Nieważne gdzie, ważne z kim!!!

Kategoria: Korona Gór Polski Strona 2 z 7

Wysoka Kopa # 2: Świąteczna przygoda w krainie cietrzewia i kwarcu

Tuż po zejściu ze Skalnika, nie tracąc ani chwili, ruszyliśmy w stronę najwyższego pasma Gór Izerskich. Wielkanocna sobota 2025 roku rozpieszczała nas pogodą, ale i uczyła pokory – czasochłonne pierwsze podejście tego dnia zmusiło nas do modyfikacji planów. Postawiliśmy na wariant z Rozdroża Izerskiego, licząc na sprawne zdobycie kolejnego szczytu do Korony Gór Polski przed zmrokiem.

Ruszyliśmy zielonym szlakiem, który przywitał nas typowym dla Izerów terenem – miejscami bagnistym, z wystającymi korzeniami i sporą ilością błota po wiosennych roztopach.

Po drodze mijaliśmy imponującą Kopalnię Kwarcu Stanisław. To miejsce o księżycowym krajobrazie zrobiło na chłopcach ogromne wrażenie. Trudno się dziwić – to najwyżej położony kamieniołom w Polsce (1050 m n.p.m.). Choć dziś panuje tu cisza, kiedyś tętniło tu życie przemysłowe, a wydobywany kwarc trafiał do hut szkła w całym kraju. Chłopcy musieli oczywiście „zaliczyć” każdą większą skałę w okolicy Izerskich Garbów.

Podejście pod samą Wysoką Kopę to marsz przez teren objęty ochroną. Od naszej ostatniej wizyty rejon szczytu został całkowicie zamknięty dla turystów – to teraz rezerwat Cietrzewia. Te niezwykle rzadkie ptaki potrzebują spokoju do tokowania, dlatego szanując przyrodę, nie wchodziliśmy na sam wierzchołek. Oficjalna tablica „Wysoka Kopa” czekała na nas przy szlaku. To tam, w pełnym składzie, świętowaliśmy zdobycie szczytu.

W drodze powrotnej, walcząc z uciekającym czasem, zdecydowaliśmy się na skrót łączący szlak czerwony z żółtym. I tu zaczęła się nasza mała rodzinna komedia. Podczas gdy my parliśmy do przodu, mama z ciocią Anią tak mocno zaangażowały się w rozmowę, że kompletnie przegapiły moment skrętu. Na szczęście, dzięki instrukcjom („cały czas w dół!”), spotkaliśmy się wszyscy cali i zdrowi na szlaku żółtym, tuż przed finałowym dojściem do parkingu.

Informacje o trasie

  • Szczyt: Wysoka Kopa (1126 m n.p.m.) – najwyższy punkt Gór Izerskich.
  • Dystans: 9,4 km (pętla).
  • Czas przejścia: 3 godziny 38 minut.
  • Suma podejść: 391 m.
  • Najwyższy punkt: 1106 m n.p.m. (zgodnie z pomiarem przy tablicy).

Porady i Informacje praktyczne

Parking i dojazd:

  • Startowaliśmy z Rozdroża Izerskiego (parking przy drodze 358). Miejsce jest popularne, ale dość pojemne. W święta i weekendy warto być tu przed południem.

Pieczątka do książeczki KGP:

  • Drewniana skrzynka z pieczątką znajduje się na słupku pod tablicą „Wysoka Kopa”. Warto mieć ze sobą własny tusz – ten na miejscu bywa wyschnięty.

Trudności na szlaku:

  • Szlak jest technicznie łatwy, ale Izery słyną z błota. Solidne, nieprzemakalne buty to podstawa, co widać na naszych zdjęciach z podejścia.

Ciekawostki historyczne i turystyczne:

  • Kopalnia Stanisław: Legenda głosi, że kwarc wydobywano tu już w XIII wieku. Surowe warunki sprawiają, że zima trwa tu rekordowo długo.
  • Ochrona Cietrzewia: Pamiętajcie, że wchodzenie na sam szczyt (poza wyznaczony szlak) jest zabronione. Cietrzewie to jedne z najbardziej płochliwych ptaków w Polsce – każda płosząca je osoba może przyczynić się do ich zniknięcia z tych gór.
  • Widoki: Przy dobrej widoczności z okolic Kopalni Stanisław widać nie tylko Karkonosze ze Śnieżką, ale nawet odległe o wiele kilometrów elektrownie w Turowie.

Zasada „cały czas w dół”:

  • Nasza przygoda z mamą i ciocią pokazuje, że w Izerach łatwo o dekoncentrację. Jeśli zgubicie orientację na skrótach, trzymanie się kierunku spadku terenu zazwyczaj doprowadzi Was do Drogi Sudeckiej, ale zawsze warto mieć mapę w telefonie (polecamy mapa-turystyczna.pl lub mapy.cz).

Skalnik # 2 – Wielkanocne zdobywanie najwyższego szczytu Rudaw Janowickich

Pierwszy ze szczytów wytypowanych podczas naszego rodzinnego, wielkanocnego wyjazdu w góry, padł łupem 19 kwietnia 2025 roku (w wyprawie brali udział: Elżbieta, Ania, Sylwia, Patryk, Miłosz oraz Janek). Postanowiliśmy nie zmieniać nic w planie z naszego pierwszego podejścia – planowaliśmy zostawić samochód na parkingu przy niebieskim szlaku podejściowym w Czarnowie. Rzeczywistość szybko jednak zweryfikowała nasze zamiary. Parking był całkowicie oblężony, co zmusiło nas do szukania miejsca nieco dalej. Na szczęście udało nam się uniknąć płatnego parkingu – stanęliśmy przy drodze w pobliżu szlaku żółtego.
Wędrówkę zaczęliśmy od odcinka asfaltowego, który doprowadził nas do skrętu w las. To właśnie tam zaczęła się właściwa zabawa i podejście, na którym trzeba było w końcu zacząć „łapać wysokość”.

Po drodze mijaliśmy punkt „Pod Ostrą Małą”, gdzie łączą i rozgałęziają się szlaki. Szlak na szczyt od tej pory wiedzie po niemal płaskim terenie, co po wcześniejszym podejściu było miłą odmianą.

Sam szczyt Skalnika (944 m n.p.m.) jest całkowicie zalesiony i pozbawiony szerokiej panoramy, ale dla zdobywców Korony Gór Polski jest punktem obowiązkowym. Znaleźliśmy tablicę z nazwą szczytu, zrobiliśmy pamiątkowe fotki i przystąpiliśmy do rytuału przybijania pieczątek w naszych książeczkach. Miłosz i Janek bardzo poważnie podeszli do tego zadania!

W drodze powrotnej nie mogliśmy odmówić sobie wejścia na wyeksponowaną Ostrą Małą. To platforma widokowa wykuta w skale, z której rozpościera się bajeczna panorama na Karkonosze, Kotlinę Jeleniogórską i pozostałe szczyty Rudaw Janowickich. To właśnie tutaj góry pokazały nam swoje najpiękniejsze oblicze. Chłopcy byli zachwyceni – na skałkach pod szczytem domagali się kolejnych zdjęć, które miały uwiecznić ich odwagę i sprawność we wspinaczce po głazach.

Po zejściu do samochodu nie traciliśmy czasu. Szybkie pakowanie, chwila na uzupełnienie płynów i ruszyliśmy w stronę kolejnego wyzwania zaplanowanego na ten dzień – Wysokiej Kopy w Górach Izerskich. Wielkanocny maraton trwał w najlepsze!

Informacje o trasie:

  • Dystans: ok. 6 km (w obie strony).
  • Czas przejścia: ok. 2 h (spokojnym, rodzinnym tempem).
  • Suma podejść: ok. 240 m.
  • Szlak: Żółty (dojście), Niebieski i Zielony (rejon szczytu).
  • Punkt startu: Czarnów (okolice dawnego schroniska Czartak / szlak żółty).

Porady i wskazówki:

  • Parking: Jeśli planujecie wycieczkę w weekend lub święta, parking w Czarnowie przy szlaku niebieskim zapełnia się błyskawicznie. Warto przyjechać bardzo wcześnie lub szukać miejsca przy drodze niżej, tak jak zrobiliśmy to my.
  • Punkt widokowy: Nie pomijajcie Ostrej Małej! Sam szczyt Skalnika jest w lesie i nie oferuje widoków, natomiast platforma na Ostrej Małej to jeden z najlepszych punktów widokowych w całych Sudetach. Na skały prowadzą wygodne kamienne schodki.
  • Pieczątka: Pieczątka zazwyczaj znajduje się w skrzynce na szczycie Skalnika. Warto mieć własny tusz, bo ten w skrzynkach często wysycha.

Ciekawostki:

  • Dwa wierzchołki: Skalnik ma dwa wierzchołki. Wyższy (944 m) jest zalesiony, natomiast niższy (935 m) to właśnie Ostra Mała z jej słynnymi formacjami skalnymi – Koniem Apokalipsy i Skalnym Mostem w pobliżu.
  • Friesensteine: Przed wojną skały na Ostrej Małej nazywano Friesensteine. Już wtedy były popularnym celem wycieczek, a schody na platformę widokową wykuto w 1886 roku.
  • Rudawy Janowickie: Choć Skalnik jest najwyższym szczytem tego pasma, Rudawy często są pomijane na rzecz Karkonoszy. To błąd – są tu jedne z najbardziej fantazyjnych formacji skalnych z piaskowca i granitu w Polsce.

Rysy #2

Wstaliśmy już o 5:00, szybkie umycie się i wskakujemy do auta. Chłopcy w aucie śpią dalej. Na szlaku meldujemy się o 6:50 i jest to dobry czas. Pozostawienie samochodu przy drodze na początku szlaku jest płatne 15 Euro (w internecie ludzie pisali, że będzie kosztować 10 Euro a więc podrożało). Tym razem mała zmiana planów i nie ruszamy czerwonym szlakiem jak ostatnio tylko niebieskim, który łączy się z czerwonym przy schronisku Popradskie Pleso. Dalej szlak biegnie już bez zmian w stosunku do ostatniego naszego przejścia. Chłopcy są zmotywowali i nastawienie pozytywnie, a my jesteśmy w szczycie formy po ostatnich rozchodzeniach i dodatkowo jednodniowym odpoczynku. Pierwsza połowa trasy do Schroniska i połączenia z czerwonym szlakiem mija nam dosyć sprawnie oraz szybko bez większego zmęczenia. Jest jeszcze dość chłodno i nie męczymy się. Druga połowa w skałach jest równie lekka i oprócz sztucznych ułatwień w newralgicznych miejscach, gdzie największe problemy ma Miłosz mija ogólnie nam dosyć szybko. Miłosz pomimo lęków przy stromych ekspozycjach w dół, przezwycięża je przy naszym wsparciu i dalej do Schroniska pod Rysami docieramy już równie sprawnie. Po drodze mijamy słowackich Szerpów czyli Nosicieli, którzy wzbudzają w nas podziw. W Schronisku robimy dłuższy postój z jedzeniem i zakupem dla chłopców pamiątkowych odznak ze schroniska a dla nas dzwoneczków, które od razu przypinamy do plecaków. Dzięki temu idąc wydajemy miłe dźwięki niczym górskie owieczki. Atak szczytowy od Schroniska już idzie troszkę ciężej, głównie z uwagi na pojawiające się zmęczenie. Dodatkowo od strony Słowackiej nadciągają chmury, które przesłaniają nam widoki na tą stronę od podejścia. Ja odbieram to jako dobrą sytuację, gdyż Miłosz nie będzie widział przewyższeń podczas ostatnich metrów pod szczyt. Ludzi jest sporo i idąc za tłumem idziemy w złym kierunku czyli na trzeci wierzchołek Rysów. Na szczęście orientujemy się i szybko zawracamy na główne podejście. Ostatnie metry pod polskim szczytem od strony słowackiej są wymagające ale dajemy radę o po 6 godzinach czyli o 12:50 zasiadamy do pamiątkowego zdjęcia na szczycie najwyższego polskiego szczytu. Spędzamy chwilę próbując się napalać naszym zwycięstwem ale duża ilość ludzi i możliwość zmiany pogody, które zwiastują napływające chmury każe nam robić odwrót. Miłosz na szczycie zwraca z entuzjazmem uwagę, że widać Morskie Oko i Czarny Staw po polskiej stronie. Sylwia z Jaśkiem schodzą szybciej, a my z Miłoszem asekuracyjnie i bezpieczniej. Po pokonaniu stromego zejścia, idziemy już dalej do Schroniska wspólnie. W Schronisku zamawiamy zupy: kwaśnicę i czesnakową oraz piwo ale tylko dla dorosłej części (a co należy się nawadniać). Zejście już jest bardziej męczące głównie ze względu na utrzymującą się wysoką już temperaturę i słońce. Dłuży się nam i pomimo odpoczynków idzie się coraz gorzej. Do samochodu wsiadamy o 17:15 i chłopcy od razu zasypiają. Po dojechaniu do apartamentów, czyli po półtorej godzinie, zostawiamy ich dalej śpiących w pokojach, a my jedziemy jeszcze po zakupy do Biedronki do Zakopanego. Po powrocie chłopcy nadal śpią więc sami jemy rosołek.

Turbacz #2

Wypoczęci wstajemy rano i po śniadanku ruszamy. Na szlaku stawiamy się o 9:20 i ruszamy na pierwszy z dzisiejszych szczytów czyli Turbacz 1310 m n.p.m. – jest to najwyższy szczyt w Gorcach. Początek naszej wyprawy przebiega tak jak za pierwszym razem, kiedy zdobywaliśmy szczyt z Sylwią czyli najpierw szlakiem zielonym do Schroniska i dalej czerwonym na szczyt. Pogoda jest piękna czyli słoneczna i temperatury wysokie, ale na szczęście dla nas większość szlaku przebiega w zalesieniu co daje nam dużo wytchnienia. Po trasie robimy kilka niedługich przystanków na przekąski i odpowiednie nawodnienie dla naszych umęczonych pogodą organizmów. Na szczycie jesteśmy już po 2h 20 min marszu czyli około godziny 11:40. W drodze powrotnej jednak zasiadamy na dłuższy odpoczynek, popas i oczywiście obowiązkowe pieczątki do naszych książeczek KGP, które wbijamy w Schronisku PTTK Turbacz znajdującego się nieopodal szczytu. Po odpoczynku wracamy do auta i jeszcze przed 14:00 ruszamy na kolejny zaplanowany na dzisiaj szczyt – Lubomir.

Wysoka #2 (1050 m n.p.m.) i Wysoki Wierch #2 (898 m n.p.m.)- czyli Pieniny

Wstajemy z samego rana, czyli 7:40 jemy śniadanko i jedziemy w góry. W pierwszej kolejności wypada nam najwyższy szczyt Pienin czyli Wysoka 1050 m n.p.m. Na szlaku rozpoczynamy naszą przygodę około 10:30 gdyż ponad godzina jest dojazdu. Ruszamy tradycyjnie Wąwozem Homole (szlakiem zielonym do Polany Pod Wysoką i na szczyt szlakiem zielonym) jednak powrót planujemy przez urokliwy Wysoki Wierch (również szlak zielony i samo podejście na szczyt szlakiem żółtym), który to znajduje się na liście do zdobycia Korony Pienin. Pogoda jest słoneczna i ciężko się idzie zwłaszcza na podejściu. Po drodze odwiedzamy Harcerską Bazę Namiotową, natomiast szczyt zdobywamy o 12:00. Tym razem widoki nas urzekają, gdyż widać bardzo wyraźnie majestatyczne Tatry oraz niedalekie Trzy Korony (czyli Okrąglicę). Nie zabawiamy długo gdyż jest bardzo dużo ludzi a przez to tłok i zgiełk. Zejście jest już przyjemne gdyż początkowo przez las a następnie przez łąki, na których pasą się owieczki. Na szczycie Wysokiego Wierchu 898 m n.p.m. meldujemy się o 14:00 gdyż po drodze nie możemy nacieszyć się widokami i robimy mnóstwo zdjęć a także zatrzymujemy się na mały popasik. Nasze zejście ulega małej modyfikacji i nie idziemy w stronę Szczawnicy tylko wracamy przez Schronisko pod Durbaszką w stronę parkingu z autem w Jaworkach na którym jesteśmy tuż po 16:00. Cena za parking wyniosła za cały dzień 25zł. Po powrocie do apartamentu Sylwia wstawia przygotowany wcześniej rosołek, który szybko zaspakaja nasz głód.  Na drugie danie zajadamy się wszyscy pysznym spaghetti. 

Szczeliniec Wielki 919 m n.p.m. #2

wejście I – 5 listopada 2020 Sylwia i Patryk
wejście II – 20 stycznia 2024 Sylwia, Patryk, Miłosz, Jasiek

Szczeliniec to był ostatni szczyt w ramach naszego wyjazdu w ferie. Zaplanowaliśmy go jako ostani ze względu na to, iż nie był mocno wymagający, ale za to urokliwym spacerem w skalnym labiryncie. Uroku dodatkowo dodawała zimowa sceneria, która powodowała również utrudnienia na podejściach. Dodatkową atrakcją było kibicowanie zawodnikom 10. Zimowego Półmaratonu Gór Stołowych, gdyż ich trasa kończyła się przy Schronisku PTTK na Szczelińcu Wielkim, a to znaczy, że podejście do schroniska pokonywali razem z nami. Trasa podejściowa była niewymagająca pomimo zimowych warunków i pokonaliśmy ją dość sprawnie. Przejście labiryntu po płaskowyżu również nie było wymagające, ale bardzo zachwyciło chłopców przeciskanie się pomiędzy wąskimi szczelinami w skałach, a nas ponownie urzekły tym razem pokryte ścieżki i skały białym puchem. Przysłowiowe „schody” zarówno w przenośni jak i w rzeczywistości zaczęły się na zejściu, które w okresie zimowym są zamknięte, a pokonanie trasy jest wyłącznie na odpowiedzialność turystów. Na szczęście cała trudna część trasy jest wyposażona w barierki, co mocno ułatwia oraz poprawia bezpieczeństwo zejścia po zasypanych śniegiem schodach. Nasza wyprawa zakończyła się szczęśliwie bez żadnego uszczerbku na zdrowiu co uczciliśmy zakupami na straganach przy wejściu do Parku Narodowego Gór Stołowych. Sylwia i Miłosz wybrali sobie czapki, a Jasiu poduszkę Fortnite.

Waligóra 934 m n.p.m. #3

wejście I – 6 listopada 2020 Sylwia i Patryk
wejście II – 7 stycznia 2023 Sylwia i Patryk
wejście III – 16 stycznia 2024 Sylwia, Patryk, Miłosz, Jasiek

Trochę za późno dojechaliśmy z dwóch powodów, po pierwsze za późno wstaliśmy, a drugi to za dużo nam czasu zeszło na Wielkiej Sowie. Ale nie żałujemy ani pierwszego ani drugiego powodu 🙂 Nasze ograniczenia wynikały z końcówki dnia i zachodu słońca, do którego pozostało nam ok. pół godziny.

Pogoda troszkę nas wystraszyła, bo dużo śniegu i lekki mrozek, a podejście od Schroniska PTTK Andrzejówka bardzo strome. Auto zostawiliśmy na parkingu pod Schroniskiem i zabraliśmy plecaki z odpowiednim wyposażeniem, czyli na pierwszym miejscu raczki i rakiety śnieżne. Od schroniska na szczyt prowadzi żółty szlak, początkowo po drodze bez wzniesień, aby po chwili skręcić w lewo i do góry. Szlak był już przetarty, więc i my ruszyliśmy bez ociągania się. Daleko nie zaszliśmy i musieliśmy założyć raczki i rakiety śnieżne, gdyż za często zaliczaliśmy poślizgnięcia. Od tego momentu poszło już może nie szybciej, ale dużo bezpieczniej. Na szczęście na szczycie znaleźliśmy się cało i jeszcze za dnia. Kilka fotek pamiątkowych i bez zbędnej zwłoki ruszyliśmy w drogę powrotną do dołu. Sprawdziło się powiedzenie, że lepiej jest podchodzić niż schodzić. Powoli, asekurując się nawzajem udało nam się zejść na dół w ostatnich promieniach dnia. Wskoczyliśmy jeszcze po pieczątki do Schroniska PTTK i ruszyliśmy do Kudowy Zdrój.

Wielka Sowa 1015 m n.p.m. #2

Wielka Sowa odlotowa 😄 wyprawę rozpoczęliśmy we wtorek tuż po uprzednim wyczynie narciarskim na stoku Gór Orlickich w Zieleńcu. Czerwonym szlakiem przeszliśmy ok. 6,5 km mijając po drodze prywatne schronisko “Orzeł”, a następnie zamknięte schronisko “Sowa”. Okazuje się, że jest to fragment Głównego Szlaku Sudeckiego, który niebawem rozpoczniemy. Na szczyt wchodziliśmy z przyjemnością, trasą w niesamowicie zimowym klimacie. Drzewa pokryte były białą szatą delikatnego puchu i wyglądały jakby tańczyły w kółeczku 😋 Janek i Miłosz dotrzymywali nam kroku, niemniej jednak postój pod górę był dla nich niejednokrotnie priorytetem. W połowie drogi na szczyt znajduje się Pomnik Carla Wiesena, który był propagatorem turystyki w Górach Sowich i zaangażował się w budowę pierwszej wieży na szczycie Wielkiej Sowy, a także zainicjował budowę schroniska pod Wielką Sową w postaci przekazania pod niego gruntu.  W końcu po 1,5 h marszu i podejściu 350 m – zdobyliśmy szczyt Wielką Sowa na wysokości 1015 m n.p.m., który jest najwyższym szczytem Gór Sowich. Pod wiatą pożywny popasik (kiełbaska wędzona, pączki i ciepła herbatka), na tle wieży wykonaliśmy zdjęcia pamiątkowe i uzyskaliśmy pieczątki do naszych KGP. Wieża widokowa ma 25 m wysokości i pochodzi z 1906 roku. Ponad 30 lat wcześniej powstała tu konstrukcja drewniana. Uroczyste otwarcie murowanej wieży odbyło się w 1906 roku i nadano jej imię Żelaznego Kanclerza Otto van Bismarcka. Panorama z wieży sięga Śnieżki, Śnieżnika, Broumowskich Sten oraz tajemniczej Ślęży. Obecnie wieża nosi imię Mieczysława Orłowicza 😁 W końcu równym krokiem ruszyliśmy w dół szlakiem czerwonym. W przeciwnym wypadku byłaby bura, gdyż czeka na nas jeszcze Waligóra 👍 krocząc do auta mijaliśmy po lewej stronie stok narciarski usytuowany na górze Sokół. Informacja istotna dla nas, przyszłych płockich narciarzy 😋

Jagodna Płd. 977 m n.p.m. #3

Jagodna Południowa wejście I – 5 listopada 2020 Sylwia i Patryk
Jagodna Północna wejście II – 14 stycznia 2021 Sylwia, Patryk, Miłosz, Jasiek
Jagodna Południowa wejście III – 14 stycznia 2024 Sylwia, Patryk, Miłosz, Jasiek

To już nasza trzecia przygoda z ta górą. Pierwszy raz byliśmy na jej południowym szczycie zdobywając ją do KGP. Drugi raz byliśmy na jej północnym szczycie zdobywając ją do DGP, byliśmy wówczas z chłopcami i jak zauważyliśmy było to równo co do dnia 3 lata temu. Nawet wówczas proponowałem chłopcom aby ze szczytu północnego przejść od razu na szczyt południowy czyli odcinek ok. 1 km ale spotkało się to ze stanowczym sprzeciwem. Nie omieszkałem im tego dzisiaj przypomnieć i teraz tego bardzo żałowali. Jagodna w dniu dzisiejszym zaplanowana była jako druga i to pewnie dlatego motywacja i chęć walki u chłopców była już dużo mniejsza. My natomiast nie daliśmy za wygraną i po zaparkowaniu na poboczu, tak jak za pierwszym razem ruszyliśmy niebieskim szlakiem na szczyt. Droga początkowo prowadziła wąską ścieżką przez las aby po chwili dotrzeć do drogi przeciwpożarowej czyli szerokiej i łagodnej prowadzącej już do samego szczytu. Obok drogi cały czas wiła się ścieżka rowerowa, która o tej porze roku nie miała amatorów. Droga na szczyt minęła nam bardzo szybko. Na wieżę postanowiliśmy nie wchodzić ponieważ chmury były bardzo nisko i wiał silny zimny wiatr. Zatrzymaliśmy się za to pod wiatką obok wieży gdzie obecnie znajduje się skrzyneczka ze stempelkiem i zjedliśmy kanapki popijając ciepłą herbatką. Tak pokrzepieni zrobiliśmy jeszcze kilka zdjęć i ruszyliśmy w drogę powrotną, która minęła nam jeszcze szybciej gdyż chłopcy doznali powrót mocy i biegali, rzucali się śnieżkami i tarzali się w śniegu. Sam szlak niebieski nie był bardzo zaśnieżony, dlatego szło się łatwo w przeciwieństwie do drogi dojazdowej.

Orlica 1084m n.p.m. #2

wejście I – 5 listopada 2020 Sylwia i Patryk
wejście II – 14 stycznia 2024 Sylwia, Patryk, Miłosz, Jasiek

W końcu wszyscy razem! Hurra! Ferie zimowe 2024 roku w Sudetach z chłopcami 🙂 Dzień wyprawy na Orlicę rozpoczynamy spontanicznie od zwiedzania Kaplicy Czaszek w miejscowości Czeremna/ Kudowa-Zdrój. Podczas wyjazdu sylwestrowego 2023 do Kudowy-Zdrój odwiedziliśmy to miejsce. W związku z tym, bilety kupiliśmy tylko Jankowi i Miłoszowi. Chłopcy byli pełni obaw z uwagi na nazwę obiektu. Nie mniej jednak zdecydowali się na ten krok. Jakie wrażenia po wyjściu? Miłosz nie odezwał się słowem, Janka rozbolała głowa. Nic w tym dziwnego, gdyż ściany i sufit Kaplicy Czaszek z 1776 roku wyłożono 3 tysiącami czaszek i piszczeli ludzkich. W piwnicy znajduje się jeszcze 21 tys. czaszek i kości zmarłych na cholerę w czasie epidemii panującej w okresie wojny 30-letniej, a zebranych w rejonie Kudowy-Zdrój, Dusznikach-Zdrój oraz Polanicy-Zdrój. Założycielem kaplicy był Czech, proboszcz tutejszej parafii, Wacław Tomaszek. To z jego inicjatywy rozpoczęto proces gromadzenia ludzkich kości celem upamiętnienia ich istnienia.

Wejście na Orlicę rozpoczęliśmy szklakiem zielonym z przystanku niedaleko pensjonatu Przystanek Alaska. W bajkowej zimowej scenerii, szlakiem zielonym byliśmy wręcz uwiedzeni urokami natury, która zafundowała nam atrakcje dla ducha. Janek i Miłosz byli niesamowicie przejęci tą wyprawą, gdyż mogli w pełni oddać się zabawie w śniegu. Trasa przyjemna, nieskomplikowana o niskim stopniu trudności pokonana przez nas w ciągu 1,5 h na odcinku 5 km. Ku naszemu zaskoczeniu, od czasu ostatniego wejścia na Orlicę, zaobserwowaliśmy wybudowaną wieżę widokową, na którą wraz z dziećmi weszliśmy. Zdjęcie na szczycie (50 m od wieży widokowej) i popasik w wiatce pod wieżą, a następnie zejście do auta w celu przemieszczenia się na kolejny szczyt – oto jak minęła nam wyprawa na Orlicę.

Strona 2 z 7

Oparte na WordPress & Theme by Anders Norén