Nieważne gdzie, ważne z kim!!!

Kategoria: Jasiek Strona 1 z 3

Czarna Góra – krótka, letnia wyprawa w Sudety z widokami na Masyw Śnieżnika

Czarna Góra (1205 m n.p.m.) to jeden z najbardziej znanych szczytów Masywu Śnieżnika, chętnie odwiedzany zarówno zimą przez narciarzy, jak latem przez miłośników pieszych wycieczek.​
Nasza wyprawa rozpoczęła się na Przełęczy Puchaczówka, niedaleko miejscowości Sienna – kluczowego punktu turystycznego regionu. Na miejscu czekał na nas darmowy parking, z którego do wejścia na czerwony szlak prowadzi krótki asfaltowy odcinek.​
Czerwony szlak, przez pierwsze kilkaset metrów połączony z zielonym, prowadzi przez przyjemny, cienisty las, idealny na letnie spacery. Trasa stopniowo zaczyna piąć się w górę, a typowe dla Sudetów świerki dają wytchnienie zwłaszcza w słoneczne dni.​
Po około 500 metrach rozpoczyna się strome podejście w kierunku szczytu i dawniej stojącej tam 14-metrowej wieży widokowej. Chociaż obecnie nie ma po niej śladu (wieża została rozebrana latem 2021 roku ze względu na zły stan techniczny), Czarna Góra nadal zachwyca skalnym punktem widokowym, skąd podziwiać można Masyw Śnieżnika.​

Na samym wierzchołku Czarna Góra, oprócz pozostałości po wieży, znajduje się także charakterystyczny przekaźnik telewizyjny, którego światła są widoczne z wielu kilometrów i po zmroku służą jako orientacyjny punkt dla turystów. Przy dobrej pogodzie można podziwiać panoramę okolicznych gór oraz malownicze doliny.​

Informacje praktyczne:
Parking – darmowy, otwarty na Przełęczy Puchaczówka, blisko do czerwonego szlaku,
Długość trasy – ok. 3,3 km w obie strony, ok. 200 m przewyższenia,
Szlak – dobrze oznaczony, początkowo łagodny, potem stromy przed szczytem,
Wieża widokowa – zamknięta od 2021 roku, ale skalny punkt widokowy dostępny,
Polecane dla rodzin – szlak krótki, atrakcyjny, biegnie wśród lasów i kwiecistych polan, idealny na aktywne popołudnie.

Podsumowanie:
Czarna Góra w Sudetach to doskonały wybór dla osób, które szukają krótkiej, aktywnej wycieczki z pięknymi panoramami i górską atmosferą – zarówno przy letnim słońcu, jak i zimowym narciarskim szaleństwie. Latem zachwyca widokami, spokojem lasu i zielonymi polanami, zimą zamienia się w ulubiony kurort narciarski regionu. To miejsce, gdzie historia wieży widokowej splata się z nowoczesną infrastrukturą oraz rodzinną rekreacją.​

Kalenica 964 m n.p.m.

Rodzinna wyprawa na Kalenicę w Górach Sowich (trzeci co do wysokości w Górach Sowich) była pełna przygód i niezapomnianych widoków! Już od samego początku, tuż po zwiedzaniu Kompleksu podziemnego Osówka, zapakowaliśmy plecaki, ruszyliśmy na Przełęcz Jugowską (805 m n.p.m.) i wystartowaliśmy z parkingu pełni energii oraz entuzjazmu.

Trasa prowadziła nas przez malowniczy las — pierwsze chwile na szlaku były okazją do wspólnego zdjęcia, zanim zaczęliśmy na dobre się wspinać. Po drodze spotkaliśmy charakterystyczny, drewniany drogowskaz na rozstaju dróg, a dobre humory towarzyszyły nam, nawet podczas podejścia na Słoneczną (494 m n.p.m.).

Chłopcy z uśmiechem zdobywali kolejne metry wysokości – były też chwile triumfu na skałkach, gdzie każdy chciał choć przez chwilę poczuć się jak zdobywca szczytów. Wspólne pamiątkowe zdjęcie pod tabliczką na Kalenicy zaliczamy do obowiązkowych punktów każdego rodzinnego wyjścia.

Sercem tej wyprawy była jednak stalowa wieża widokowa na szczycie Kalenicy. Zrobiliśmy pod nią kilka zdjęć, podziwiając widok na Bielawę i całą okolicę. Powrót prowadził przez urokliwy szlak z mnóstwem omszałych skał, a także mijał ciekawe, rzeźbione kapliczki.

W schronisku Zygmuntówka nie zabrakło typowego rodzinnego zamieszania, trochę odpoczynku i chwili na kolejne zdjęcie. Malowniczy krajobraz rozpościerający się obok schroniska na długo zostanie w naszej pamięci.

To był wspaniały dzień — mnóstwo śmiechu, wspólnej radości, górskich przygód oraz zdjęć dokumentujących każdą ważną chwilę tej rodzinnej przygody!

Praktyczne informacje:
Parking znajdziesz na Przełęczy Jugowskiej – jest dużo miejsca i łatwo zostawić auto niedaleko szlaku.​
Wycieczka na Kalenicę jest idealna nawet dla rodzin z dziećmi – trasa nie jest trudna, a podejścia są krótkie i łagodne.​​
Na Zimnej Polanie warto zrobić krótki postój na odpoczynek – są tam ławki i wiata (po drodze spotkasz charakterystyczne drogowskazy).​​
Czerwony szlak prowadzi na szczyt, a tablica Słoneczna łatwo przeoczyć – warto wypatrywać po lewej stronie drzewa.​​
Na szczycie Kalenicy czeka wiata turystyczna i stalowa wieża widokowa – wejście na nią jest bezpłatne, ale przy zwiedzaniu z dziećmi zalecana jest ostrożność.​
Po drodze mijasz omszałe skałki i ciekawe kapliczki, które warto zobaczyć i uwiecznić na zdjęciach.
Dobrym miejscem na odpoczynek i posiłek jest schronisko Zygmuntówka – mają bar, miejsce na ognisko i piękną polanę.

Co warto zabrać?
Wygodne buty trekkingowe – trasa momentami bywa kamienista i śliska, szczególnie po deszczu.​
Kurtkę przeciwdeszczową lub softshell – pogoda w górach bywa nieprzewidywalna.​
Wodę i przekąski – na szlaku nie ma możliwości zakupu prowiantu aż do schroniska.​
Powerbank do telefonu lub aparatu – mnóstwo okazji do zdjęć rodzinnnych na tle gór, skałek i wieży widokowej.
Mały plecak – na bluzę, mapę, dokumenty, prowiant.​
Czapka, okulary przeciwsłoneczne, krem z filtrem – duża część trasy biegnie przez odkryte polany.​
Latarka lub czołówka – jeśli planujesz wracać wieczorem (czasem w schronisku bywają przerwy w dostawie prądu).

Góry Sowie na pewno jeszcze wrócą w nasze rodzinne plany podróżnicze — polecamy każdemu, kto lubi aktywnie spędzać czas razem!

Skrzyczne #2 – dla Miłosza finałowa góra w Koronie Gór Polski

Po śniadaniu nasza rodzina zebrała się, by zdobyć ostatni szczyt Miłosza z listy Korony Gór Polski – Skrzyczne (1257 m n.p.m.), najwyższy punkt Beskidu Śląskiego i kultowy cel dla każdego miłośnika polskich gór. Ruszyliśmy pieszo z kwatery, a już od wczesnych godzin żar lał się z nieba, zapowiadając wyjątkowo upalny dzień.
Aby dojść do początku żółtego szlaku, trzeba było pokonać około kilometra od miejsca noclegu. Początek trasy to strome, odkryte podejście wzdłuż wyciągu narciarskiego, które od razu wystawiło nas na próbę – intensywny upał oraz roje dokuczliwych gzów nie ułatwiały wspinaczki. Odsłonięty teren sprawiał, że promienie słońca szybko odbierały siły, dlatego regularne przerwy i łyk wody były niezbędne.

Po mozolnym podejściu w końcu dotarliśmy do górnej stacji kolejki pod Małym Skrzycznem (1211m n.p.m.), gdzie znajduje się niewielki lokal gastronomiczny. Niestety, z powodu braku prądu sprzedaż była chwilowo niemożliwa, jednak obsługa stanęła na wysokości zadania i poczęstowała nas karafką wody z lodem i owocami – orzeźwienie było natychmiastowe i dodało sił na ostatni odcinek.

Od Małego Skrzycznego do głównego szczytu prowadzi już łagodniejszy, zielony szlak niemal po płaskim terenie, a mijane widoki zrekompensowały wszelkie trudy wcześniejszego marszu. 

Po chwili dotarliśmy na szczyt oraz do kultowego schroniska PTTK na Skrzycznem. W schronisku zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcia i przybiliśmy upragnione pieczątki w książeczkach górskich. Kolejnym punktem była zasłużona przerwa na drugie śniadanie, solidne nawodnienie i podziwianie rozległej panoramy Beskidu Śląskiego i Tatr w oddali.

Tablica na szczycie, który znajduje się nieopodal Schroniska PTTK przybliża zarówno historię miejsca jak i panujący tu klimat:

„Turysto,
stoisz teraz dokradnie na szczycie Skrzycznego (1257 m n.p.m.), wchodzącego w skład Korony Gór Polski. Od weków góra ta miara wielkie znaczenie dla tutejszych mieszkańców. Tutaj pozyskiwano drewno, na wykarczowanych halach wypasano owce, tu ukrywali sie zbójnicy, z czasem rozwinęła sie turystyka, a nieco pózniej przybyli narciarze. Kolejne pokolenia tworzyły wiec swoista magie Skrzycznego, gazie ponoć jeszcze można usłyszeć echa śpiewu zbójników, odgłosy dawnych góralskich trombit i rechot żab, które tu żyły w małym jeziorku zarośniętym sitowiną. Bo zgodnie z „Dziejopisem Żywieckim” (1704, autor Andrzej Komoniecki) nazwa góry pochodzi właśnie od skrzeczenia żab: „Stad nazwana ta góra jest Skrzecznia, gdyż w tym jeziorze żaby często skrzeczą, tak że je daleko pod wieczór słychać”.
Turysto, tak tu onegdaj bywało… Zadumaj się więc nad historia tego miejsca, ale też czerp radość z przebywania tutaj, bo w obecnych czasach Skrzyczne to góra nie tylko dla miłośników turystyki pieszej i sportów śnieżnych, ale także dla paralotniarzy, rowerzystów, biegaczy ekstremalnych i osób uprawiających wszelkie inne formy aktywności ruchowej.”

Zdecydowaliśmy, że powrót odbędzie się inną trasą – niebieskim szlakiem, którym pięć lat temu podchodziliśmy z Sylwią. Szlak uległ pewnym zmianom, na szczęście z korzyścią dla miłośników pięknych widoków – nowe przebiegi odsłaniają kolejne krajobrazy.
Samo zejście okazało się jednak wymagające przez stromizny i znaczne zmęczenie, stąd ostatnie metry były już odczuwalne i dłużyły się wyjątkowo mocno. Po zejściu wróciliśmy do centrum Szczyrku, przechadzając się między lokalnymi straganami oraz sklepikami – tym razem nie znaleźliśmy jednak nic ciekawego i postanowiliśmy wrócić na zasłużony odpoczynek.

Praktyczne wskazówki z trasy
Planując wejście latem – wyrusz wcześnie rano, gdy wciąż jest chłodniej.
Weź dużo wody – upał i otwarty teren potrafią szybko pozbawić sił.
Nakrycie głowy, okulary, krem z filtrem obowiązkowe.
Uważaj na gzy i owady – przydadzą się odstraszacze!
Zejście niebieskim szlakiem to nowe widoki, ale wymagający teren – zaplanuj przerwy.

Skrzyczne to nie tylko kolejna „zaliczona” góra, ale miejsce pełne tętniącego życiem schroniska, przepięknych beskidzkich panoram i poczucia spełnionej przygody. Dla Miłosza był to wyjątkowy dzień – symboliczne zamknięcie górskiej korony w prawdziwie letnim stylu.

Mogielica #2 – relacja z letniej wędrówki

Tym razem postanowiliśmy zdobyć Radziejową od mniej popularnej, ale bardzo urokliwej strony, zaczynając wędrówkę z Przełęczy Marszałka Edwarda Rydza-Śmigłego. Parking przy szlaku okazał się dużym udogodnieniem – był bezpłatny i przestronny, dzięki czemu bez stresu mogliśmy ruszyć na szlak.
Szlak zielony prowadził nas najpierw przez otwartą polanę, a następnie łagodnie wprowadził w gęsty, pachnący las. Po niespełna kilometrze od parkingu trafiliśmy pomiędzy zabudowania małej wioski. W tym miejscu Sylwia przypomniała sobie, że zapomniała przełożyć książeczki KGP i GOT do nowego plecaka. Szybko wróciła po nie, a reszta z nas podążała dalej powoli, by nie nadwyrężać kondycji i zachować siły na ewentualne późniejsze podejście pod Czupel.
Trasa wiodła przez kwieciste łąki i cieniste partie lasu, zapewniając przyjemne urozmaicenie krajobrazu. Wysokie trawy i dzikie kwiaty kołysały się na wietrze, a odgłosy ptaków i szum drzew sprzyjały spokojnej, niemęczącej wędrówce. Dzięki naszym wskazówkom Sylwia szybko nas dogoniła i dalszą drogę pokonaliśmy już wspólnie.

Wkrótce dotarliśmy na polanę na samym szczycie Radziejowej. Obowiązkowe zdjęcia przy tabliczce szczytu i pieczątki w książeczkach potwierdzały zdobycie wierzchołka. 

Z radością wspięliśmy się również na nową wieżę widokową – pięć lat temu stara drewniana konstrukcja była już zamknięta dla turystów i w kiepskiej kondycji. Obecnie wieża prezentuje się znakomicie i pozwala podziwiać imponujące panoramy Beskidu Sądeckiego i Tatr.

Mimo pokusy, by dłużej nasycać się widokami, szybkie popołudnie zmusiło nas do powrotu. Zejście okazało się znacznie krótsze i minęło nam na żywych rozmowach. Czuć było już zmęczenie upalnego dnia, więc zrezygnowaliśmy z dodatkowego wejścia na Czupel, odkładając ten plan na inną, chłodniejszą okazję.

Wyprawa zajęła nam niecałe trzy godziny, podczas których pokonaliśmy trochę ponad 7 kilometrów i około 500 metrów przewyższenia. Nawet przy niższej kondycji trasa jest umiarkowanie wymagająca, ale niezwykle widokowa i dająca dużą satysfakcję.

Praktyczne wskazówki:
Parking przy przełęczy jest bezpłatny i wygodny.
Szlak zielony jest malowniczy, prowadzi zarówno przez las, jak i widokowe polany.
Nowa wieża widokowa na Radziejowej jest bezpieczna, a widoki z niej warte każdego kroku.
W upalne dni pamiętaj o dobrym nawodnieniu, okryciu głowy i kremie z filtrem.
Nie zapomnij książeczki KGP i GOT – pieczątka z Radziejowej to satysfakcjonujące zwieńczenie wysiłku!

Takie wyprawy udowadniają, że Beskid Sądecki oferuje nie tylko piękne szlaki i rozległe panoramy, ale także niezapomniane, rodzinne chwile oraz możliwość doświadczenia spokoju płynącego z kontaktu z naturą i regionalną historią.

Radziejowa #2 – Wakacyjna wędrówka na szczyt z widokiem na Tatry

Pierwszym celem naszej wakacyjnej górskiej wyprawy była Radziejowa – najwyższy szczyt Beskidu Sądeckiego (1266 m n.p.m.), znana z rozległych panoram i malowniczych szlaków. Po noclegu w Nowym Sączu czekał nas około 40-minutowy przejazd do wioski Obidza, będącej tradycyjnym punktem startowym na Radziejową.
Od ostatniej wizyty minęło pięć lat i przez ten czas sporo się zmieniło. Droga dojazdowa do Obidzy została zamknięta dla ruchu turystycznego około 3 km przed wsią, a na poboczu powstał nowy, płatny parking. Chcąc uniknąć asfaltowego odcinka, zdecydowaliśmy się poszukać miejsca na prywatnej posesji i udało się – za 20 zł za dzień zostawiliśmy auto tuż przy planowanym miejscu startu.
Około 9:30 ruszyliśmy niebieskim szlakiem, który prowadzi przez lasy i polany, oferując po drodze widoki na Tatry.

Trasa na Radziejową jest niezwykle malownicza. Po około 3 km dotarliśmy na szczyt Wielki Rogacz (1182 m n.p.m.), co prawda wszystko jest zarośnięte i nie ma widoków ale jest miła planka na odpoczynek.

Dalej droga prowadziła czerwonym szlakiem, który po kolejnych 2 km doprowadził nas na sam szczyt Radziejowej. Tam czekała na nas wieża widokowa, z której rozpościera się spektakularny widok na Tatry, Pieniny, Beskid Sądecki i Niski.

Na szczycie Radziejowej przybiliśmy pieczątki w książeczkach GOT, zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcia i weszliśmy na wieżę widokową. To właśnie tutaj, ku mojemu zaskoczeniu, cała rodzina odśpiewała mi „Sto lat” – tego dnia obchodziłem urodziny. Było to niezwykle wzruszające przeżycie – świętować w tak pięknych okolicznościach przyrody, w gronie najbliższych. Otrzymałem również wyjątkowy prezent od Sysi, który sprawił mi ogromną radość.

Pomimo upału świetnie radziliśmy sobie z trasą, regularnie nawadniając się i robiąc przerwy na drugie śniadanie w cieniu lasu na szczycie. W drodze powrotnej schodziliśmy bardzo ostrożnie ponieważ podczas podchodzenia, przydarzyło mi się drobne poślizgnięcie na kamieniach i niewielka obcierka – na szczęście wszystko skończyło się dobrze.
Wędrówka kamienistym szlakiem wśród zielonych zboczy zajęła nam około 3 godzin, a dystans wyniósł niecałe 10 km.

Informacje praktyczne:
Parking: Sprawdź aktualne zasady dojazdu do Obidzy – możliwe, że trzeba będzie zostawić auto na płatnym parkingu kilka kilometrów wcześniej lub poszukać miejsca na prywatnej posesji.
Szlaki: Trasa niebieskim i czerwonym szlakiem jest dobrze oznakowana, prowadzi przez różnorodne tereny – od lasów po widokowe polany.
Wieża widokowa: Warto wejść na wieżę na Radziejowej – panorama Tatr i okolic to niezapomniane przeżycie.
Wyposażenie: W słoneczne dni nie zapomnij o nakryciu głowy, wodzie i kremie z filtrem. Szlak miejscami jest kamienisty – solidne buty trekkingowe to podstawa.
Bezpieczeństwo: Uważaj na śliskie kamienie, szczególnie podczas zejścia.

Podsumowanie:
Wędrówka na Radziejową to doskonały pomysł na aktywny dzień w górach, połączony z podziwianiem niezwykłych widoków i przeżywaniem rodzinnych chwil. To także okazja do refleksji nad pięknem beskidzkiej przyrody, historią regionu i własnymi przeżyciami. Takie wyprawy pozostają w pamięci na długo – szczególnie, gdy można je połączyć z wyjątkowym świętem w gronie najbliższych.

Śnieżka w pełnym słońcu: Wielkanocna wyprawa na dach Karkonoszy

Wielkanocna niedziela, 20 kwietnia 2025 roku. Po emocjach na Wysokiej Kopie, nadszedł czas na główne danie wyjazdu. Meldujemy się w Karpaczu, gdzie zostawiamy auto na parkingu nieopodal stacji paliw Orlen. Początkowo ruszamy czerwonym szlakiem, by przy Orlinku odbić na czarny, prowadzący nas w stronę dolnej stacji kolejki na Kopę. Po drodze obowiązkowy przystanek przy kasie Karkonoskiego Parku Narodowego – bilety kupione, możemy ruszać w górę!

Podejście czarnym szlakiem (tzw. Śląską Drogą) to mozolna wędrówka po kamieniach. Choć nachylenie nie jest ekstremalne, temperatura i palące słońce dały nam się we znaki. Robimy częste postoje – nie tylko dla złapania oddechu, ale przede wszystkim dla widoków. Przejrzystość powietrza tego dnia była fenomenalna, co widać na każdym kroku. Sytuacja zmienia się na wysokości Białego Jaru – teren się wypłaszcza, a od górnej stacji wyciągu aż do Domu Śląskiego idzie się już niemal zupełnie po płaskim.

W Domu Śląskim planowaliśmy dłuższą przerwę na pieczątki i zimne piwo, ale kolejki skutecznie nas zniechęciły. Postanowiliśmy zdobyć szczyt „na raz”. Zamiast pchać się ostro w górę czerwonymi zakosami, wybraliśmy niebieski szlak (Drogę Jubileuszową). Jest nieco dłuższa, ale łagodniejsza i oferuje zupełnie inną perspektywę na karkonoskie kotły. Na szczycie – tłumy! Czesi mają tu swoją kolejkę linową, co sprawia, że Śnieżka tętni życiem jak deptak. W czeskiej knajpce znów przegraliśmy walkę z kolejką po złocisty napój, więc po pamiątkowych zdjęciach pod Obserwatorium (słynnymi „Talerzami”), ruszyliśmy w dół.

Zmęczenie słońcem było już spore, ale chęć poznania nowych ścieżek zwyciężyła. Zamiast wracać tą samą drogą, od Domu Śląskiego ruszyliśmy niebieskim szlakiem w stronę Strzechy Akademickiej. To był strzał w dziesiątkę! Szeroka, wyłożona kamieniami droga (służąca również ratownikom GOPR) pozwoliła nam szybko wytracić wysokość. W Strzesze Akademickiej w końcu dopięliśmy swego – chłopcy dostali solidne porcje frytek, a dorośli mogli odpocząć przy piwie z sokiem imbirowym.

Zejście żółtym szlakiem do dolnej stacji kolejki minęło błyskawicznie. To urokliwy i łatwy odcinek, idealny na zakończenie dnia. Zanim wsiedliśmy do auta, zahaczyliśmy jeszcze o Żabkę na „obowiązkowe” lody – zasłużona nagroda za 1603 metry przewyższenia (w nogach!).

Informacje o trasie

  • Szczyt: Śnieżka (1603 m n.p.m.) – najwyższy szczyt Karkonoszy i Sudetów.
  • Przebieg trasy: Karpacz (Orlen) -> szlak czerwony -> szlak czarny (Orlinek) -> Dom Śląski -> szlak niebieski (Droga Jubileuszowa) -> Śnieżka -> powrót do Domu Śląskiego -> szlak niebieski do Strzechy Akademickiej -> szlak żółty -> Karpacz.
  • Podejście: Mozolne, kamieniste odcinki na szlaku czarnym.
  • Charakterystyka: Trasa widokowa, bardzo eksponowana na słońce, technicznie łatwa, ale wymagająca kondycyjnie ze względu na długość.

Porady i Informacje praktyczne

Parking i koszty:

  • Zaparkowaliśmy przy ul. Konstytucji 3 Maja (obok Orlenu). Cena to 40 zł za cały dzień. To dobra baza wypadowa, jeśli planujecie pętlę kończącą się w okolicach Białego Jaru.
  • Bilety do KPN: Pamiętajcie, że wejście do Karkonoskiego Parku Narodowego jest płatne. Budka kasowa znajduje się przy dolnej stacji kolejki. Można też kupić bilety online (eparki.pl), co pozwala uniknąć kolejki przy wejściu.

Wybór wariantu na szczyt:

  • Jeśli idziecie z dziećmi lub po prostu chcecie oszczędzać kolana, wybierzcie szlak niebieski (Drogę Jubileuszową) zamiast czerwonych zakosów. Jest znacznie łagodniejszy, choć droga się wydłuża. Widoki na Kocioł Łomniczki są tego warte!

Schroniska i pieczątki:

  • Dom Śląski to najbardziej oblężone miejsce. Jeśli chcecie tylko pieczątkę, szukajcie jej przy wejściu lub w okolicach bufetu. Na jedzenie i napoje w weekendy warto mieć zapas cierpliwości lub … własny prowiant.
  • Strzecha Akademicka: Zdecydowanie polecamy to schronisko na odpoczynek. Ma niesamowity klimat (to jedno z najstarszych schronisk w Karkonoszach) i zazwyczaj jest tam nieco luźniej niż w Domu Śląskim.

Ciekawostka historyczna i przyrodnicza:

  • Budowle na szczycie: Polska strona Śnieżki to słynne „spodki” z lat 70., natomiast czeska to najstarsza w Czechach rotunda św. Wawrzyńca (z XVII wieku) oraz nowoczesny budynek poczty (Anežka).
  • Pogoda: Śnieżka to jedno z najbardziej wietrznych miejsc w Polsce. Nawet jeśli w Karpaczu jest upalnie (jak podczas naszej wyprawy), na szczycie warto mieć w plecaku coś od wiatru – warunki potrafią zmienić się w 15 minut.

Nawigacja powrotna:

  • Zejście żółtym szlakiem od Strzechy Akademickiej do Białego Jaru to bardzo wygodna opcja. Droga jest szeroka, utwardzona granitowymi blokami – to właśnie tędy często przemykają samochody terenowe GOPR-u.

Wysoka Kopa # 2: Świąteczna przygoda w krainie cietrzewia i kwarcu

Tuż po zejściu ze Skalnika, nie tracąc ani chwili, ruszyliśmy w stronę najwyższego pasma Gór Izerskich. Wielkanocna sobota 2025 roku rozpieszczała nas pogodą, ale i uczyła pokory – czasochłonne pierwsze podejście tego dnia zmusiło nas do modyfikacji planów. Postawiliśmy na wariant z Rozdroża Izerskiego, licząc na sprawne zdobycie kolejnego szczytu do Korony Gór Polski przed zmrokiem.

Ruszyliśmy zielonym szlakiem, który przywitał nas typowym dla Izerów terenem – miejscami bagnistym, z wystającymi korzeniami i sporą ilością błota po wiosennych roztopach.

Po drodze mijaliśmy imponującą Kopalnię Kwarcu Stanisław. To miejsce o księżycowym krajobrazie zrobiło na chłopcach ogromne wrażenie. Trudno się dziwić – to najwyżej położony kamieniołom w Polsce (1050 m n.p.m.). Choć dziś panuje tu cisza, kiedyś tętniło tu życie przemysłowe, a wydobywany kwarc trafiał do hut szkła w całym kraju. Chłopcy musieli oczywiście „zaliczyć” każdą większą skałę w okolicy Izerskich Garbów.

Podejście pod samą Wysoką Kopę to marsz przez teren objęty ochroną. Od naszej ostatniej wizyty rejon szczytu został całkowicie zamknięty dla turystów – to teraz rezerwat Cietrzewia. Te niezwykle rzadkie ptaki potrzebują spokoju do tokowania, dlatego szanując przyrodę, nie wchodziliśmy na sam wierzchołek. Oficjalna tablica „Wysoka Kopa” czekała na nas przy szlaku. To tam, w pełnym składzie, świętowaliśmy zdobycie szczytu.

W drodze powrotnej, walcząc z uciekającym czasem, zdecydowaliśmy się na skrót łączący szlak czerwony z żółtym. I tu zaczęła się nasza mała rodzinna komedia. Podczas gdy my parliśmy do przodu, mama z ciocią Anią tak mocno zaangażowały się w rozmowę, że kompletnie przegapiły moment skrętu. Na szczęście, dzięki instrukcjom („cały czas w dół!”), spotkaliśmy się wszyscy cali i zdrowi na szlaku żółtym, tuż przed finałowym dojściem do parkingu.

Informacje o trasie

  • Szczyt: Wysoka Kopa (1126 m n.p.m.) – najwyższy punkt Gór Izerskich.
  • Dystans: 9,4 km (pętla).
  • Czas przejścia: 3 godziny 38 minut.
  • Suma podejść: 391 m.
  • Najwyższy punkt: 1106 m n.p.m. (zgodnie z pomiarem przy tablicy).

Porady i Informacje praktyczne

Parking i dojazd:

  • Startowaliśmy z Rozdroża Izerskiego (parking przy drodze 358). Miejsce jest popularne, ale dość pojemne. W święta i weekendy warto być tu przed południem.

Pieczątka do książeczki KGP:

  • Drewniana skrzynka z pieczątką znajduje się na słupku pod tablicą „Wysoka Kopa”. Warto mieć ze sobą własny tusz – ten na miejscu bywa wyschnięty.

Trudności na szlaku:

  • Szlak jest technicznie łatwy, ale Izery słyną z błota. Solidne, nieprzemakalne buty to podstawa, co widać na naszych zdjęciach z podejścia.

Ciekawostki historyczne i turystyczne:

  • Kopalnia Stanisław: Legenda głosi, że kwarc wydobywano tu już w XIII wieku. Surowe warunki sprawiają, że zima trwa tu rekordowo długo.
  • Ochrona Cietrzewia: Pamiętajcie, że wchodzenie na sam szczyt (poza wyznaczony szlak) jest zabronione. Cietrzewie to jedne z najbardziej płochliwych ptaków w Polsce – każda płosząca je osoba może przyczynić się do ich zniknięcia z tych gór.
  • Widoki: Przy dobrej widoczności z okolic Kopalni Stanisław widać nie tylko Karkonosze ze Śnieżką, ale nawet odległe o wiele kilometrów elektrownie w Turowie.

Zasada „cały czas w dół”:

  • Nasza przygoda z mamą i ciocią pokazuje, że w Izerach łatwo o dekoncentrację. Jeśli zgubicie orientację na skrótach, trzymanie się kierunku spadku terenu zazwyczaj doprowadzi Was do Drogi Sudeckiej, ale zawsze warto mieć mapę w telefonie (polecamy mapa-turystyczna.pl lub mapy.cz).

Skalnik # 2 – Wielkanocne zdobywanie najwyższego szczytu Rudaw Janowickich

Pierwszy ze szczytów wytypowanych podczas naszego rodzinnego, wielkanocnego wyjazdu w góry, padł łupem 19 kwietnia 2025 roku (w wyprawie brali udział: Elżbieta, Ania, Sylwia, Patryk, Miłosz oraz Janek). Postanowiliśmy nie zmieniać nic w planie z naszego pierwszego podejścia – planowaliśmy zostawić samochód na parkingu przy niebieskim szlaku podejściowym w Czarnowie. Rzeczywistość szybko jednak zweryfikowała nasze zamiary. Parking był całkowicie oblężony, co zmusiło nas do szukania miejsca nieco dalej. Na szczęście udało nam się uniknąć płatnego parkingu – stanęliśmy przy drodze w pobliżu szlaku żółtego.
Wędrówkę zaczęliśmy od odcinka asfaltowego, który doprowadził nas do skrętu w las. To właśnie tam zaczęła się właściwa zabawa i podejście, na którym trzeba było w końcu zacząć „łapać wysokość”.

Po drodze mijaliśmy punkt „Pod Ostrą Małą”, gdzie łączą i rozgałęziają się szlaki. Szlak na szczyt od tej pory wiedzie po niemal płaskim terenie, co po wcześniejszym podejściu było miłą odmianą.

Sam szczyt Skalnika (944 m n.p.m.) jest całkowicie zalesiony i pozbawiony szerokiej panoramy, ale dla zdobywców Korony Gór Polski jest punktem obowiązkowym. Znaleźliśmy tablicę z nazwą szczytu, zrobiliśmy pamiątkowe fotki i przystąpiliśmy do rytuału przybijania pieczątek w naszych książeczkach. Miłosz i Janek bardzo poważnie podeszli do tego zadania!

W drodze powrotnej nie mogliśmy odmówić sobie wejścia na wyeksponowaną Ostrą Małą. To platforma widokowa wykuta w skale, z której rozpościera się bajeczna panorama na Karkonosze, Kotlinę Jeleniogórską i pozostałe szczyty Rudaw Janowickich. To właśnie tutaj góry pokazały nam swoje najpiękniejsze oblicze. Chłopcy byli zachwyceni – na skałkach pod szczytem domagali się kolejnych zdjęć, które miały uwiecznić ich odwagę i sprawność we wspinaczce po głazach.

Po zejściu do samochodu nie traciliśmy czasu. Szybkie pakowanie, chwila na uzupełnienie płynów i ruszyliśmy w stronę kolejnego wyzwania zaplanowanego na ten dzień – Wysokiej Kopy w Górach Izerskich. Wielkanocny maraton trwał w najlepsze!

Informacje o trasie:

  • Dystans: ok. 6 km (w obie strony).
  • Czas przejścia: ok. 2 h (spokojnym, rodzinnym tempem).
  • Suma podejść: ok. 240 m.
  • Szlak: Żółty (dojście), Niebieski i Zielony (rejon szczytu).
  • Punkt startu: Czarnów (okolice dawnego schroniska Czartak / szlak żółty).

Porady i wskazówki:

  • Parking: Jeśli planujecie wycieczkę w weekend lub święta, parking w Czarnowie przy szlaku niebieskim zapełnia się błyskawicznie. Warto przyjechać bardzo wcześnie lub szukać miejsca przy drodze niżej, tak jak zrobiliśmy to my.
  • Punkt widokowy: Nie pomijajcie Ostrej Małej! Sam szczyt Skalnika jest w lesie i nie oferuje widoków, natomiast platforma na Ostrej Małej to jeden z najlepszych punktów widokowych w całych Sudetach. Na skały prowadzą wygodne kamienne schodki.
  • Pieczątka: Pieczątka zazwyczaj znajduje się w skrzynce na szczycie Skalnika. Warto mieć własny tusz, bo ten w skrzynkach często wysycha.

Ciekawostki:

  • Dwa wierzchołki: Skalnik ma dwa wierzchołki. Wyższy (944 m) jest zalesiony, natomiast niższy (935 m) to właśnie Ostra Mała z jej słynnymi formacjami skalnymi – Koniem Apokalipsy i Skalnym Mostem w pobliżu.
  • Friesensteine: Przed wojną skały na Ostrej Małej nazywano Friesensteine. Już wtedy były popularnym celem wycieczek, a schody na platformę widokową wykuto w 1886 roku.
  • Rudawy Janowickie: Choć Skalnik jest najwyższym szczytem tego pasma, Rudawy często są pomijane na rzecz Karkonoszy. To błąd – są tu jedne z najbardziej fantazyjnych formacji skalnych z piaskowca i granitu w Polsce.

Hyrlata 1103 m n.p.m.: Bieszczadzka walka o każdy oddech i „partyzantka” na szlaku

10 listopada 2024 roku, tuż przed Narodowym Świętem Niepodległości, postawiliśmy na Hyrlatę (1103 m n.p.m.). Parking przy szlaku powitał nas kilkoma autami, co zwiastowało, że nie będziemy sami, ale prawdziwa przygoda zaczęła się już po kilku metrach. Ruszyliśmy z Roztok Górnych zielonym szlakiem prosto w błotnisty teren, by po chwili zmierzyć się z przeszkodą wodną. Przeprawa po poziomo położonych słupach energetycznych nad bystrym potokiem była jak balansowanie na linie – niby most, a jednak adrenalina skoczyła! Druga przeprawa po kamieniach i w końcu „poważny” szlak: utwardzona droga gruntowa i początek morderczego podejścia.

Miłosz tego dnia był po prostu nie do zdarcia. Zasuwał przodem, rzucając nam wyzwanie, i tylko co jakiś czas łaskawie na nas czekał. Sylwia, ambitnie depcząc mu po piętach, również rwała do przodu, choć co jakiś czas litowała się nad resztą ekipy. Ja i Janek? Cóż, my uprawialiśmy styl „kroczek za kroczkiem”, walcząc o każdy haust bieszczadzkiego powietrza. W pewnym momencie nawet piękne widoki przestały nas cieszyć – liczyło się tylko to, by iść dalej.

Przy ostatnim podejściu zmęczenie osiągnęło zenit. Wtedy zapadła strategiczna decyzja: „partyzantka”! Schowaliśmy nasze plecaki w krzakach pod grubą warstwą liści, by ostatnie metry pod szczyt pokonać na lekko. To był strzał w dziesiątkę! Bez balastu na plecach daliśmy radę zameldować się na wierzchołku. Szybkie, pamiątkowe foto i odwrót – góra dała nam tak popalić, że chłopcy stracili zapał do jakichkolwiek planów na jutro.

Powrót, choć teoretycznie lżejszy, wymagał ogromnej koncentracji. Strome zejścia pokryte grubą warstwą jesiennych liści były zdradliwe i śliskie. Do auta dotarliśmy po 3,5 godziny, mając w nogach 9 kilometrów i 550 metrów przewyższenia. Finał dnia był trudny – Cisna oblężona, brak szans na szybkie jedzenie, a na kwaterze dopadły mnie dreszcze. Na szczęście Sylwia, nasza nadworna aptekarka, szybko zareagowała i lekarstwa przeciwgrypowe postawiły mnie na nogi.


Informacje o trasie

  • Szczyt: Hyrlata (1103 m n.p.m.) – masyw w Bieszczadach Zachodnich.
  • Dystans: ok. 9 km (powrót tą samą drogą).
  • Czas przejścia: ok. 3 godziny 30 minut.
  • Suma podejść: ok. 550 m.
  • Szlak: Zielony (z Roztok Górnych).

Porady i Informacje praktyczne

Parking i start:

  • Auto najlepiej zostawić na parkingu w Majdanie (niedaleko stacji kolejki leśnej) lub w okolicach Lisznej. Zielony szlak jest stosunkowo nowy (otwarty kilka lat temu) i prowadzi przez teren, który dawniej był dostępny tylko dla nielicznych.

Uważaj na „śliskie dywany”:

  • Listopad w Bieszczadach to nie tylko błoto, ale przede wszystkim gruba warstwa liści na stromych zejściach. Pod liśćmi często kryją się mokre korzenie i luźne kamienie. Kijki trekkingowe na tej trasie to absolutna konieczność, zwłaszcza przy schodzeniu z Hyrlatej.

Strategia z plecakami:

  • Nasz patent z ukryciem plecaków przed finałowym podejściem uratował nam wyprawę. Jeśli czujecie, że „odcina Wam prąd”, nie wstydźcie się odciążyć kręgosłupa – byle tylko zapamiętać charakterystyczne drzewo lub krzak!

Ciekawostka turystyczna:

  • Hyrlata długo pozostawała „dziką górą”, ponieważ nie prowadził na nią żaden znakowany szlak PTTK. Dopiero niedawno udostępniono ją turystom. Dzięki temu lasy na zboczach zachowały swój pierwotny, karpacki charakter. Sam szczyt jest częściowo zalesiony, ale oferuje ciekawe wglądy w stronę pasma granicznego i na słowacką stronę.

Jedzenie w Cisnej:

  • W długie weekendy i święta Cisna bywa „zakorkowana” turystycznie. Jeśli planujecie posiłek po trasie, warto mieć w aucie „żelazną porcję” jedzenia (np. kabanosy, czekoladę) lub rezerwować stolik wcześniej, jeśli to możliwe.

Zdrowie na szlaku:

  • Jesienne Bieszczady potrafią zdradzić – podczas wysiłku jest ciepło, ale na postojach organizm błyskawicznie się wychładza. Dreszcze po powrocie to sygnał ostrzegawczy. Zawsze miejcie w aucie suchą koszulkę na zmianę, by przebrać się natychmiast po zejściu ze szlaku.

Stryb 1011 m n.p.m.: Grzbietem granicznym ku słowackim panoramom

Niedziela, 10 listopada 2024 roku. Pobudka o 7:00, szybka kawa, śniadanie i już o 8:00 siedzieliśmy w samochodzie. Wiedzieliśmy, że przed nami ambitny plan – dwa konkretne szczyty jednego dnia. Ruszyliśmy w stronę Cisnej, mijając miejsca, które przywołały falę wspomnień z naszej przejścia Głównego Szlaku Beskidzkiego (GSB). Po dotarciu w okolice Przełęczy nad Roztokami (801 m n.p.m.) ruszyliśmy zielonym szlakiem.

Początkowy kilometr asfaltem był tylko rozgrzewką. Przy wieży widokowej na przełęczy skręciliśmy w las, wchodząc na wspólny odcinek szlaku czerwonego i niebieskiego. Góry od razu nas sprawdziły – strome, ponadkilometrowe podejście na Rypi Wierch (1003 m n.p.m.) wycisnęło z nas pierwsze poty. Jednak to, co zaczęło się później, wynagrodziło każdą kroplę wysiłku.

Dalsza droga grzbietem przez Sinkową i Manewą to kwintesencja Bieszczadów. Szlak prowadzi otwartymi przestrzeniami, a widoki na stronę słowacką dosłownie zapierają dech. Ciepły, jesienny wiatr niósł ze sobą charakterystyczny, słodkawo-cierpki zapach wyschniętych liści bukowych – dla takich chwil się tu wraca.

Na szczycie Stryb (1011 m n.p.m.) zameldowaliśmy się w doskonałych humorach. Czas na tradycyjny, harpaganiarski popas! Sylwia zaserwowała mistrzowskie kanapeczki z konserwą turystyczną i soczystą żółtą papryką, a ja odpaliłem kuchenkę. Nic nie smakuje lepiej na tysiącu metrów niż gorąca, owocowa herbata parzona wprost na szlaku.

Droga powrotna, choć tą samą trasą, była znacznie lżejsza. Korzystając z zapasu czasu, weszliśmy jeszcze na wieżę widokową na Przełęczy nad Roztokami, by raz jeszcze ogarnąć wzrokiem okolicę. Szybki powrót do auta, 2 kilometry podjazdu na kolejny parking i… zaczęła się druga odsłona dnia, czyli Hyrlata, która – jak już wiecie – miała nas jeszcze solidnie przetestować.


Informacje o trasie

  • Szczyty: Stryb (1011 m n.p.m.), Rypi Wierch (1003 m n.p.m.).
  • Dystans: ok. 12 km (w obie strony).
  • Czas przejścia: ok. 4 godziny (z przerwą na herbatę).
  • Suma podejść: ok. 590 m.
  • Szlak: Zielony (do przełęczy) -> Czerwony/Niebieski (graniczny).

Porady i Informacje praktyczne

Dojazd i parking:

  • Najlepiej zaparkować na Przełęczy nad Roztokami (801 m n.p.m.). Dojazd z Cisnej prowadzi przez Majdan i Roztoki Górne. Droga jest asfaltowa, choć miejscami wąska i kręta.

Wieża widokowa na przełęczy:

  • To konstrukcja drewniana. Warto na nią wejść, bo oferuje świetny wgląd w Dolinę Roztok oraz na stronę słowacką (obszar Chronionego Krajobrazu „Vychodne Karpaty”).

Charakterystyka szlaku:

  • Szlak niebieski na tym odcinku to szlak graniczny. Idąc na Stryb, poruszacie się dokładnie po linii granicy państwowej. Pamiętajcie o dokumentach tożsamości, choć w strefie Schengen granica jest otwarta.
  • Podejście na Rypi Wierch jest kondycyjne – warto mieć kijki, zwłaszcza jeśli na szlaku leżą mokre liście, które potrafią być bardzo śliskie.

Ciekawostka turystyczna:

  • Nazwa Stryb ma pochodzenie wołoskie i prawdopodobnie odnosi się do stromego zbocza. Cały ten odcinek grzbietowy jest częścią Międzynarodowego Rezerwatu Biosfery „Karpaty Wschodnie”. To jedno z najlepszych miejsc w Bieszczadach, by uciec od tłumów panujących na Tarnicy czy Połoninach.

Logistyka „dwupaku”:

Jeśli planujecie Stryb i Hyrlatę jednego dnia (tak jak my), zacznijcie od Stryba. Jest nieco łatwiejszy technicznie, co pozwala na dobrą rozgrzewkę przed morderczym podejściem na Hyrlatą.

Strona 1 z 3

Oparte na WordPress & Theme by Anders Norén