Mówi się, że każda wielka podróż zaczyna się od pierwszego kroku. Dla nas tym krokiem była Wysoka Kopa. To tutaj, 5 września 2020 roku, rozpoczęliśmy naszą przygodę z Koroną Gór Polski (KGP). Nie wiedzieliśmy wtedy jeszcze, że ten szczyt otworzy nam drzwi do DGP, Diademu, a nawet Głównego Szlaku Sudeckiego i Beskidzkiego. To był test – nie tylko kondycji, ale i nas jako zespołu.

Wszystko zaczęło się od przygotowań. Sylwia jeszcze po drodze w Jeleniej Górze zaopatrzyła się w swoje pierwsze prawdziwe buty trekkingowe – fundament każdej górskiej wyprawy. Naszą bazą stało się urokliwe pole namiotowe „Nad Rozkosznym Stawem” w Szklarskiej Porębie. Namiot rozbijaliśmy po omacku, w świetle czołówek, pod dwoma świerkami. Dopiero rano, po rozsunięciu zamka, ukazał nam się bajeczny widok na staw i las. Tak smakuje wolność!

Zdecydowaliśmy, że na szczyt ruszymy prosto z pola, bez użycia auta. To była dobra decyzja – od samego początku czuliśmy rytm gór. Ruszyliśmy szlakiem niebieskim, potem czarnym, aż w końcu weszliśmy na czerwony Główny Szlak Sudecki. Naszym pierwszym przystankiem był Wysoki Kamień. To miejsce nas urzekło – nie tylko widokami, ale i historią. Dowiedzieliśmy się, że właściciel budował schronisko własnymi rękami przez pół życia! Klimatu dopełnił chór, który akurat śpiewał pieśni kościelne – w tym otoczeniu brzmiało to wręcz mistycznie.

Dalsza trasa prowadziła nas przez malownicze izerskie krajobrazy. Minęliśmy Kopalnię Kwarcu Stanisław, której ogrom zrobił na nas kolosalne wrażenie – wyglądała jak sceneria z filmu science-fiction. Nawet przelotny deszcz nie popsuł nam humorów; była to idealna okazja, by przetestować nasze kurtki przeciwdeszczowe.

Samo wejście na wierzchołek Wysokiej Kopy wymagało krótkiego zejścia z głównego szlaku, ale droga była wyraźna. Na szczytowej polanie czekała nagroda: biwak z liofilizatem przyrządzonym na własnej kuchence. A żeby uczcić ten pierwszy wspólny sukces, na wysokości 1126 m n.p.m. odtańczyliśmy bachatę! Powrót szlakiem niebieskim był czystą radością z wygranej. Wieczór spędziliśmy w świetlicy przy grzańcu, już wtedy planując kolejne szczyty.

Informacje o trasie

Nasza trasa to pętla rozpoczynająca się bezpośrednio ze Szklarskiej Poręby (okolice pola namiotowego). Podążaliśmy szlakami: niebieskim, następnie czarnym do łącznika ze szlakiem czerwonym (Głównym Szlakiem Sudeckim), który doprowadził nas pod szczyt. Powrót na pole namiotowe zrealizowaliśmy szlakiem niebieskim. Całość wyprawy to solidny, całodniowy marsz, który nie jest ekstremalnie stromy, ale wymaga dobrej kondycji ze względu na dystans.

Porady i Ciekawostki

  • Dlaczego Wysoka Kopa jest wyjątkowa? To najwyższy szczyt Gór Izerskich. Co ciekawe, sam wierzchołek leży poza oficjalnie wyznakowanym szlakiem turystycznym (prowadzi do niego wyraźna ścieżka od Głównego Szlaku Sudeckiego). Warto tam zajrzeć dla ciszy i rozległej, spokojnej polany szczytowej.
  • Wysoki Kamień (1058 m n.p.m.): Prywatne schronisko na szczycie to dowód na to, że pasja potrafi przenosić góry. Brak tu prądu z sieci i bieżącej wody, co nadaje temu miejscu niespotykany, surowy klimat. Panorama ze skałek przy schronisku na Karkonosze i Góry Izerskie jest uważana za jedną z najpiękniejszych w Sudetach.
  • Kopalnia Stanisław – rekordzistka: To najwyżej położony kamieniołom w Europie Środkowej (ok. 1050 m n.p.m.). Wydobywano tu kwarc już od czasów średniowiecza! Dziś wyrobisko sprawia monumentalne wrażenie i jest świetnym punktem orientacyjnym.
  • Liofilizaty na szlaku: Nasz posiłek na szczycie to świetne rozwiązanie dla oszczędności wagi w plecaku. Wystarczy wrzątek i kilka minut cierpliwości, by zjeść pełnowartościowy obiad z widokiem na góry.
  • Etymologia nazwy: Słowo „Kopa” w nazewnictwie górskim oznacza szczyt o łagodnych, zaokrąglonych kształtach. Wysoka Kopa idealnie wpisuje się w ten opis – to rozległe wzniesienie o kopulastym kształcie.

Pierwszy szczyt zdobyty w ramach KGP. Tak to właśnie tutaj zaczyna się nasza przygoda. Jak mówi stare chińskie przysłowie, że każdy nawet ten wielki marsz zaczyna się zawsze od pierwszego, małego kroku. To był właśnie ten nasz pierwszy, mały krok. Nasz początek z górami, a przede wszystkim sprawdzenie nas zarówno jako pary ale i zespołu podczas często ciężkich wyzwań jakimi jest zaplanowanie, zorganizowanie i przejście trasy osiągając zaplanowany szczyt. Myślę, że dla nas obojga było to duże wyzwanie, jednak nasze pozytywne nastawienie i wspólny cel, nie tylko nas nie poróżnił ale i zmotywował a przede wszystkim również wzmocnił. Ten szczyt to był początek nie tylko KGP ale jak się później okazało również innych dużo większych wyzwań jak DGP i innych koron ale także GSŚ czy GSB. Noclegi podczas tej wyprawy zaplanowaliśmy pod namiotem na urokliwym polu namiotowym pod nazwą „Nad Rozkosznym Stawem” w Szklarskiej Porębie. Po drodze do Szklarskiej wskakujemy jeszcze do Decathlonu w Jeleniej Górze aby Sylwia mogła doposażyć się w buty trekkingowe odpowiednie do górskich wypraw. Do tej pory nie potrzebowała a więc i nie miała. Namiot rozbijamy już po ciemku, ale wybieramy miejsce pod dwoma świerkami w bezpośrednim sąsiedztwie stawu. Rano po rozsunięciu namiotu dopiero doceniamy naszą bajeczną lokalizację, w cieniu z widokiem na staw. Śniadanko i kawkę zajadamy w turystycznych warunkach przy namiocie, co daje nam przedsmak czekającej przygody. Na szczyt postanawiamy ruszyć bezpośrednio z naszego pola bez podjeżdżania samochodem. Dlatego ruszamy najpierw szlakiem niebieskim a następnie szlakiem czarnym dochodzimy do szlaku czerwonego, którym docieramy pod szczyt. Pierwszym naszym przystankiem jest schronisko na Wysokim Kamieniu, które robi na nas duże wrażanie, nasz podziw rośnie kiedy dowiadujemy się, że zostało zbudowane z własnych środków przez właściciela, który poświęcił pół swojego życia na jego budowę. Klimat zyskał dodatkowo w momencie gdy jakaś zorganizowana grupa zaczęła śpiewać chórkiem, co prawda jakieś kościelne pieśni ale brzmiało to niesamowicie. Dalej trasa nie jest już tak wymagająca i stroma. Idziemy nadal czerwonym szlakiem po malowniczej trasie i z bajecznymi widokami. Mijamy po drodze Kopalnię Kwarcu Stanisław, która swoimi rozmiarami robi na nas duże wrażenie. Dalej po drodze łapie nas mały przelotny deszczyk a więc jest okazja do założenia kurtek przeciwdeszczowych. Końcówka wejścia na szczyt wymaga zejścia ze szlaku ale droga jest dobrze oznaczona i przyjemna. Na szczycie, który jest rozległą polaną robimy sobie oczywiście pamiątkowe zdjęcie, wbijamy w książeczkę stempelek i biwakujemy przygotowując posiłek z lifiozy podgrzany na kuchence gazowej. Wysiłek uwieńczamy dodatkowo układem tanecznym – bachata. Powrót w atmosferze zwycięstwa mija nam szybko i miło, jednak wybieramy inną trasę i wracamy szlakiem niebieskim na nasze pole namiotowe, gdzie wieczorem biesiadujemy w ogólnodostępnej świetlicy, przy grzańcu i planach na zdobywanie kolejnych szczytów.