tarnica, czyli „Siodło”: Nazwa najwyższego szczytu pochodzi z języka rumuńskiego (słowo tarniță) i oznacza siodło lub przełęcz. Jeśli spojrzycie na Tarnicę z daleka, jej charakterystyczny kształt z wyraźnym wcięciem (Przełęczą pod Tarnicą) faktycznie przypomina pasterskie siodło.
  • Historia Metalowego Krzyża: Ten, przy którym zrobiliśmy zdjęcie, stoi na szczycie od 2000 roku. Ma 8,5 metra wysokości i upamiętnia nie tylko wizytę Karola Wojtyły (przyszłego papieża Jana Pawła II) w Bieszczadach w 1953 roku, ale jest też symbolem przetrwania i wiary tutejszych mieszkańców.
  • Wołosate – wieś, której nie ma: Zanim wejdziecie na szlak, warto poświęcić chwilę na wspomniane przez nas cerkwisko. Wołosate było niegdyś dużą wsią bojkowską, która niemal przestała istnieć po 1947 roku w wyniku akcji „Wisła”. Stare fundamenty cerkwi pw. św. Dymitra i nieliczne nagrobki to jedyne, co pozostało po dawnych mieszkańcach.
  • Pogodowy Rollcoaster: Tarnica uczy pokory. Nawet jeśli w Wołosatem świeci słońce, na szczycie może panować huraganowy wiatr i mróz. Zawsze miejcie w plecaku czapkę i rękawiczki, nawet jeśli wydaje Wam się, że jest ciepło!