W sobotę przed południem ruszyliśmy do Zemborzyc, gdzie czekał na nas pierwszy start w zorganizowanym biegu. Droga z miejsca naszego pobytu zajęła około 25 minut, a na miejscu wszystko było przygotowane wzorowo – odbiór pakietów startowych przebiegł szybko i bezproblemowo. Wpisowe 80 zł gwarantowało numer startowy (Sylwia 882, ja 881), ubezpieczenie oraz drobne upominki, m.in. przyprawy, baton, woda, breloczek a do wyboru był kubek termiczny lub parasolka.

Gdy przymocowaliśmy chipy do sznurówek, ruszyliśmy na krótki rekonesans trasy i marszową rozgrzewkę. Następnie o 12:50 odbyło się uroczyste otwarcie biegu – śpiewanie hymnu, wspólna rozgrzewka pod opieką prowadzącej i krótkie przemówienia organizatorów. Ta sportowa atmosfera dodała nam energii i podniosła poziom motywacji.

O godzinie 13:00 stanęliśmy na starcie. Zdecydowaliśmy biec wolnym tempem, traktując ten bieg przede wszystkim jako sprawdzian i przygodę. Początkowe 6:10 min/km okazało się jednak zbyt szybkie dla nas – puls skoczył do ponad 150 ud./min, a zmęczenie przyszło bardzo szybko. Po niespełna 1,5 km dopadł mnie dokuczliwy ból w pachwinach, który zmusił do chwilowego przejścia do marszu, jednak ból przy bieganiu i chodzeniu był niemal taki sam, więc wróciłem do biegu. Sylwia wspierała mnie bez przerwy, mimo że prosiłem ją, by biegła swoim tempem.
Na 3. kilometrze pojawił się lekki skurcz w prawej łydce, który na szczęście szybko ustąpił. Ostatecznie przyjęliśmy strategię, że ból pachwin podczas biegu jest bardziej znośny niż przy marszu – tak dobiegliśmy ostatni kilometr. Na stadionie czekała na nas mama, dokumentując ostatnie chwile biegu zdjęciami. Ostatnie metry pozwoliły nawet na wyprzedzenie dwóch zawodników i finisz z czasem 48:29 (pełne wyniki dostępne tutaj).
Po przekroczeniu mety odebraliśmy pierwsze w życiu medale z biegu masowego, co było dla nas ogromnym przeżyciem. Uzupełniliśmy płyny, przebraliśmy się w suche ubrania, a potem udaliśmy się na ciepły żurek i słodkie gofry serwowane dla uczestników. Nie czekaliśmy na oficjalne zakończenie, bo chłód zaczął doskwierać, ale wracaliśmy do domu pełni radości i nowej motywacji.

To był wyjątkowy i wartościowy debiut biegowy – pokazujący, że nie wynik, a wspólne przeżywanie i radość z ruchu są najważniejsze. Z niecierpliwością czekamy na kolejne starty!

