Płockie Harpagany

Nieważne gdzie, ważne z kim!!!

Skopiec (724 m n.p.m.) i Baraniec (720 m n.p.m.): Powrót do Krainy Wygasłych Wulkanów

Niechętne pożegnania z górami to nasza specjalność! Ostatni dzień wyjazdu postanowiliśmy wykorzystać do samego końca. Zanim obraliśmy ostateczny kurs na dom, wpadliśmy w Góry Kaczawskie, by po raz kolejny stanąć na Skopcu i sąsiednim Barańcu. Słoneczna, chłodna aura i genialna przejrzystość powietrza z widokiem na Karkonosze upewniły nas, że to była najlepsza możliwa decyzja na finał tej wyprawy.

Dopiero około godziny 12:00 spakowaliśmy auto i ruszyliśmy w drogę powrotną. Zamiast jednak jechać prosto do domu, zaplanowaliśmy jeszcze jeden górski akcent. Obraliśmy kierunek na Skopiec w Górach Kaczawskich. Choć ten szczyt z Korony Gór Polski (KGP) mamy już dawno zdobyty i to kilkakrotnie oraz zaliczony w książeczkach, bardzo chętnie tu wracamy.

Na miejscu czekało nas sporych rozmiarów zaskoczenie – okolice tradycyjnego punktu startowego w Komarnie mocno się zmieniły od naszej ostatniej wizyty. Krajobraz wzbogacił się o spore osiedle nowych domków, a budowa kolejnych wciąż trwała. Na szczęście góry wokół pozostały te same!

Słońce świeciło niesamowicie, a rześkie, chłodne powietrze zapewniało wręcz krystaliczną przejrzystość. Widoki na całą okolicę, z majestatyczną Śnieżką królowaną na horyzoncie w oddali, po prostu zachwycały. Trasa jest bardzo krótka i łatwa, więc na wierzchołek Skopca dotarliśmy błyskawicznie.

Po pamiątkowych kadrach nie kończyliśmy spaceru – poszliśmy dalej na punkt widokowy oraz na sąsiedni Baraniec (720 m n.p.m.), by jak najdłużej napawać się panoramicznymi widokami i naładować baterie przed powrotem do codzienności. Po niecałej godzinie błogiego spaceru wróciliśmy do auta i z poczuciem dobrze wykorzystanego czasu ruszyliśmy w kierunku domu.

Informacje o trasie

Szczyty i punkty na trasie: Komarno parking ⮕ Przełęcz Komarnicka („Drzewo Butów”) ⮕ Skopiec (724 m n.p.m.) ⮕ Punkt widokowy ⮕ Baraniec (720 m n.p.m.) ⮕ Powrót do Komarna na parking.
Dystans: ok. 3 km (pętla/spacer).
Czas przejścia: ok. 50 min – 1 h (rekreacyjnym tempem z przerwami na widoki).
Szlaki: Żółty / Niebieski (szlak dobiegowy i ścieżki szczytowe).
Różnica wzniesień: ok. 100 m.
Odznaki: Korona Gór Polski (KGP), Sudecki Włóczykij, Korona Kaczawska.

Porady i Ciekawostki

Góry Kaczawskie – Kraina Wygasłych Wulkanów: Region, w którym leżą Skopiec i Baraniec, to fascynujący pod względem geologicznym obszar Polski. Ślady dawnej aktywności wulkanicznej sprzed setek milionów lat widać tu na każdym kroku – od charakterystycznych stożków (jak Ostrzyca Proboszczowicka) po powulkaniczne skały i minerały (agaty, geody).
Skopiec czy Baraniec? Tradycyjnie to Skopiec (724 m n.p.m.) jest wpisany na oficjalną listę Korony Gór Polski jako najwyższy szczyt Gór Kaczawskich. Nowoczesne pomiary geodezyjne wskazują jednak, że sąsiednia Folwarczna lub właśnie Baraniec mogą go nieznacznie przewyższać. Dlatego podczas wizyty w Komarnie zawsze warto „dla pewności” odwiedzić oba te wierzchołki!Słynne „Drzewo Butów”: Przechodząc przez Przełęcz Komarnicką, mija się charakterystyczną instalację – uschnięte drzewo, na którym wędrowcy od lat przybijają i wieszają swoje stare buty trekkingowe. To niezwykły, lokalny pomnik górskiej pasji i tradycji.
Idealny szczyt na szybki spacer: Trasa na Skopiec i Baraniec z Komarna jest jedną z najłatwiejszych w całej KGP. Świetnie sprawdza się jako wycieczka rozgrzewkowa, spacer z dziećmi czy – tak jak w naszym przypadku – widowiskowe i lekkie zwieńczenie dłuższego wyjazdu w Sudety.
Pojawiająca się zabudowa: Warto pamiętać, że rejon Komarna staje się coraz bardziej popularny pod kątem zabudowy jednorodzinnej i rekreacyjnej. Dojazd i punkty parkingowe warto weryfikować na bieżąco, pamiętając o poszanowaniu prywatnych posesji mieszkańców.

Sępia Góra (828 m n.p.m.): Słoneczny Sudecki Włóczykij i skałki

Po zdobyciu zimowego Stogu Izerskiego i Smrka zeszliśmy do Świeradowa-Zdroju, by zmienić klimat o 180 stopni. Przepakowaliśmy auto, przejechaliśmy na drugą stronę miejscowości i ruszyliśmy na Sępią Górę w Grzbiecie Kamienickim Gór Izerskich. To był fantastyczny, wiosenny akcent Lanego Poniedziałku – pełen słońca, soczystej zieleni, skałek i niespodzianek na trasie!

Mimo, że do pokonania mieliśmy krótki odcinek (około 2 km w jedną stronę i blisko 300 metrów przewyższenia), wędrówka okazała się wyjątkowo przyjemna.

Ruszyliśmy niebieskim szlakiem, który przywitał nas śpiewem ptaków, wszechobecną świeżą zielenią i soczystym słońcem. Po wcześniejszych zimowych i wietrznych klimatach na grani Karkonoszy i wyższych partiach Izerów taka pogoda była przemiłą odmianą!

Co chwilę robiliśmy krótkie przerwy, zrzucając z siebie kolejne zbędne warstwy zimowych ubrań.

Sam wierzchołek Sępiej Góry zwieńczony jest efektowną grupą skał zwaną Białymi Skałkami. Panorama, która się stamtąd rozpościera na Grzbiet Wysoki Gór Izerskich oraz Karkonosze, po prostu zapiera dech w piersiach!

Mimo słonecznej aury, na samej górze porywisty wiatr dość szybko zaczął nas wychładzać. Zrobiliśmy więc pamiątkowe zdjęcia, przybiliśmy pieczątki i rozpoczęliśmy zejście w stronę doliny.

Podczas drogi powrotnej tuż obok szlaku dostrzegłem zagubiony telefon (iPhone 16). Zabraliśmy go ze sobą i zostawiliśmy na najbliższej stacji ORLEN w Świeradowie z nadzieją, że pechowy właściciel szybko go odzyska.

Po zrobieniu szybkich zakupów w Żabce ruszyliśmy w stronę Szklarskiej Poręby, zatrzymując się po drodze przy tzw. Grobowcu Liczyrzepy.

Mówiąc szczerze – ta atrakcja nie zrobiła na nas większego wrażenia i wyglądała raczej na miejsce stworzone nieco „na siłę” pod turystów. Mimo to pełny emocji dzień zakończyliśmy w świetnych humorach!

Informacje o trasie

Szczyt: Sępia Góra (828 m n.p.m.) – Góry Izerskie (Grzbiet Kamienicki).
Projekt: Szczyt wymagany do odznaki Sudecki Włóczykij.
Trasa: Świeradów-Zdrój ⮕ niebieski szlak ⮕ Białe Skałki / Sępia Góra ⮕ powrót niebieskim szlakiem.
Dystans: ok. 4,2 km (w obie strony).
Suma podejść: ok. 290 m.
Czas przejścia: ok. 1 h 30 min (bez dłuższego popasu na szczycie).

Porady i Ciekawostki

Białe Skałki i punkt widokowy: Na wierzchołku Sępiej Góry znajdują się efektowne odsłonięcia granitu izerskiego zwane Białymi Skałkami. Z usytuowanego na nich punktu widokowego roztacza się jedna z najładniejszych panoram na Świeradów-Zdrój, Stóg Izerski oraz pasmo Karkonoszy ze Śnieżką i Szrenicą.
Legenda pogańskiego kultu: Według lokalnych podań i legend na Sępiej Górze w czasach przedchrześcijańskich znajdowało się pogańskie miejsce kultu. Rejon ten owiany jest wieloma opowieściami o dawnych wierzeniach i obrzędach.
Grzbiet Kamienicki: Sępia Góra jest jednym z najbardziej wyrazistych i rozpoznawalnych wzniesień Grzbietu Kamienickiego (północnej części polskich Gór Izerskich), oddzielonego od Grzbietu Wysokiego doliną rzeki Kwisy.
Symboliczny Grobowiec Liczyrzepy: Znajdujący się w okolicach Świeradowa-Zdroju symboliczny grobowiec nawiązuje do legendarnego Ducha Gór (Karkonosza/Liczyrzepy). Choć stanowi punkt na lokalnych mapach krajoznawczych, dla większości piechurów jest to jedynie krótki przystanek fotograficzny przy drodze.

Stóg Izerski i Smrk: Świąteczna pętla na polsko-czeskim pograniczu

Lany Poniedziałek postanowiliśmy spędzić na szlaku, łącząc polskie i czeskie Izery. Naszym celem był Stóg Izerski oraz leżący po czeskiej stronie Smrk – najwyższy szczyt całej polsko-czeskiej części Gór Izerskich. To była wycieczka pełna widoków, zimowych niespodzianek na ścieżkach i pysznego regionalnego jedzenia na finał!

Drugi dzień Świąt zaczął się u nas tradycyjnie i bez pośpiechu – od świątecznego śniadania oraz gorącej kawy z widokiem na Szrenicę i Śnieżne Kotły. Około godziny 11:00 zebraliśmy sprzęt i ruszyliśmy w stronę Świeradowa-Zdroju. Ponieważ zależało nam na sprawnym pokonaniu największych przewyższeń (szczególnie ze względu na komfort mamy), postanowiliśmy skorzystać z Kolei Gondolowej „Kolej Gondolowa Świeradów-Zdrój”.

Ponieważ parkingi bezpośrednio pod dolną stacją są dość drogie (ok. 40 zł za dzień), auto zostawiliśmy nieco niżej i na piechotę podeszliśmy do gondoli. Wjazd nowoczesnymi wagonikami na górę przebiegł bardzo sprawnie.

Po wyjściu z górnej stacji skierowaliśmy się najpierw w stronę kultowego Schroniska PTTK na Stogu Izerskim, z przed którego rozpościera się fenomenalna panorama Świeradowa i Pogórza Izerskiego.

Stamtąd weszliśmy na zielony szlak prowadzący na sam Stóg Izerski (1105 m n.p.m.). Odcinek ten jest stosunkowo krótki i łagodny, jednak zalegający, wyślizgany śnieg zmuszał do dużej czujności. Bez raczków byłoby naprawdę ciężko i niebezpiecznie, ale na szczęście cały nasz zespół sprawnie i bezpiecznie maszerował do przodu.

Wierzchołek Stogu Izerskiego minęliśmy niemal niezauważenie – tutejsza tabliczka szczytowa jest tak niewielka i schowana pośród drzew, że zorientowaliśmy się o jej zdobyciu dopiero po chwili marszu! Nie zawracaliśmy jednak od razu, postanawiając zrobić pamiątkową fotkę w drodze powrotnej.

Głównym celem naszej dalszej wędrówki był Smrk (1124 m n.p.m.), położony po czeskiej stronie granicy.

Idąc granicznym grzbietem, dotarliśmy na wierzchołek Smrka po około godzinie od startu. Największą atrakcją tego miejsca jest imponująca, ażurowa wieża widokowa o wysokości 20 metrów. Po wejściu na platformę widokową naszym oczom ukazała się genialna panorama całych Sudetów – doskonale widoczna była zarówno Szrenica, jak i majestatyczna Śnieżka oraz szereg innych szczytów, które mieliśmy okazję zdobywać podczas wcześniejszych wypraw.

W drogę powrotną ruszyliśmy tym samym szlakiem. Słońce i wiosenne powietrze wprowadziły nas w doskonały nastrój – na tyle, że na jednym z ośnieżonych odcinków nie mogło zabraknąć tradycyjnego „orzełka” w śniegu!

Na dół zjechaliśmy ponownie koleją gondolową. Wisienką na torze całego dnia była wizyta w klimatycznej knajpce przy parkingu – nic tak nie regeneruje sił po górskim marszu jak serwowany na gorąco oscypek z żurawiną oraz chrupiące placki ziemniaczane.

Informacje o trasie

  • Szczyty i punkty: Górna stacja kolei gondolowej ⮕ Schronisko PTTK na Stogu Izerskim ⮕ Stóg Izerski (1105 m n.p.m.) ⮕ Granica państwa (Polska / Czechy) ⮕ Smrk (1124 m n.p.m. – wieża widokowa) ⮕ powrót na Stóg Izerski i zjazd gondolą.
  • Dystans: ok. 6,5 km (w obie strony od stacji gondoli).
  • Czas przejścia: ok. 2 h 30 min (bez czasu spędzonego na wieży i w schronisku).
  • Szlaki: Zielony (na Stóg Izerski) ⮕ Żółty / Czerwony (szlak graniczny na Smrk).
  • Różnica wzniesień: ok. 180 m podejść (dzięki wykorzystaniu wjazdu gondolą).

Porady i Ciekawostki

  • Smrk (1124 m n.p.m.) – Król Gór Izerskich: Smrk (po polsku Świerk) to najwyższy szczyt czeskiej części Gór Izerskich oraz całego pasma w jego historycznych granicach (najwyższym szczytem po polskiej stronie jest Wysoka Kopa – 1126 m n.p.m.). Nazwa góry pochodzi od potężnego świerka, który niegdyś rósł w pobliżu granicy i stanowił punkt orientacyjny.
  • Wieża widokowa na Smrku: Obecna dwupoziomowa, stalowa konstrukcja została oddana do użytku w 2003 roku. Zastąpiła ona oryginalną, drewnianą wieżę z 1892 roku, która służyła turystom przez ponad 50 lat. Wstęp na wieżę jest całkowicie bezpłatny, a przy dobrej widoczności zasięg wzroku sięga nawet 100 kilometrów!
  • Schronisko PTTK na Stogu Izerskim: Wybudowane w latach 1922–1924 w charakterystycznym stylu śląsko-łużyckim według projektu wrocławskiego architekta Paula Häuslera. Jest to jedno z najbardziej malowniczo położonych schronisk w Sudetach Zachodnich.
  • Wiosenny śnieg i raczki: Choć na dole w Świeradowie-Zdroju panować może pełna wiosna, na grzbiecie Gór Izerskich (szczególnie na zacienionych odcinkach leśnych) zbitka lodu i zmarzniętego śniegu potrafi utrzymywać się do końca kwietnia. Raczki i kijki trekkingowe to podstawa bezpiecznego marszu.
  • Wskazówka parkingowa: Jeśli planujecie korzystać z Kolei Gondolowej w Świeradowie-Zdroju w szczycie sezonu lub w święta, warto rozważyć pozostawienie auta na niżej położonych parkingach miejskich lub prywatnych posesjach – można w ten sposób zaoszczędzić i uniknąć ścisku przy samej stacji.

Szrenica i Śnieżne Kotły (Czarcia Ambona): Zimowy wyścig z czasem w I dzień Świąt

I dzień Świąt przywitał nas widokiem na ośnieżoną granią Karkonoszy, który podziwialiśmy z kubkiem gorącej kawy w dłoni. Plan na dziś był jasny – zimowy klasyk: Szrenica i Śnieżne Kotły. Góry postanowiły jednak sprawdzić naszą elastyczność, serwując silny wiatr, zamknięte szlaki oraz prawdziwy sprawdzian z logistyki i posiadanego sprzętu.

Po porannej kawce z bajecznym widokiem na Szrenicę i Śnieżne Kotły oraz po uroczystym, świątecznym śniadaniu, około godziny 11:00 ruszyliśmy pod dolną stację kolei linowej w Szklarskiej Porębie. Zostawiliśmy auto na parkingu i bez zbędnej zwłoki ruszyliśmy do kasy. Kolejka na Szrenicę ma charakterystyczny, dwuetapowy przebieg z przesiadką na stacji pośredniej. Z powodu wzmagającego się poryvistego wiatru istniało ryzyko wstrzymania ruchu kolei – na szczęście zdążyliśmy w ostatniej chwili!

Wjazd wjeżdżającym na górę wyciągiem krzesełkowym z przesiadką zajął około 40 minut. Zimny, porywisty wiatr dawał się mocno we znaki, więc już na stacji pośredniej musieliśmy się dogrzać, zakładając na siebie kolejne warstwy odzieży. Po wyjściu z górnej stacji przywitały nas surowe, zimowe warunki. Okazało się, że ze względów bezpieczeństwa część szlaków grzbietowych jest zamknięta. Zmuszeni do modyfikacji planu, skierowaliśmy się najpierw czarnym szlakiem w stronę Schroniska Szrenica.

Tam mama podjęła rozsądną decyzję: zamiast brnąć przez głęboki śnieg w trudnych warunkach, zostaje w ciepłym schronisku i zaczeka na nasz powrót. My z Sylwią ruszyliśmy dalej czarnym szlakiem w stronę Granicznej Łąki, gdzie weszliśmy na czerwony Główny Szlak Sudecki. Mimo że raczki na butach znacząco poprawiały przyczepność i bezpieczeństwo, miejscami zapadaliśmy się w głębokim śniegu, a silny wiatr targał nami na otwartej przestrzeni.

Po prawie dwóch godzinach wymagającego marszu – dłużej niż pierwotnie zakładaliśmy – dotarliśmy nad Śnieżne Kotły i Czarcią Ambonę. Zamiast spodziewanego schroniska (znanego choćby z kryminałów Sławka Gortycha), na krawędzi kociołka stoi potężna stacja przekaźnikowa, która już nie pełni funkcji turystycznej. Brak możliwości ogrzania się wymusił szybką decyzję: pamiątkowa fotka nad krawędzią przepaści i zejście żółtym szlakiem w stronę czeskiego schroniska Labska Bouda.

Po około 20 minutach zameldowaliśmy się po czeskiej stronie. Zasiadając w schronisku, zamówiliśmy gorącą zupę, piwo i ciasto, ale szybko pojawiło się zaskoczenie – brak możliwości płatności kartą! Po krótkiej gimnastyce finansowej Sylwia odnalazła na dnie plecaka zapasowe Euro, dzięki czemu mogliśmy w spokoju biesiadować. Niestety czas gonił. Mając na uwadze poślizg, czekającą mamę i zamknięte niektóre odcinki szlaków powrotnych, wiedzieliśmy, że nie zdążymy na ostatni zjazd kolei linowej ze Szrenicy. Szybki telefon do mamy, by zjechała na dół sama, a my zaplanowaliśmy odwrót z pominięciem Szrenicy: żółtym szlakiem, kawałkiem niebieskiego i ponownie żółtym w stronę dolnej stacji w Szklarskiej Porębie.

Po drodze minęliśmy Schronisko pod Łabskim Szczytem. Schodzenie stramym, mocno zaśnieżonym i wyślizganym szlakiem bez raczków byłoby niemal niemożliwe. Mijani przez nas turyści bez odpowiedniego sprzętu mieli ogromne problemy – niektórzy z nich, aby uniknąć groźnego upadku, zjeżdżali po stromiznach na kurtkach! Po 5 godzinach i 30 minutach, pokonując pętlę o długości prawie 16 kilometrów, cało i szczęśliwie dotarliśmy do mamy i samochodu.

Informacje o trasie

  • Szczyty i punkty na trasie: Szrenica (1362 m n.p.m.) ⮕ Graniczna Łąka ⮕ Śnieżne Kotły (1490 m n.p.m.) ⮕ Labska Bouda (CZ) ⮕ Schronisko pod Łabskim Szczytem ⮕ Szklarska Poręba (dolna stacja kolei).
  • Dystans: ok. 15,8 km (pętla z uwzględnieniem obajść zimowych).
  • Czas przejścia: 5 h 30 min (z przerwami i posiłkiem).
  • Szlaki: Czarny ⮕ Czerwony (GSŚ) ⮕ Żółty (do czeskiej strony) ⮕ Żółty / Niebieski / Żółty (zejście do Szklarskiej Porębie).
  • Różnica wzniesień: ok. 750 m zejścia (przy wjeździe kolejką na górę).

Porady i Ciekawostki

  • Stacja Przekaźnikowa nad Śnieżnymi Kotłami: Budynek stojący nad krawędzią wybudowano pod koniec XIX wieku jako schronisko turystyczne („Meteo”). Od lat 60. XX wieku pełni jednak funkcję Stacji Linii Radiowych i Radia. Wewnątrz nie ma schroniska ani punktu gastronomicznego dla turystów – najbliższe schronienie po polskiej stronie to Schronisko pod Łabskim Szczytem lub Schronisko na Szrenicy.
  • Labska Bouda (Łabska Buda): Czeskie schronisko leżące na terenie Karkonoskiego Parku Narodowego (KRNAP), nieopodal źródeł rzeki Łaby. Potężny, betonowy budynek w stylu brutalizmu powstał w latach 1969–1975 na miejscu dawnej, drewnianej budy, która spłonęła. Pamiętajcie, by przed przejściem na czeską stronę zawsze mieć ze sobą gotówkę (Korony czeskie lub Euro), gdyż zasięg terminali kart bywa tam zawodny.
  • Zimowe przebiegi szlaków: Karkonosze zimą wymagają szczegółowej weryfikacji otwartych dróg. Ze względu na zagrożenie lawinowe oraz ochronę przyrody (m.in. cietrzewia) letnie szlaki przechodzące krawędziami kotłów postrzegane są jako niebezpieczne i zamykane. Tyczki wyznaczają wtedy zimowy, bezpieczny przebieg trasy.
  • Raczki to absolutny must-have: Zimowy Główny Szlak Sudecki na odcinku od Szrenicy do Śnieżnych Kotłów oraz stromizny przy Schronisku pod Łabskim Szczytem potrafią zamienić się w rynnę lodową. Próba pokonania tych tras w miejskim obuwiu bez raczków lub raków grozi poważnym wypadkiem.
  • Kolej Linowa „Szrenica”: Wyciąg krzesełkowy składa się z dwóch odcinków („Szrenica I” oraz „Szrenica II”). W okresie zimowym i wczesnowiosennym kursowanie kolei jest bardzo uzależnione od siły wiatru – silne porywy na grani mogą doprowadzić do nagłego wstrzymania jej ruchu.

Zamek Chojnik (627 m n.p.m.): Wielkosobotnie zwiedzanie

Wielka Sobota postawiła przed nami pogodowe wyzwanie – opady deszczu od samego rana wymusiły modyfikację planów. Zamiast od razu ruszać na szlak, postawiliśmy na kulturalno-historyczną rozgrzewkę, by ostatecznie zdobyć planowany od trzech lat szczyt Chojnik i dopisać kolejny punkt do odznaki Sudecki Włóczykij.

Deszczowy poranek skłonił nas do ucieczki za granicę – najpierw ruszyliśmy w stronę czeskiego Harrachova. Gdy pogoda wciąż nie dawała za wygraną, zmodyfikowaliśmy trasę i obraliśmy kierunek na Jagniątków oraz Piechowice.

Pierwszym przystankiem była Huta Szkła Kryształowego „Julia” – dawna poniemiecka huta, która dziś w prywatnych rękach kontynuuje wspaniałe tradycje rzemieślnicze. Zwiedzanie procesu produkcji i zakupy były świetnym wstępem do tego dnia. Stamtąd udaliśmy się do Jagniątkowa, do Willi Łąkowy Kamień (Domu Gerharta Hauptmanna). Miejsce to urzeka nie tylko architekturą i pięknym położeniem, ale i niezwykłym klimatem – warto wspomnieć, że pojawia się ono w kryminałach retro autorstwa Tomasza Gortycha! Chłonęliśmy ten skrawek historii regionu z zapartym tchem.

Po kulturalnej części dnia nadszedł czas na cel główny: Chojnik (627 m n.p.m.). Zarówno mama, jak i Sylwia nie miały już wielkiej ochoty na podejście po intensywnym dniu, ale poświęciły się dla naszej ekipy i żwawo ruszyliśmy na szlak. Choć trasa z Sobieszowa jest krótka, duchota i parne powietrze po opadach (mimo że zza chmur wyszło słońce) dawały się w kość. Idąc czerwonym szlakem, zrezygnowaliśmy ze sztywnego planu – na spontanie, w radosnej atmosferze i przy ucinaniu kolejnych pogawędek, czas minął nam błyskawicznie.

Nim się zorientowaliśmy, stanęliśmy pod bramami warowni. Zamek był już niestety zamknięty dla zwiedzających, ale jego potężne, kamienne mury oglądane z zewnątrz i tak robiły ogromne wrażenie.

Na drogę powrotną wybraliśmy wariant żółtym i zielonym szlakem (przez Zbójeckie Skały), który niżej łączy się z powrotem z czerwonym. Ta ścieżka okazała się nieco bardziej stroma, ale niezwykle malownicza. Schodziliśmy w promieniach popołudniowego słońca, przy akompaniamencie śpiewu ptaków, i sprawnie dotarliśmy do auta na parkingu.

Informacje o trasie

  • Szczyt: Chojnik (627 m n.p.m.) – Karkonosze (Pogórze Karkonoskie).
  • Projekt: Szczyt zaliczany do odznaki Sudecki Włóczykij oraz Korony Gór Polski (według niektórych zestawień krajoznawczych jako wybitny wzniesienie Pogórza).
  • Trasa: Sobieszów (parking) ⮕ czerwony szlak (Droga Głazów) ⮕ Zamek Chojnik ⮕ żółty/zielony szlak (przez Zbójeckie Skały) ⮕ powrót do Sobieszowa.
  • Dystans: ok. 3,5 – 4 km (pętla).
  • Suma podejść: ok. 250 m.
  • Czas przejścia: ok. 1,5 h (bez zwiedzania wnętrz zamku).

Porady i Ciekawostki

  • Droga Głazów vs. Zbójeckie Skały: Wejście na Chojnik z Sobieszowa można zrealizować dwoma głównymi wariantami. Szlak czerwony („Droga Głazów”) jest łagodniejszy i bardziej utwardzony (w dużym fragmencie wyłożony kostką), natomiast szlak czarny/zielony przebiega koło tzw. Zbójeckich Skał i Zbójeckiej Jaskini – jest bardziej stromy, urozmaicony i prowadzi po skalnych stopniach. Pętla z wykorzystaniem obu szlaków to najlepszy wybór!
  • Legenda o Kunegundzie: Z zamkiem Chojnik wiąże się słynna legenda o księżniczce Kunegundzie. Oświadczyła ona, że wyjdzie za mąż tylko za tego rycerza, który w pełnej zbroi objedzie na koniu mury zamkowe po najstromszej krawędzi opadającej w stronę Piekielnej Doliny. Wielu śmiałków zginęło w przepaści, aż w końcu jednemu się udało. Gdy rycerz dokonał tego wyczynu, wzgardził ręką Kunegundy i odjechał, a upokorzona księżniczka rzuciła się w przepaść.
  • Niezwykła historia ruin: Zamek Chojnik został wzniesiony w XIV wieku przez księcia Bolka II Małego jako twierdza obronna. Co ciekawe, zamek nigdy nie został zdobyty przez wrogie wojska! Do jego zniszczenia przyczyniła się natura – w 1675 roku w wieżę uderzył piorun, wywołując pożar, po którym warownia popadła w ruinę i nigdy nie została w pełni odbudowana.
  • Dom Hauptmanna w Jagniątkowie: Warto połączyć wycieczkę na Chojnik ze zwiedzaniem okolic. Muzeum mieści się w pałacyku wybudowanym dla niemieckiego pisarza, noblisty Gerharta Hauptmanna. Budynek zachwyca tzw. Halą Rajską z wielkoformatowymi freskami oraz malowniczym parkiem.
  • Huta Szkła Julia w Piechowicach: To jeden z nielicznych istniejących dziś zakładów produkujących ręcznie formowane i szlifowane szkło kryształowe. Podczas zwiedzania z przewodnikiem można z bliska podziwiać pracę hutników i szlifierzy.

Barania Góra (1220 m n.p.m.): Wodospady, błoto i zimowe zaskoczenie

Barania Góra to drugie co do wysokości wzniesienie Beskidu Śląskiego i miejsce szczególne – to właśnie tutaj swoje źródła ma królowa polskich rzek, Wisła. Nasza wyprawa była pełna kontrastów: od kojącego szumu wodospadów w dolinie, po walkę o równowagę na ośnieżonym szczycie. Zapraszamy na relację z trasy przez malowniczą Dolinę Białej Wisełki.

Tym razem postawiliśmy na poranek bez pośpiechu. Wstaliśmy około 9:00 i dzień zaczęliśmy od solidnego śniadania w barze „U Wisełki”, tuż przy parkingu w Wiśle Czarne. Najedzeni i pełni energii, o 10:00 zameldowaliśmy się na niebieskim szlaku.
Początkowe 3 kilometry to czysta sielanka – spacer asfaltową drogą przez Dolinę Białej Wisełki. Szum wody, formacje skalne i kaskady tworzyły bajkową scenerię. Jednak góry szybko przypomniały nam o swoim charakterze. Gdy szlak odbił w kamienistą drogę i zaczął piąć się w górę, przywitało nas błoto, a im wyżej byliśmy, tym robiło się chłodniej. Wkrótce jesienno-wiosenny krajobraz ustąpił miejsca regularnej zimie, a śnieg pokrył szlak na całej szerokości.

Tutaj popełniliśmy mały błąd logistyczny – raczki zostały w domu. Na szczęście nasze kijki trekkingowe uratowały nas przed niejedną „wywrotką” na śliskim podejściu. 

Mimo sporej liczby turystów, szło się nam bardzo przyjemnie. Ostatni odcinek wynagrodził każdy trud: przejrzystość powietrza była niesamowita, otwierając przed nami potężną panoramę Beskidów.

Na szczycie obowiązkowo weszliśmy na wieżę widokową, by nacieszyć oczy widokami 360 stopni. Po sesji zdjęciowej i odwiedzeniu punktu widokowego, zaczęliśmy spokojny powrót. 

Po drodze zatrzymaliśmy się w turystycznej wiacie na zasłużony posiłek regeneracyjny z własnych zapasów. Kanapka z widokiem na góry smakuje najlepiej!

Informacje o trasie:

  • Dystans: ok. 13,9 km (w obie strony z parkingu przy OSP Wisła Czarne).
  • Czas przejścia: ok. 4:47 h (w zależności od warunków na szlaku i czasu spędzonego na szczycie).
  • Suma podejść: ok. 691 m.
  • Szlak: niebieski z parkingu przy OSP Wisła Czarne.
  • Punkt startu: Parking przy OSP Wisła Czarne (10 zł/doba).

Porady i ciekawostki:

  • Kaskady Rodła: Idąc Doliną Białej Wisełki, mijacie najwyższe wodospady w Beskidzie Śląskim. Zespół 25 naturalnych progów rzecznych tworzy tzw. Kaskady Rodła. Nazwa ta została nadana w 1987 roku dla upamiętnienia symbolu łączności Polaków z macierzą. Najwyższe kaskady mają nawet 5 metrów wysokości!
  • Barania Góra jako źródło: To właśnie na stokach Baraniej Góry wypływają potoki: Biała i Czarna Wisełka, które po połączeniu dają początek Wiśle. Biała Wisełka, którą szliśmy, jest uznawana za potok bardziej „górski” i bystry.
  • Wieża widokowa: Obecna, stalowa konstrukcja na szczycie ma wysokość 15 metrów. Przy tak dobrej przejrzystości, jaką my trafiliśmy, można z niej dostrzec nie tylko Tatry, ale i czeską stronę z Pradziadem na czele oraz słowacką Małą Fatrę.
  • Skałki Wykapane: Na zboczach góry można natknąć się na ciekawe ambony skalne zbudowane z piaskowca istebniańskiego. To one tworzą ten surowy, „dziki” klimat trasy.

Uważaj na pogodę! Barania Góra słynie z tego, że lubi „zatrzymać” chmury. My mieliśmy szczęście, ale często bywa tu mgliście. Pamiętajcie też o raczkach w okresie marzec/kwiecień – w dolinie może być wiosna, a na szczycie lód!

Śnieżnik w zimowej odsłonie – królestwo śniegu i nowa wieża widokowa

Wstaliśmy o 8:30. Nie powiem, ciężko było wygrzebać się z pościeli, ale szybka kawa i świąteczne śniadanie postawiły nas na nogi. O 9:40 ruszyliśmy naszą trójką w stronę Kletna. Pogoda zapowiadała się całkiem przyjemnie: lekkie słońce i temperatura w okolicach -2 stopni. Punktualnie o 11:00 zostawiliśmy auto na dalszym parkingu (koszt 13 zł za dzień) i ruszyliśmy na nasz dzisiejszy cel – Śnieżnik.
Pierwsze dwa kilometry trasy to łagodne podejście żółtym szlakiem, który prowadzi szeroką, utwardzoną drogą w stronę schroniska i przebiega obok Jaskini Niedźwiedzia. To idealny moment na rozgrzewkę i nacieszenie się zimowym lasem (zwłaszcza, że ku naszemu zdziwieniu spotkaliśmy znajomego z Koronowa).

Wkrótce jednak droga skręciła, a my weszliśmy w gęstszy las. Tutaj zaczęło się prawdziwe podejście – bardziej strome i wymagające, głównie przez zalegający śnieg i wystające kamienie. Ten leśny odcinek składa się z dwóch etapów, przy czym ten drugi potrafi już solidnie wycisnąć pot na czole. Dopiero około czwartego kilometra szlak ponownie wyprowadził nas na otwartą przestrzeń drogi dojazdowej do samego schroniska.

W Schronisku PTTK „Na Śnieżniku” zrobiliśmy chwilę przerwy. To miejsce ma niesamowity klimat, zwłaszcza zimą, gdy z komina unosi się dym, a turyści otrzepują buty ze śniegu. Podbiliśmy pieczątki w naszych książeczkach, złapaliśmy oddech i bez zbędnej zwłoki ruszyliśmy dalej.

Przed nami był ostatni odcinek – zielony szlak prowadzący bezpośrednio na szczyt. Czekało nas tu wielkie zaskoczenie. Pamiętaliśmy ten fragment jako wymagające podejście po wielkich głazach, tymczasem obecnie to łatwa, szeroka i bardzo wygodna ścieżka. Zanim jednak weszliśmy na otwartą halę podszczytową, musieliśmy się dodatkowo docieplić – wiatr w tym miejscu zaczął dąć z ogromną siłą. Na szczęście piękna panorama dodawała nam energii i żaru, rekompensując trud podejścia i zimny wiatr.

Po pokonaniu całego podejścia naszym oczom ukazała się ona – wspaniała, lśniąca w słońcu wieża widokowa. Oddano ją do użytku dwa lata wcześniej, więc widzieliśmy ją na żywo po raz pierwszy. Jej nowoczesna konstrukcja niesamowicie kontrastuje z dzikością Śnieżnika. Oczywiście wejście na górę było obowiązkowe.

Widoki z góry dosłownie zapierają dech. Dziś przejrzystość powietrza była bajeczna – panorama Sudetów rozciągała się aż po horyzont. Na samym szczycie, który jest całkowicie odsłonięty, było jednak niebotycznie zimno. Silny wiatr i niska temperatura sprawiły, że szybko zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcia przy tablicach szczytowych.
Zeszliśmy z powrotem do schroniska, żeby się ogrzać. Gorąca zupa na rozgrzewkę przed dalszą drogą była najlepszą decyzją tego dnia. Czas jednak nieubłaganie uciekał, a my nie mieliśmy dużego zapasu przed zachodem słońca. Szybko się zebraliśmy, założyliśmy raczki (nieocenione na wyślizganym szlaku!) i ruszyliśmy tą samą drogą w dół.
Dzięki raczkom i kijkom udało nam się sprawnie i, co najważniejsze, bezpiecznie zejść do samochodu. Śnieżnik po raz kolejny pokazał nam, jak piękne (i mroźne!) potrafią być polskie góry zimą.

Informacje o trasie:

  • Dystans: ok. 13,5 km (w obie strony z Kletna).
  • Czas przejścia: ok. 5,5 h (w zależności od warunków i czasu spędzonego w schronisku).
  • Suma podejść: ok. 750 m.
  • Szlak: Żółty (z Kletna do Schroniska), Zielony (ze Schroniska na Szczyt).
  • Punkt startu: Parking w Kletnie (dalszy 13 zł, bliższy 18 zł).

Porady i wskazówki:

  • Raczki i kijki: Zimą to absolutny must-have. Nawet jeśli na parkingu nie ma śniegu, leśne podejścia pod Śnieżnikiem bywają wyślizgane przez setki turystów i bez raczków zejście może być niebezpieczne.
  • Pogoda na szczycie: Śnieżnik jest znany z bardzo silnych wiatrów. Nawet przy słonecznej pogodzie na dole, na szczycie zawsze miej pod ręką kominiarkę, gogle lub okulary i dodatkową warstwę pod kurtkę.
  • Wieża widokowa: Wstęp na wieżę jest bezpłatny. Warto wejść, nawet jeśli wieje, bo oszklona platforma daje pewną osłonę przed wiatrem podczas podziwiania widoków.

Ciekawostki:

  • Wilhelmturm: Dzisiejsza wieża stoi niedaleko miejsca, gdzie dawniej znajdowała się kamienna wieża widokowa im. cesarza Wilhelma I. Została ona wysadzona w powietrze w 1973 roku ze względu na zły stan techniczny.
  • Słoń ze Śnieżnika: Symbolem szczytu i schroniska jest rzeźba słonia, która znajduje się nieopodal fundamentów dawnego schroniska (po stronie czeskiej). Została postawiona w 1932 roku przez grupę artystów.
  • Specyficzny mikroklimat: Śnieżnik to jedyne miejsce w Sudetach Wschodnich, gdzie występuje piętro alpejskie. Śnieg potrafi tu zalegać nawet przez 200 dni w roku, stąd też wzięła się nazwa góry.

Kowadło – skalny strażnik Gór Złotych i zimowy koniec świata w Bielicach

Prosto ze szczytu Rudawca, nie tracąc ani chwili i nie zaglądając nawet do samochodu, ruszyliśmy na podbój kolejnego celu – Kowadła (989 m n.p.m.). Było tuż przed godziną 15:00, słońce zaczęło już powoli zmieniać barwę na popołudniową, co w połączeniu ze śniegiem dawało niesamowity klimat. Z Bielic, które same w sobie są ciekawym miejscem (powstały w XVII wieku jako wieś drwali i szklarzy), prowadzi zielony szlak. Początkowo ścieżka pnie się dość zdecydowanie pod górę, ale to równy, miarowy wznios, który choć nie pozwala na sprint, to daje ogromną satysfakcję z każdego kroku. Już po chwili za naszymi plecami otworzyła się panorama na dolinę, z której przyszliśmy.

Przez pierwszy kilometr szliśmy szeroką, wygodną drogą leśną. Tutaj należy wspomnieć, że Kowadło to szczyt dość kontrowersyjny – choć zaliczany do Korony Gór Polski jako najwyższy punkt Gór Złotych, niektórzy geografowie wskazują na czeski Smrek, którego wierzchołek jest nieco wyższy, ale leży po stronie naszych sąsiadów. Po około kilometrze szlak odbił w prawo, zanurzając się w gęstszy las.

To tutaj, po przejściu kolejnych 300 metrów, nasza zielona ścieżka połączyła się z żółtym szlakiem. Od tego punktu wędrówka stała się jeszcze ciekawsza, bo ruszyliśmy wzdłuż charakterystycznych biało-czerwonych słupków granicznych, oddzielających Polskę od Czech.

Maszerowanie granicą zawsze ma w sobie coś z ducha przygody, zwłaszcza z takimi widokami jak powyżej. Po około 250 metrach, przed samym wierzchołkiem stanęliśmy przed wyborem. Szlaki rozdzieliły się: zielony łagodnie obchodził szczyt lasem (to właśnie nim wcześniej zdobywaliśmy szczyt), natomiast żółty obiecywał nieco więcej emocji. Wybraliśmy wariant żółty, który prowadzi stromym podejściem po blokach skalnych. To właśnie tym skałkom szczyt zawdzięcza swoją nazwę – ich kształt przy odrobinie wyobraźni przypomina kowadło. Wspinaczka po nich w zimowych warunkach wymagała skupienia, ale była najciekawszym elementem trasy.

Wreszcie, po pokonaniu 2 kilometrów i 45 minutach marszu, stanęliśmy na szczycie. Kowadło przywitało nas mroźnym powietrzem i poczuciem dobrze wykonanego planu. Choć sam wierzchołek jest mocno zalesiony, znajduje się tam sporo formacji skalnych, z których przy dobrej widoczności można dostrzec Góry Bialskie oraz czeską stronę Sudetów Wschodnich. Ciekawostką jest, że przed laty szczyt ten nazywano Kovadlina (po czesku), a polska nazwa jest bezpośrednim tłumaczeniem. Nie mogło się obejść bez celebracji – szybko wyciągnęliśmy nasze książeczki, by przybić upragnione pieczątki potwierdzające zdobycie kolejnego szczytu do kolekcji i to przedostatniego.

Nasyceni atmosferą sukcesu i zimowymi krajobrazami, zdecydowaliśmy się na powrót łagodniejszym, zielonym szlakiem. To była dobra decyzja – kolana mogły odpocząć, a my mogliśmy spokojnie podziwiać, jak las powoli przygotowuje się do wieczoru. Ta pętla to idealne domknięcie dnia w Górach Złotych.

Informacje Praktyczne:
Parking: W Bielicach znajduje się bezpłatny parking na końcu wsi, tuż przy wejściu na szlaki.
Wyposażenie: Zimą raczki to absolutna podstawa – podejścia bywają oblodzone.
Warianty podejścia: Jeśli idziecie z dziećmi lub w bardzo śliskich warunkach, wybierzcie szlak zielony w obie strony. Żółty wariant po skałkach jest efektowny, ale przy oblodzeniu może być zdradliwy bez raczków.
Dla zdobywców: Pieczątka KGP znajduje się na szczycie w drewnianej skrzynce. Jeśli skrzynka byłaby pusta, pieczątkę znajdziecie też w leśniczówce w Bielicach lub w pobliskiej Chacie Cyborga.

Góry Bialskie w zimowej szacie: Rudawiec (1106 m n.p.m.) z Bielic

Góry Bialskie, przez wielu nazywane „polskimi Bieszczadami” lub „najdzikszymi górami w Polsce”, przywitały nas w ten mroźny dzień iście bajkowym krajobrazem. 
Naszą przygodę zaczęliśmy w Kudowie, skąd o 9:30 wyruszyliśmy w półtoragodzinną trasę do Bielic. Ta urokliwa wieś, położona w dolinie Białej Lądeckiej, to idealny punkt startowy dla każdego, kto szuka spokoju i ucieczki od komercji. Bielice – dla jednych koniec świata, dla nas to początek naszej dzisiejszej przygody.
Termometr pokazał -7°C, co przy lekkim wietrze od razu zmotywowało nas do działania. Szybki serwis: plecaki na plecy, raczki na buty (niezbędne przy tym oblodzeniu!) i ruszamy całą naszą trójką na szlak (Sylwia, Elżbieta i Patryk).

Początkowe 1,5 km to przyjemny spacer „po płaskim” doliną rzeki szlakiem zielono-niebieskim. Tutaj jednak trzeba zachować czujność! Uważajcie na rozejście szlaków. Nasz zielony szlak w pewnym momencie ostro odbija w prawo, pnąc się pod górę, podczas gdy niebieski biegnie dalej dnem doliny.
Kolejny kilometr to konkretne podejście. Dzięki niemu szybko zyskaliśmy wysokość (całkowite przewyższenie na trasie to ok. 435 m). Dalej było już lżej – szlak prowadzi przez malownicze leśne tereny, które tego dnia wyglądały jak z „Krainy Lodu”.

Po przekroczeniu 4. kilometra szlak skręca w prawo i prowadzi nas wzdłuż granicy polsko-czeskiej. Po drodze mijamy szczyt Iwinka (1079 m n.p.m.): Choć to „tylko” przystanek w drodze na cel, widoki oszronionych drzew robiły na nas niesamowite wrażenie.

Równo na 5. kilometrze zameldowaliśmy się na Rudawcu (1106 m n.p.m.). To najwyższy punkt Gór Bialskich (według niektórych źródeł), a dla nas kolejny krok do zdobycia drugiej Korony Gór Polski. Formalności musiało stać się zadość – pieczątki wbite do książeczek, pamiątkowe fotki zrobione i… szybka ewakuacja, bo mroźny wiatr nie pozwalał na długie biesiadowanie.

Schodziliśmy sprawnie, utrzymując równe tempo. Po drodze zboczyliśmy nieco ze szlaku, by sprawdzić lokalny Schron Noclegowy oraz już na dole zwiedzamy pomnik Andrzeja Kranicica: Niezwykłe miejsce upamiętniające lokalnego przewodnika i miłośnika gór. Charakterystyczny rower i narty wkomponowane w pomnik zatrzymują na chwilę refleksji.

Cała pętla zamknęła się w 10 km i zajęła nam około 3,5 godziny. To była jednak dopiero pierwszy z dwóch naszych dzisiejszych szczytów. Mama została przy aucie na zasłużony odpoczynek, a my… od razu ruszyliśmy w stronę Kowadła!

Informacje Praktyczne:
Parking: W Bielicach znajduje się bezpłatny parking na końcu wsi, tuż przy wejściu na szlaki.
Wyposażenie: Zimą raczki to absolutna podstawa – podejścia bywają oblodzone.
Ciekawostka: Rudawiec znajduje się w pobliżu rezerwatu „Puszcza Śnieżnej Białki”, gdzie można podziwiać fragmenty pierwotnego lasu dolnośląskiego.
Dla zdobywców: Pieczątka KGP znajduje się na szczycie w metalowej skrzynce.

Tajemnica Skalnej Czaszki i tragiczna historia Narożnika – Zima w Górach Stołowych

Góry Stołowe nigdy nie przestają nas zaskakiwać. Choć sezon letni dawno za nami, te rejony o tej porze roku mają w sobie coś magicznego – mieszankę słońca, szronu i gęstej mgły, która dodaje skałom dramatyzmu. Tym razem naszym celem była legendarna Skalna Czaszka oraz czwarty co do wysokości szczyt tego pasma – Narożnik (851 m n.p.m.). Po spokojnym poranku i obowiązkowej „drugiej kawie”, o godzinie 11:00 ruszyliśmy w drogę. Po 15 minutach od wyjścia zameldowaliśmy się na bezpłatnym parkingu na Lisiej Przełęczy (790 m n.p.m.).

Dzień zaczęliśmy z przytupem, bo od geocachingu. Pierwszy kesz ukryty w wiatce parkingowej padł łupem Sylwii! To jej absolutny debiut w roli poszukiwacza skarbów, więc ekscytacja była ogromna. Szybki wpis do LogBooka i ruszamy za niebieskimi znakami szlaku, który początkowo prowadzi stromo pod górę kamiennymi stopniami.

Podejście na Narożnik z Lisiej Przełęczy nie jest długie, ale potrafi wycisnąć pot, zwłaszcza gdy pod nogami pojawia się pierwszy szron. W połowie drogi udało mi się odnalezyć drugiego kesza, więc humory dopisywały. Szlak prowadzi tutaj wzdłuż krawędzi piaskowcowych urwisk, skąd rozpościerają się pierwsze panoramy.

Jednak góry to nie tylko radość, ale i pamięć. Zatrzymaliśmy się przy miejscu tragicznej śmierci dwójki studentów z 1997 roku. Mała kapliczka i tablica pamiątkowa na skale przypominają o niewyjaśnionej do dziś zbrodni.

Na szczycie Narożnika próbowaliśmy namierzyć trzeciego kesza, ale bezskutecznie, więc dokonaliśmy jego reaktywacji. Kontynuowaliśmy wędrówkę szlakiem niebieskim w stronę Kopy Śmierci. Po drodze minęliśmy charakterystyczne formy skalne.

Aby dotrzeć do samej Skalnej Czaszki, musieliśmy odbić ze szlaku niebieskiego w oznakowaną ścieżkę prowadzącą po schodach w dół urwiska (około 15-20 minut za Narożnikiem). Dojście zajęło nam ok. 1,5 godziny od startu. Ta formacja robi niesamowite wrażenie – natura potrafi być genialnym rzeźbiarzem, a „oczodoły” czaszki są wystarczająco duże, by w nich usiąść.

Dalsza część naszej pętli prowadziła przez tzw. Ścieżkę nad Urwiskiem. Po drodze krajobraz stawał się coraz bardziej surowy, a drzewa pokrywał biały nalot szronu.

Schodząc niżej, weszliśmy w gęstszy las, gdzie skały przybierały coraz bardziej fantazyjne, pionowe formy.

Szlak w tym miejscu łagodnieje i przechodzi w szeroką drogę leśną, idealną na chwilę oddechu przed ostatnim podejściem.

Na koniec, w drodze powrotnej odwiedzamy Geoatrakcje Gór Stołowych. Pierwsze są Podmorskie Tarasy, które jednak na nas nie robią dużego wrażenia a dotarcie do nich wymaga pokonania kilkudziesięciu schodków.

Natomiast druga Geoatrakcją Gór Stołowych była Wisząca Skała do której dotarcie również wymagało ostrej wspinaczki po schodach.

Dalej ruszamy w kierunku Skał Puchacza, gdzie domykamy pętlę i przechodzimy na drugą stronę szosy (droga „Stu Zakrętów”). Wybieramy żółty szlak prowadzący do Fortu Karola. Wybudowany w 1790 roku jako pruska strażnica, dziś jest ruiną z jednym z najlepszych punktów widokowych w regionie. Niestety, pogoda zmieniła się całkowicie – słońce zniknęło, a gęsta mgła ograniczyła widoczność do kilku metrów. Co ciekawe, mimo wiosny w dolinach, tutaj wciąż zalegało mnóstwo śniegu.

Wracaliśmy do auta spełnieni, choć przemoczeni przez mgłę. Góry Stołowe zimą to zupełnie inna bajka niż w lecie – mniej ludzi, więcej ciszy i ta niepewność, co wyłoni się zza kolejnego obłoku pary.

Informacje techniczne:
Trasa: Lisia Przełęcz ➔ Narożnik ➔ Skalna Czaszka ➔ Podmorskie Kanały ➔ Wisząca Skała ➔ Fort Karola ➔ Lisia Przełęcz
Szlaki: Niebieski, zielony, niebieski, żółty oraz nieoznakowane dojścia do formacji skalnych
Dystans: ok. 9,1 km
Przewyższenia: ok. 262 m
Czas przejścia: ok. 4 godziny (uwzględniając eksplorację i geocaching)

Strona 1 z 21

Oparte na WordPress & Theme by Anders Norén