Nieważne gdzie, ważne z kim!!!

Kategoria: Diadem Polskich Gór Strona 10 z 12

Żar (Branisko) 883 m n.p.m.

Piękna jesień i… błotne spa – tak w skrócie można określić zdobywanie kolejnego, a zarazem ostatniego przez nas szczytu należącego do Korony Pienin – Żaru (883 m n.p.m.). Dojeżdżamy samochodem możliwie najbliżej początku trasy i zostawiamy go na obrzeżach wsi Falsztyn, położonej nad malowniczym Jeziorem Czorsztyńskim, które powstało w wyniku budowy zapory na rzece Dunajec. Początkowy odcinek prowadzi żółtym szlakiem po dość równym terenie, aż do Przełęczy Przesła, oddalonej o około 1 km od punktu startowego. Tam wchodzimy na szlak czerwony, który ma prowadzić nas aż na szczyt. Pierwszy odcinek czerwonego szlaku (około 1,5 km) okazuje się jednak dość wymagający – miejscami stromy i, co gorsza, słabo oznaczony. W pewnym momencie mylimy trasę i musimy zawrócić, co nieco wydłuża wędrówkę.

Początkowo pogoda nie napawa optymizmem – wiszące nisko chmury i ciężkie powietrze sugerują zbliżający się deszcz. Na szczęście po chwili zza chmur wychodzi słońce i nagle wszystko nabiera kolorów. Wędrujemy przez piękny, mieszany las, który jesienią zachwyca całą paletą barw. Promienie słońca przebijające się przez korony drzew tworzą magiczną atmosferę – klasyczna, złota polska jesień w pełnej krasie. Po przejściu niespełna 4 kilometrów i około dwóch godzinach marszu docieramy na szczyt Żar. Na jego wierzchołku znajduje się nowoczesna drewniana wieża widokowa, z której można podziwiać panoramę okolicznych gór, Jeziora Czorsztyńskiego, a przy dobrej widoczności także Tatr. Niestety, cała trasa – zarówno w górę, jak i w dół – biegnie rozjeżdżoną drogą leśną, po której regularnie porusza się ciężki sprzęt. Po wcześniejszych opadach teren jest bardzo grząski – błoto zalega praktycznie na całej szerokości drogi, a obejście go poboczami jest utrudnione. Przejście przypomina momentami pokonywanie błotnego toru przeszkód, co zdecydowanie pogarsza komfort naszej wędrówki.

Mimo trudnych warunków, piękne widoki, jesienny klimat i satysfakcja z ukończenia Korony Pienin wynagradzają wszelkie niedogodności. Żar to jeden z mniej znanych szczytów regionu, ale z całą pewnością zasługuje na uwagę – szczególnie dla miłośników dzikiej przyrody i mniej uczęszczanych tras. My szczerze go polecamy.

Informacje praktyczne:
Wysokość: 883 m n.p.m.
Pasmo: Pieniny Spiskie
Przynależność do Korony Pienin: tak
Wieża widokowa: ogólnodostępna, drewniana, nowoczesna konstrukcja
Długość trasy: ok. 7,5–8 km w obie strony
Czas przejścia: ok. 3–3,5 godziny
Trudność: średnia (ze względu na błoto i słabe oznaczenia)

Warto zabrać:
Buty trekkingowe odporne na błoto, zwłaszcza po wcześniejszych obfitych opadach
Ubranie na zmianę (na wypadek pobrudzenia błotem)
GPS lub mapa offline – na odcinku czerwonego szlaku łatwo zejść ze szlaku

Choć to nie była najłatwiejsza wędrówka, jej finał był wyjątkowy – z piękną panoramą i symbolicznym domknięciem naszej Korony Pienin.

Okrąglica (Trzy Korony) 982 m n.p.m.

Zachwyceni niepowtarzalnym urokiem Pienin postanowiliśmy zdobyć Wielką Koronę Pienin. Wysoka już była zdobyta więc kolejnym kierunkiem była Okrąglica i Sokolica. Ruszyliśmy wcześnie rano gdyż droga była długa a dzień już krótki i dzięki temu mogliśmy podziwiać szczyty Pienin skąpane w chmurach. Widok niczym z samolotu.

Ślęża 718 m n.p.m.

wejście I – 7 listopada 2020 Sylwia i Patryk
wejście II – 13 stycznia 2024 Sylwia, Patryk, Miłosz, Jasiek

To już ostatni szczyt na naszej liście Korony Gór Polski – Ślęża, majestatyczna strażniczka Dolnego Śląska, górująca samotnie nad Równiną Wrocławską. Zamyka ona pewien rozdział naszej przygody, ale jednocześnie otwiera nowy – i mamy nadzieję, że nie ostatni. Zdobycie 28 szczytów Korony Gór Polski wzbogaciło nas o niezliczone doświadczenia, a jednocześnie rozbudziło jeszcze większy apetyt na górskie wędrówki. Dlatego nie kończymy – obiecujemy sobie kontynuować naszą przygodę po szlakach polskich (i nie tylko) gór.

Na Ślężę (wysokość 718 m n.p.m.) wyruszamy żółtym szlakiem z Przełęczy Tąpadła – to najpopularniejszy i najłatwiejszy wariant wejścia, idealny dla rodzin z dziećmi. Szlak prowadzi szeroką, łagodnie wznoszącą się leśną drogą. Po drodze mijamy rodziny z maluchami, nawet w wózkach – to dowód, że Ślęża to góra dostępna praktycznie dla każdego.

Na szczycie odwiedzamy schronisko PTTK im. Romana Zmorskiego. Wciąż obowiązujące pandemiczne ograniczenia sprawiają, że posiłki wydawane są tylko przez okienko, ale i tak cieszymy się chwilą odpoczynku. Odbijamy też ostatnią pieczątkę do naszej książeczki KGP – symboliczna kropka nad „i”.

Nieco błąkamy się po rozległym szczycie – brakuje wyraźnie oznaczonego punktu kulminacyjnego. Kręcimy się między charakterystycznymi punktami: masywną wieżą RTV, zabytkowym kościołem Nawiedzenia NMP oraz jednym z najbardziej intrygujących elementów Ślęży – kamiennym niedźwiedziem, który jest pozostałością po przedchrześcijańskim kulcie słowiańskim i celtyckim. Ślęża bowiem od wieków uznawana była za miejsce święte, a jej historia sięga czasów kultów solarnych i pogańskich obrzędów. Tuż za kościołem kierujemy się mniej uczęszczanym szlakiem w stronę dawnej wieży widokowej – dziś niestety zamkniętej i popadającej w ruinę betonowej konstrukcji, pod którą robimy sobie pamiątkowe zdjęcie.

Zejście wybieramy trudniejsze – niebieskim szlakiem, który prowadzi po śliskich, omszałych głazach. Wymaga on skupienia, zwłaszcza po opadach, ale szybko wynagradza to cisza i niemal zupełny brak innych turystów. Potem szlak wiedzie już leśną drogą, cichą, pustą, pełną uroku późnej jesieni. Listopadowe słońce przedziera się przez korony drzew, a my chłoniemy spokój i ciepło tego dnia.

Cała wyprawa zajmuje nam niecałe 2 godziny i liczy około 8 kilometrów. Ślęża to idealny szczyt na zakończenie koronnego wyzwania – dostępna, ale pełna historii, legend i niesamowitej atmosfery. A dla nas – symboliczna brama do kolejnych górskich przygód.

Chełmiec #1 (851 m n.p.m.)

wejście I – 7 listopada 2020
wejście II – 24 kwietnia 2022

Na szczyt prowadzi kilka szlaków. Zmęczenie daje się nam już we znaki, ale mimo to wybieramy szlak żółty, który zaczyna się w Wałbrzychu. Startujemy od ulicy Piasta. Początkowo idziemy drogą asfaltową i szutrową. Przemierzając trasę wreszcie wkraczamy w lasy bukowe i iglaste. Pomimo, iż szlak na początku nie jest wymagający, a podejście jest równomierne to trzymamy się głównej drogi. Chwila nieuwagi, a liczne zakręty z bocznymi nieoznakowanymi ścieżkami mogły poprowadzić w nieznane :-). W końcu docieramy do skrzyżowania, gdzie szlak żółty wiedzie dalej trawersem, a my skręcamy w prawo na czarny szlak. Mijamy Czarny Most (538 m n.p.m.) i dalej idziemy aż do szlaku niebieskiego. Typowo górskie podejście, czyli kamienie i korzenie drzew. Dajemy radę, pogoda nam sprzyjała, słońce dodawało otuchy, a przepiękne krajobrazy wynagradzały te znośne trudy wędrówki 🙂

Tutaj trasa pnie się w górę i jest naprawdę stromo. Niebieskim szlakiem ostatecznie weszliśmy na sam szczyt. 413 m podejść zajęło nam ok. 1 h. Wreszcie rozwidlenie i mnóstwo miejsca na odpoczynek. Ponadto, naszym oczom ukazuje się kamienna wieża widokowa stylizowana na ruinę. Została ona wzniesiona z inicjatywy Wałbrzyskiego Towarzystwa Górskiego WGV i sfinansowana przez Hochbergów (to ta sama rodzina, co władała Zamkiem Książ). Wieża na Chełmcu ma 22 metry wysokości i została wybudowana w latach 1887-88. Bardzo się cieszymy kiedy okazuje się, że pieczątka potrzebna do potwierdzenia wizyty na szczycie, znajduje się przy drzwiach wejściowych do budynku. Chełmiec – 851 m n.p.m. jest drugim co do wysokości szczytem Gór Wałbrzyskich (niższy od Borowej o zaledwie 3 m), choć przez lata uważano go za najwyższy. Nazwa <chełmiec> pochodzi od staropolskiego słowa <chełm>, oznaczającego wzgórze lub kopiec, co ma odzwierciedlać jego kształt w terenie.

Na wieży widokowej nie byliśmy, ale wiemy, że z samej góry w idealnych warunkach roztacza się widok na Sudecką Śnieżkę. Ponadto, z wieży widoczny jest budynek z czasów powojennych, w którym pierwotnie umieszczono nadajniki zagłuszające Radio Wolna Europa. Od roku 1973 znajduje się tutaj Radiowo-Telewizyjny Ośrodek Nadawczy (RTON), a maszt telekomunikacyjny ma wysokość 69 m. W roku 2012 wybudowano nowy, nieco niższy maszt. Kilka metrów poniżej szczytu znajduje się 45-metrowy krzyż wzniesiony przez Społeczny Zespół Budowy Krzyża w 2003 roku. W nocy Krzyż Milenijny oświetlony jest reflektorami. Z uwagi na symbolikę miejsce to jest często odwiedzane przez pielgrzymów.

Wysokość szczytu Chełmiec początkowo oszacowano na 869 m n.p.m., stąd znalazł się na liście Korony Gór Polski. Po korekcie okazało się, że jest znacznie niższy, ale z listy KGP nie został usunięty, ku naszej radości (lubimy wracać na ten szczyt z wieeeelkim sentymentem 😉 ).

Nie wszyscy wiedzą, ale masyw zbudowany jest z porfirów permskich i skał karbońskich, a na zboczach występują rzadkie minerały takie jak baryt czy piryt. Ponadto, obszar leśny wokół szczytu znajduje się częściowo w Natura 2000 i Obszarze Chronionego Krajobrazu. Ciekawostką również jest informacja, iż w 2004 roku na Chełmcu odbyły się mistrzostwa Europy w downhillu, czyli zjeździe na rowerach górskich.

Zawsze korzystamy z okazji, aby wracać inną drogą niż weszliśmy. Zatem robimy pętlę i wracamy szlakiem żółtym kierując się do Wałbrzycha. Przy maszcie RTON schodzimy drogą techniczną, której odcinek jest łatwy i bez stromych spadków. Weszliśmy w gęsty las, gdzie ścieżka jest węższa, miejscami kamienista z wyboistymi korzeniami. Ten kamienisty odcinek zbocza okazał się najbardziej wymagającym fragmentem zejścia. Niemniej jednak daliśmy radę by znów cieszyć się łagodniejszymi fragmentami w dolnej części masywu. W połowie szlaku żółtego pomiędzy skrzyżowaniem z zielonym a Czarnym Mostem, po lewej stronie znajdują się Dwa Stawy z miejscem na ognisko. I w takich oto okolicznościach przyrody idąc dalej czarnym szlakiem dotarliśmy do samochodu.

W sumie przeszliśmy 7 km w ok. 2 h szkicując pętlę na mapie 🙂 z czego jesteśmy bardzo dumni.

Waligóra 936 m n.p.m.

wejście I – 6 listopada 2020 Sylwia i Patryk
wejście II – 7 stycznia 2023 Sylwia i Patryk
wejście III – 16 stycznia 2024 Sylwia, Patryk, Miłosz, Jasiek

Nasza przygoda z Waligórą – najwyższym szczytem Gór Kamiennych (934 m n.p.m.) – rozpoczęła się w urokliwym Sokołowsku, miejscowości z ciekawą historią sanatoryjną, niegdyś znanej jako „śląskie Davos”. Auto zostawiamy przy przystanku „Góry Kamienne”, na obrzeżach miasteczka, i ruszamy zielonym szlakiem w kierunku Schroniska PTTK „Andrzejówka”. Trasa do schroniska to około 2,5 km łagodnego marszu przez las i polany – przyjemna, niezbyt wymagająca, idealna na rozgrzewkę. Po około 40 minutach docieramy do schroniska położonego malowniczo u stóp Waligóry, na Przełęczy Trzech Dolin (ok. 800 m n.p.m.). Schronisko Andrzejówka to jedno z najpopularniejszych w Sudetach – gościnne, z klimatem, ciepłym wnętrzem i pysznym jedzeniem. Obowiązkowo zasiadamy do posiłku i zbieramy pieczątki do naszych książeczek KGP i PTTK. Po krótkim odpoczynku ruszamy dalej żółtym szlakiem prosto na szczyt. To najkrótsze, ale zarazem najbardziej strome podejście w całej Koronie Gór Polski – często porównywane do słynnej Lackowej w Beskidzie Niskim. Podejście, choć krótkie (ok. 700 m długości), jest bardzo intensywne i potrafi dać w kość. Stromizna i sypkie podłoże wymagają skupienia i mocnych nóg. Każdy krok to walka z grawitacją – ale też krok bliżej do szczytowej satysfakcji. Na szczycie Waligóry wita nas skromna tabliczka oraz niewielki kamienny obelisk z nazwą szczytu. Nie ma tu rozległych widoków – las osłania szczyt z każdej strony – ale ogromna satysfakcja ze zdobycia jednej z najbardziej wymagających gór Korony rekompensuje brak panoramy. Robimy obowiązkowe pamiątkowe zdjęcie i chwilę odpoczywamy. Zejście ze szczytu kontynuujemy dalej żółtym szlakiem, który prowadzi nas pętlą z powrotem w stronę Sokołowska. Po drodze odwiedzamy klimatyczną wiatę turystyczną z miejscem na ognisko – idealne miejsce na odpoczynek, a nawet nocleg pod dachem. Dalej szlak prowadzi nas do ruin zamku Radosno – średniowiecznej warowni z XIII wieku, wzniesionej przez księcia świdnickiego Bolka I. Dziś zachowały się fragmenty murów i samotna baszta, które skrywają w sobie echa dawnych legend i historii. To niezwykłe miejsce – tajemnicze i pełne uroku – aż prosi się o chwilę zadumy i kilka zdjęć, które oczywiście robimy na pamiątkę. Po drodze mijamy nielicznych turystów – wygląda na to, że kierują się nie na szczyt, lecz do wiaty, by tam zakończyć dzień przy ognisku. My wracamy spokojnym tempem do naszego samochodu. Cała wyprawa zamyka się w czasie nieco poniżej 3 godzin, a pokonany dystans to ponad 8 km. Waligóra – choć może niepozorna z mapy – okazała się jednym z bardziej wyrazistych szczytów naszego koronnego szlaku. Surowa, stroma i wymagająca, ale też malownicza i pełna historii – warta każdego kroku.

Wielka Sowa 1015 m n.p.m.

Parkujemy auto na Przełęczy Sokole (754 m n.p.m.). Ze względu na jesienną porę, ruch turystyczny jest znikomy – parking pusty i darmowy, co bardzo nas cieszy. Pogoda idealna: lekki chłód i świecące słońce, czyli warunki wręcz wymarzone na górską wędrówkę. Ruszamy w górę łagodnym podejściem. Po nieco ponad pół kilometra docieramy do Schroniska Orzeł, położonego na wysokości 875 m n.p.m., gdzie przybijamy pierwszą pieczątkę do naszych książeczek KGP i GOT. Chwilę odpoczywamy i bez zwłoki ruszamy dalej. Po kolejnych dwóch kilometrach stajemy przy Schronisku Sowa. Niestety jest ono zamknięte i w niezbyt dobrym stanie technicznym, co nieco psuje wrażenie. Wędrujemy dalej czerwonym szlakiem, który prowadzi przez piękny bukowy las. W pewnym momencie drzewa rzedną, a naszym oczom ukazuje się szeroka polana i majestatyczna murowana wieża widokowa na szczycie Wielkiej Sowy. Wielka Sowa to najwyższy szczyt Gór Sowich, mierzący 1015 m n.p.m. (dlatego należy do Korony Gór Polski). Charakterystyczna, 25-metrowa wieża widokowa z 1906 roku (ufundowana przez Towarzystwo Sowiogórskie) oferuje panoramiczne widoki na Sudety, Góry Stołowe, Karkonosze, a przy dobrej widoczności nawet na Śnieżkę. Na polanie pod szczytem spotykamy więcej turystów – nie dziwi to, ponieważ Wielką Sowę można zdobyć aż czterema różnymi szlakami, m.in. z Walimia, Rzeczki, Przełęczy Walimskiej czy z Przełęczy Sokolej, którą my wybraliśmy. Jedni odpoczywają na ławeczkach i przy miejscach biwakowych, inni kontynuują swoją drogę. My także robimy krótką przerwę – jemy pyszne kanapki przygotowane przez Sylwię i popijamy ciepłą herbatę z termosu. Podczas zejścia, na Rozdrożu nad Schroniskiem Sowa, świadomie odbijamy ze szlaku i wybieramy drogę w kierunku Sokolicy (915 m n.p.m.). Choć szczyt ten nie jest szczególnie wybitny, jego skalisty charakter i widoki sprawiają, że przez chwilę czujemy się jak w Pieninach. Nieco dalej, przy pomniku Carla Wiesen’a – upamiętniającym znanego działacza turystycznego – wracamy na czerwony szlak, którym docieramy z powrotem do auta.

Wielka Sowa, choć nie należy do gór trudnych czy wymagających, urzekła nas spokojem i pięknymi widokami. Trasa, którą wybraliśmy, była idealna na leniwą, jesienną wycieczkę, pełną złotych liści i czystego górskiego powietrza.

Kłodzka Góra 765 m n.p.m.

Kłodzka Góra wejście I – 6 listopada 2020
Kłodzka Góra wejście II – 11 stycznia 2021

Pierwszy nasz szczyt tego dnia podczas naszego chyba już ostatniego i domykającego temat zdobywania KGP wyjazdu. Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem to za kilka dni będziemy już z kompletem szczytów. Zdeterminowani po szybkim śniadaniu ruszamy na szczyt o godzinie 7:32 niebieskim szlakiem. Kłodzką Górę w zasadzie traktujemy jako rozgrzewkę bo w zasadzie nie ma dużo przewyższeń (niecałe 400m) i 3 km w jedną stronę. Jednak piękna złocista jesień w górach nie pozwala nam się spieszyć i delektujemy się niemal każdym krokiem zmieniając nasze wyzwanie do miłego spaceru. Początkowe podejście pod Podzamecką Kopę (616 m n.p.m.) jedynie jest trochę bardziej strome, później Grodzisko (734 m n.p.m.), Jelenia Kopa (754m n.p.m.) i Trzy Granice (730m n.p.m.) to już spacer. Od rozgałęzienia szlaków pod Kłodzką Górą na sam szczyt idziemy już żółtym szlakiem, gdzie w pewnym momencie spomiędzy drzew wyłania się metalowa wieża obserwacyjna spowijająca szczyt niczym korona na głowie. Bez problemu znajdujemy tabliczkę informacyjną o szczycie, przy której znajduje się pieczątka, pamiątkowe zdjęcie i powrót do auta. Cała droga pomimo, że nie była wymagająca zajęła nam prawie 2 godziny. 

Jagodna Płd 977 m n.p.m.

Jagodna Południowa wejście I – 5 listopada 2020 Sylwia i Patryk
Jagodna Północna wejście II – 14 stycznia 2021 Sylwia, Patryk, Miłosz, Jasiek
Jagodna Południowa wejście III – 14 stycznia 2024 Sylwia, Patryk, Miłosz, Jasiek

Podczas zdobywania Jagodnej, pogoda odzwierciedlała złotą polską jesień. Pomimo, że był to początek listopada nie było zimno a słoneczko nieśmiało przedzierało się przez chmury. Jednak napięty grafik ostatnich dni dawał już bardzo mocno o sobie znać i zmęczenie nieubłaganie odciskało swoje piętno. Dlatego, kiedy na szczycie naszym oczom ukazała się piękna wieża widokowa to nie mieliśmy nawet siły pomyśleć o wejściu na nią i postanowiliśmy skorzystać z widoków rozpościerających się z niej przy kolejnym wejściu. 

Trasa na szczyt z miejsca pozostawienia auta przebiega niebieskim szlakiem i nie jest wymagająca (tylko pierwszy odcinek jest przez las) a prowadzi głównie drogą ppoż. Droga jest szeroka z małym spokojnym wzrostem wysokości, dlatego nie jest męcząca i zajęci rozmową nawet nie wiedzieliśmy kiedy znaleźliśmy się na szczycie.

Orlica 1084 m n.p.m.

wejście I – 5 listopada 2020 Sylwia i Patryk
wejście II – 14 stycznia 2024 Sylwia, Patryk, Miłosz, Jasiek

Naszą wyprawę rozpoczęliśmy z parkingu, nieopodal pensjonatu Przystanek Alaska w Dusznikach Zdrój od strony Kudowy Zdrój. Trudno nie zauważyć po stronie parkingu takiej atrakcji jak Kamień Rubartscha. Heinrich Rubartsch był propagatorem aktywnego wypoczynku i prekursorem turystyki, a także narciarstwa w okolicach Orlicy i Zieleńca. Nazywano go Liczyrzepą z Orlicy z powodu wyglądu i sympatii jaką był darzony. Zatem, gdzie jest ośrodek sportów zimowych Zieleniec to pewnie każdy wie, ale już nie każdy wie, że leży właśnie na zboczu góry Orlica. W 1882 r. Heinrich Rubartsch wybudował na szczycie Orlicy 16-metrową drewnianą wieżę widokową, obok której postawił małą gospodę, której fundamenty widoczne są do dnia dzisiejszego. 1-godzinna droga szlakiem zielonym na Orlicę nie jest wymagająca, a jedynie sprawiająca czystą przyjemność z jej pokonywania. Późna jesień w drodze na Orlicę sprawiła, że przenieśliśmy się w krainę, gdzie liście tańczą na wietrze a Duch Gór klaszcze z zachwytu nad swoim dziełem 🙂 Orlica to szczyt graniczny. Wierzchołek góry leży po stronie czeskiej zaledwie 25 metrów od granicy w kierunku zachodnim. Ciekawą atrakcją na szczycie był również obelisk z 2012 roku, który upamiętniał wejście m.in. cesarza Józefa II (wejście w 1779 r.), Quincy Adamsa (późniejszego prezydenta USA, wejście w 1800 r.) oraz Fryderyka Chopina (wejście w 1826 r.).
Podczas naszego „szczytowania” na wierzchołku góry w trakcie budowy była drewniana wieża widokowa. Zapowiada się naprawdę imponująco dlatego nie możemy doczekać się kolejnego wejścia na Orlicę, aby nacieszyć oczy rozpościerającymi się z niej widokami. Droga na szczyt i z powrotem wynosiła ponad 4 km w fantastycznej scenerii górskiej.

Szczeliniec Wielki 919 m n.p.m.

wejście I – 5 listopada 2020 Sylwia i Patryk
wejście II – 20 stycznia 2024 Sylwia, Patryk, Miłosz, Jasiek

Góry stołowe znane głównie ze Skalnego Miasta po stronie Republiki Czeskiej ale uważam, że my, po polskiej stronie również nie mamy się czego wstydzić. Monumentalne masywy skalne przypominają widokami stepy Ameryki Północnej znane z westernów a skalne labirynty do przejścia choćby na Szczelince Wielkim są imponujące i wywołujące wrażenie zapadające na długo w pamięć. Zaczęliśmy zdobywanie wcześnie rano, bo plany na dzień mamy ambitne (jeszcze Orlica i Jagodna). Zapakowaliśmy w Karłowie na bezpłatnym parkingu, oddalonym kawałek od wejścia do Parku Narodowego Gór Stołowych ale nie na tyle aby nas zmęczyć. Wejście do Parku również było darmowe ze względu na fakt, iż jest listopad czyli już po okresie turystycznym. Większość trasy pokonuje się szlakiem żółtym ale tylko do pewnego momentu, samo podejście jak i przejście skalnego labiryntu odbywa się szlakiem zielonym. Na szczycie nie znaleźliśmy tabliczki z opisem szczytu, dlatego zrobiliśmy sobie zdjęcie z najwyższym naszym zdaniem wzniesieniem skalnym. Pieczątkę z kolei dobyliśmy w schronisku. Cała trasa zajęła nam półtorej godziny i nie była mocno wymagająca ze względu na pokonanie różnicy terenu jedynie 227m.

Strona 10 z 12

Oparte na WordPress & Theme by Anders Norén